Druga miłość od pierwszego wejrzenia. Opowieść o toruńskim karnawale w starym Toruniu pani Sylwii Dullin

Box2 Historia Mała Czarna Wiadomości
Fot. z archiwum Sylwii Dullin

Oprócz historii wigilijnych, pani Sylwia Dullin podzieliła się z nami wyjątkową historią związaną z karnawałem w jej rodzinie. Dowiedzieliśmy się od niej, gdzie przed wojną szacowna matrona szła po kreacje karnawałowe, gdzie po najdelikatniejszą bieliznę i najmocniejsze perfumy…

Wysłuchała Anna Zglińska

REKLAMA

Ciotka Stacha – dwie miłości od pierwszego wejrzenia

Moja ciotka Stacha była wyjątkową osobą, nie była piękna, ale miała w sobie to „coś”, co powodowało, że mężczyźni zakochiwali się w niej od pierwszego wejrzenia. Przytrafiło się jej to dwa razy w ciągu życia.

Ciotka Stacha – na pamiętnym balu w Dworze Artusa. Ze zbiorów Sylwii Dullin.

Pierwszy raz podczas I wojny światowej, wychodziła z domu przy Rynku Nowomiejskim. Spojrzał na nią młody żołnierz – oficer pochodzenia niemiecko-rosyjskiego. Tak długo się starał ją poznać, aż mu się udało, oświadczył się i została jego żoną. Dwukrotnie stracili cały majątek. W Rosji jego rodzina miała fabrykę mebli z drzewa różanego, to był bardzo dochodowy interes. Rewolucja im to zabrała, ale los i znajomości sprawiły, że otrzymali odszkodowanie. Przeprowadzili się do Berlina, zamieszkali w pięknej willi w ogrodzie. Mąż ciotki Stachy zainwestował wszystkie pieniądze w bank. Szło im dobrze, do 1933 roku. Jego wspólnik był Żydem, gdy tylko Hitler przejął pełnię władzy, zabrał pieniądze i ratował się ucieczką. Wuj i ciotka wrócili do mojej babci do Torunia, do jednego pokoju w mieszkaniu przy Rynku Nowomiejskim. On wkrótce zmarł na raka. Stacha została sama – biedna jak mysz kościelna.

Po świętach był czas na bale sylwestrowe i one miały swój porządek przed wojną. Każdy wiedział, że lekarze urządzali swój bal w Izbie Rzemieślniczej. I ciotka Stacha została zaproszona na taki bal – jeden z najbardziej prestiżowych.

Pamiętny bal w Dworze Artusa, około 1935 r. Ciotka Stacha pierwsza z lewej. Ze zbiorów Sylwii Dullin

Po roku od śmierci jej pierwszego męża znajomy oficer wraz z „żoną-ciotką” (tak, proszę pani, wtedy też się zdarzały takie rzeczy), zaprosili ją na bal sylwestrowy w Dworze Artusa. To był mniej więcej 1935 r. I tam był przyszły mój wujek, Janek Gustowski, kapitan saperów. Z narzeczoną… W Nowy Rok, o godz. 11.00, był już z kwiatami u mojej babci, prosić o rękę córki. Oj tak, ciotka była wyjątkowa… Miała w sobie to „coś”. Każdy z moich kolegów mówił: „żebyś ty była taka, jak ciotka Stacha”. Ona miała przecież 76 lat, gdy umierała!

Zakupowa marszruta przedwojennej elegantki

Gdzie się ubierano na taki bal? Od początku: kapelusze na wyjątkowe okazje kupowało się u Gembarskich. Mieszkały na początku ul. Szerokiej i to były siostry. Najlepszą krawcową była pani Kowalska. Mieszkała na pierwszym piętrze przy ul. Królowej Jadwigi 9. Moja mama przyjeżdżała do niej specjalnie z Chełmży po wyjątkowe kreacje. Szyła tylko z najlepszych materiałów. Bardzo lubiłam chodzić do miary, bo pani Kowalska dawała resztki tkanin do zabawy. Ona szyła też dla Erci sukienki. Najlepszą bieliznę kupowało się na Chełmińskiej 19 u pani Pietruszki. Podczas okupacji pani nazywała się Petersilge – tak samo, tylko po niemiecku. U niej zamawiało się bieliznę z prawdziwego jedwabiu i koronek. Przede wszystkim pani słynęła ze swoich gorsetów, na który trzeba było mieć pieniądze, żeby taki uszyła. Moje ciotki nosiły zresztą gorsety do końca dwudziestolecia – zawsze. Nie wyszły bez nich z domu, nawet nosząc luźne sukienki, a do ściągania tasiemek w nich używały klamki od drzwi. Zaczepiały końce i ciągnęły…

Bal w kinie „Mars”, ok. 1938, zbiory Szymona Spandowskiego.

Po kosmetyki chodziło się do dużej drogerii Mazurów, która mieściła się tam, gdzie dziś Yves Rocher przy Szerokiej. To była naprawdę najdroższa drogeria, tam było wszystko, perfumy Coty, Soir de Paris. Ich zapach był bardzo mocny, więc pustych butelek się nigdy nie wyrzucało, tylko wkładało między bieliznę w szafach. W tamtych perfumach był amber, który utrwalał zapach. Ciotka Stacha używała normalnych kosmetyków, ale jej siostra, ciotka Wanda… śmiechu warte, malowała się za pomocą czerwonej bibułki i kredy. Miała swoje zwyczaje. Gdy szła na mszę na 9.00, wstawała o 4.00 rano, żeby ułożyć włosy. Która kobieta ma dziś na to czas! Jej metody pielęgnacji skóry musiały być bardzo zdrowe. Do końca życia miała skórę jak młódka, czym wzbudzała żywe zainteresowanie lekarzy, jako ewenement.


Opis obrazu: Uczestnicy balu karnawałowego w 4 pułku lotniczym. Źródło: Narodowe Archiwum Cyfrowe


Tagged

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *