Euroentuzjasta głosuje na PiS [WYWIAD]

Box2 Wywiady
Fot. Łukasz Piecyk

– W eurowyborach PiS zdobył na wsi tak miażdżącą przewagę, bo jest pierwszą partią, która naprawdę zajmuje się realnymi wiejskimi problemami. Ludziom podoba się, że wreszcie jest ktoś, kto myśli ich kategoriami – mówi dr hab. Wojciech Knieć, socjolog wsi z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu w rozmowie z Piotrem Gajdowski

Wyniki eurowyborów wskazują jasno: polska wieś jest za PiS-em. Kojarzona raczej ze sceptycyzmem wobec Unii Europejskiej partia rządząca zdobyła tu 56,3% ogólnej liczby głosów (Koalicja Europejska – 27,5%). Z badań wynika jednak, że mieszkańcy wsi raczej popierają obecność Polski w UE. Jak to rozumieć?

Wieś nie jest jednorodna. Wśród mieszkańców wsi inaczej głosują choćby rolnicy i nie-rolnicy. W referendum unijnym w 2004 r. wieś generalnie była przeciwna akcesji – szczególnie właściciele małych gospodarstw na wschodzie Polski. Na wsi, jak w soczewce, widoczna jest wielka zmiana w nastawieniu Polaków do Unii Europejskiej – dziś generalnie wieś jest prounijna, a zwłaszcza dotyczy to właśnie właścicieli średnich i małych gospodarstw rolnych. Tak więc w ciągu tych 15 lat obecności Polski w UE nastąpiło odwrócenie sympatii o 180 stopni. Wynika to z realnych korzyści, jakie daje nam członkostwo. UE zaoferowała szereg mechanizmów, które wspierają niewielkie gospodarstwa rolne. Zauważmy, że 80 proc. dochodów najmniejszych gospodarstw nie pochodzi wcale z produkcji rolnej, tylko z subwencji unijnych i innych. Gdyby nie UE i pomoc z budżetu państwa te gospodarstwa z całą pewnością już dawno by zbankrutowały. Zupełnie inaczej rzecz ma się z dawnymi PGR-ami. Mieszkańcy wiosek popegeerowskich w referendum unijnym najliczniej poparli akcesję. Poziom poparcia sięgał w nich 70-90 proc. Akcesja w ich mniemaniu oznaczać miała dla nich awans społeczny i gospodarczy. Ci ludzie natomiast głosowali za UE, ale nie skorzystali na akcesji. W unijnych programach o nich zapomniano. Dziś są więc eurosceptyczni. Trzecią grupą mieszkańców wsi są napływowi z miast: przedstawiciele inteligencji, wolnych zawodów, przedsiębiorcy. Oni z kolei podnoszą poziom „euroentuzjazmu” na polskiej wsi.

A czy w ogóle można utożsamić PiS z frakcją eurosceptyczną?

Absolutnie nie. Wszystkie badania opinii społecznej jasno wskazują, że ludzie nie kojarzą tej partii z eurosceptykami. W ostatnich deklaracjach PiS stara się być nawet jednoznacznie proeuropejski. Głosując na PiS, wyborcy nie łączą tego w żaden sposób z eurosceptycyzmem lub euroentuzjazmem tej partii – nawet w przypadku eurowyborów. Hasło „polexitu”, którym próbowała straszyć w kampanii opozycja, czy kwestie naszej obecności lub nie w strukturach unijnych, są tu zupełnie drugorzędne. Przy urnie liczyły się inne sprawy, które ograniczają się do zwykłej ludzkiej codzienności. Teza, że PiS wygrał wybory, odwołując się do nastrojów antyunijnych, jest z gruntu fałszywa. Większość ludzi po prostu nie myśli o takich rzeczach.

Dlaczego więc PiS miał na wsi taką przewagę?

PiS jest pierwszą partią, która naprawdę zajmuje się realnymi problemami na wsi. Politycy PiS-u słuchają uważnie, co mają do powiedzenia eksperci zajmujący się wsią i przekuwają to na konkretne programy. W środowisku wiejskim bardzo dobrze przyjęto np. pomysł przywrócenia połączeń autobusowych. Choć nie ma jeszcze tego widocznych efektów, ludziom podoba się, że wreszcie jest ktoś, kto myśli ich kategoriami. Przez lata budowano w Polsce autostrady, utożsamiając to z awansem cywilizacyjnym – ale są rzesze obywateli, które w tak pojmowanym rozwoju nie uczestniczyły. W telewizji widziały autostrady, a za oknem dziurawe drogi i zlikwidowane przystanki. Oni czują się przegrani. PiS odpowiada na przyziemne, konkretne problemy, proponując całościowe programy infrastrukturalne i socjalne.

Więc na jakie konkretnie potrzeby odpowiada PiS?

Rządzący, idąc za wskazaniami ekspertów, rozpoznali kilka ważnych sfer potrzeb. Po pierwsze, braki infrastrukturalne związane z transportem i komunikacją. Po drugie – braki w zakresie infrastruktury społecznej: stąd przekazywanie gruntów należących do Skarbu Państwa na cele budowy wiejskiej infrastruktury (kanalizacji, dróg, świetlic itd.). Wreszcie: potrzeby wynikające ze struktury agrarnej. Mikrorolnictwo wymaga specjalnych programów. Od dawna w Europie realizuje się programy promocji lokalnych produktów, to dla rolników ważna forma dywersyfikacji dochodów. Choć eksperci od co najmniej 10 lat to postulowali, żaden rząd nie był zainteresowany poluzowaniem reguł handlu produktami rolnymi prosto z gospodarstw rolnych. Dopiero PiS to zrobił.

Co jeszcze?

PiS zrozumiał, że prawdziwa polska wieś to wieś wyizolowana, która podlega depopulacji, a nie przedmieścia. Z takiej wsi ludzie młodzi wyjeżdżają, zostają ci starsi. Starość na wsi jest poważnym wyzwaniem. PiS zaproponował systemowe rozwiązania – programy opiekuńcze, dzienne domy pomocy, gdzie seniorzy mogą spędzać czas. Oczywiście nie wszystko jest idealnie – obok konsekwentnie wprowadzanych programów systemowych mamy pewne nośne hasła polityczne, które wciąż czekają na sensowne rozwiązania, jak np. kwestia komunikacji publicznej tam, gdzie została zlikwidowana.

W publicystycznych analizach wyników wyborów ludzie „starsi, z podstawowym wykształceniem, ze wsi” często konfrontowani są z tymi „młodszymi, lepiej wykształconymi, z dużych ośrodków miejskich”.

Polska wieś się starzeje – dlatego dominują w niej poglądy prawicowe, bardziej tradycyjne. Oczywiste, że nie będzie bardziej lewicowa. Przywiązanie do konserwatywnych wartości jest, obok praktycznej poprawy jakości życia, głównym czynnikiem głosowania na PiS. Wymiar europejski ma tu mniejsze znaczenie.

Czy region kujawsko-pomorski wyróżnia się jakoś na tle kraju?

Z wielu badań wynika, że nasz region jest soczewką, która oddaje średnią ogólnopolską. To bardzo ciekawe, jak mieszają się tu wpływy zachodnie i wschodnie, czyli tzw. Polska A i B. Nawet w skali województwa widać to pęknięcie, które przekłada się na wyniki wyborów. Jednak generalnie nasza wieś jest mniej konserwatywna aniżeli ta na południu czy ścianie wschodniej. Mamy więcej nowoczesnych gospodarstw rolnych i dobrze wykształconych, nastawionych prorynkowo rolników.

Skąd się bierze ten wyraźny podział na bardziej nowoczesny zachód i konserwatywny wschód? Czy wynika to z geograficznej bliskości Europy Zachodniej?

Absolutnie nie! To nie ma żadnego znaczenia. Niewiarygodne, ale po 100 latach od odzyskania niepodległości wciąż żywe jest dziedzictwo zaborów. W naszym regionie mamy wyraźne pęknięcie na część po zaborze pruskim, gdzie wciąż dominuje wielkopolski styl gospodarowania – stosunek do dziedziczenia ziemi. Wschód województwa to wpływy bardzo rozdrobnionej struktury agrarnej charakterystycznej dla Kongresówki: małe spłachetki ziemi o nikłych możliwościach akumulowania kapitału. To pęknięcie widać także w stylu życia. Na zachodzie sukces życiowy mierzy się powodzeniem ekonomicznym, na wschodzie – liczy się bardziej życie rodzinne.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *