Hulajnogi, rowery, skutery – to wybieramy zamiast samochodu

Box1 Na luzie
- Po co mam zaśmiecać miasto kolejnym samochodem - mówi Sławomir Wojdyło z Biura Miejskiego Konserwatora Zabytków. - Hulajnoga jest tania i szybka, a bateria wystarcza do celów służbowych. (Fot. Łukasz Piecyk)

Toruń, a za nim Polska żyją ostatnim tragicznym wypadkiem z udziałem roweru miejskiego. W tym samym czasie na naszych ulicach pojawiły się e-hulajnogi i skutery do wypożyczenia na minuty, a sprzedaż detaliczna tych urządzeń bije rekordy. Wygląda na to, że musimy się do tego przyzwyczaić. Czy to już rewolucja w miejskiej mobilności?

Toruń przez niemal dwa lata był pozbawiony systemu bike-sharingu, czyli roweru miejskiego, a właściwie – roweru publicznego, bo taką funkcję pełni. Torunianie odzwyczaili się od widoku użytkowników tego środka transportu. Ten rok, a właściwie miniony miesiąc postawiły nas przed faktem dokonanym – ruszyło nie tylko Torvelo, ale i Blinkee.City – wypożyczalnia elektrycznych skuterów i hulajnóg. Brakuje u nas tylko samochodów na minuty, czyli carsharingu. Na ulicach mamy również coraz więcej prywatnych hulajnóg, ale również deskorolek i skuterów. Rowerzyści coraz częściej używają przyczepek, wspomagania silnikiem czy pojazdów typu cargo.

Okazuje się, że UTO i rower stają się również nieodzownym narzędziem pracy osób, które pracują w centrum miasta, a ostatnio i w magistracie. Budynki urzędów w dużej mierze znajdują się wokół i wewnątrz Zespołu Staromiejskiego, gdzie, jak wiadomo, trudno o miejsce parkingowe. Ci, których praca wiąże się z koniecznością krótkich wyjść w teren, muszą sobie jakoś radzić. Jako pierwsze na hulajnogi elektryczne przestawiło się Biuro Miejskiego Konserwatora Zabytków. Dwóch z trzech inspektorów w teren jeździ już zatem nie na czterech, a na dwóch kółkach. Jednym z nich jest Sławomir Wojdyło, który korzystając z pustej ul. Szerokiej, zapozował dla nas do zdjęcia. 

– Wybrałem taki środek transportu, bo jest tani, szybki i wszędzie można dojechać – mówi zapytany o powody wyboru takiego urządzenia. – Ładuje się około dwóch godzin od zera, co w moim przypadku wystarcza na jakieś 10 km. Normalnie jest to 15-20 km zasięgu. Moja hulajnoga jest słabsza, ale zupełnie wystarcza na to, żeby obsłużyć 2-3 wyjazdy w teren – na peryferie Starówki, pl. Rapackiego, ul. Chopina i z powrotem. Latem jeździłem również z domu do biura. W tym momencie jest to bardziej narzędzie pracy – gdy mam jechać na Sobieskiego, po co mam brać samochód? Po drodze zaglądam też do innych obiektów. Nie jest to jednak urządzenie na regularne patrole. Wracam do biura, ładuję, znów ruszam w teren – na to wystarcza w zupełności. Jedyne, co mnie ogranicza, to infrastruktura. Trendy są niezwykle dynamiczne i nie jesteśmy w stanie w ogóle za nimi nadążyć – od pomysłu do budowy drogi w każdym mieście mijają lata. 

Nie da się ukryć, że odkąd konserwatorzy używają UTO, na początku spotkania „w terenie” mogą się tylko uśmiechać pod wąsem, gdy usłyszą tradycyjne polskie „ale tu trudno zaparkować”. Jak się okazuje, równie mobilne jest Biuro Toruńskiego Centrum Miasta, którego pracownicy zmienili swoje przyzwyczajenia transportowe na stałe. 

– Połowa naszego zespołu dojeżdża rowerem do pracy. – mówi Aleksandra Iżycka, szefowa biura. – Poza tym jedna osoba chodzi na piechotę, jedna korzysta z MZK, a jedna dojeżdża autem. Ja okazjonalnie korzystam z Torvelo, gdy się bardzo śpieszę. Tak się złożyło, że jesteśmy fanami ekotransportu – śmieje się. 

UTO i rowery miejskie, niestety, niosą również zagrożenia. Pierwsza przekonała się o tym Warszawa. Niektóre hulajnogi pozostawione przez użytkowników bez składu i ładu wraz z powodzią… spłynęły z bulwarów do Gdańska. Są utrapieniem dla osób niewidomych i niedowidzących. Co gorsza, fani tego środka transportu spowodowali kilka wypadków na chodnikach, a policja początkowo traktowała ich jak… pieszych. W efekcie jednej z takich kolizji mandatem ukarana została poszkodowana osoba, a nie sprawca, co spowodowało ogólnopolską dyskusję o stanie prawnym UTO i zintensyfikowało prace legislacyjne. Dziś wiemy już, że hulajnogi będą traktowane raczej jako rowery, a nie jako piesi. Nie da się ukryć, że wypożyczalnie „na minuty” ściągają do siebie okazjonalnych uczestników ruchu kołowego, również osoby niepełnoletnie, niedoświadczone. W Warszawie dwóch nastolatków rozbiło elektryczne auto. W Toruniu – spowodowali śmiertelny wypadek, jadąc rowerem miejskim.

– Podobnie jest z carsharingiem – mówi Łukasz Zboralski, redaktor naczelny serwisu brd24.pl. – Za kierownicę mogą siadać ludzie, którzy rzadko prowadzą samochody. Myślę, że udostępniające te urządzenia firmy mogą zrobić dużo dobrego, wprowadzając własne wymogi i regulacje w regulaminach – nie trzeba tego „upychać” w prawie krajowym. Wymaganie większego doświadczenia za kółkiem lub premiowanie dobrego stylu jazdy ma sens. Tak samo powinno być z rowerami miejskimi – nieletni powinni korzystać z nich tylko z kartą rowerową i być może od wyższego wieku. Jestem ostrożny co do prognozowania, że to zmieni nasze przyzwyczajenia transportowe. Trzeba pamiętać, że ruch drogowy – bo to jest ruch drogowy – musi być jakoś regulowany. Z UTO jest to okropnie trudne.

W Toruniu Torvelo miało być dostępne dla młodzieży powyżej 13. roku życia, za zgodą rodziców lub opiekunów, lub dla posiadaczy karty rowerowej. W regulaminie znajduje się zapis, o którego przestrzeganie będzie jednak trudno – zaświadczenie od rodziców trzeba wysłać poleconym na adres operatora lub dostarczyć je tam w innej formie. System nie weryfikuje posiadania karty rowerowej, wieku ani prawdziwości danych – wystarczy podpis. Nic dziwnego, że dwóch nastolatków z łatwością weszło w posiadanie roweru feralnego 22 sierpnia. Czytelnicy zgłaszali nam, że widzieli nawet kilka dni wcześniej podobną parę – chłopca, który wiózł na kierownicy miejskiego roweru kolegę. Jak długo mieli rower i w jaki sposób weszli w jego posiadanie? Dlaczego tak długo trwało znalezienie nastolatków i czy GPS, w który miał być wyposażony rower, zadziałał? Tego wszystkiego policja nie zdradza. Do redakcji jednak trafiają czytelnicy, którzy twierdzą, że sprawcy zdarzenia do aniołków nie należeli, a jeden z nich miał problemy ze szkołą. Oliwy do ognia dolała prokuratura, twierdząc, że to nie był wypadek, ale działanie z premedytacją. Faktem jest, że 86-letnia kobieta nie żyje, a miasta muszą sobie z takimi uczestnikami ruchu poradzić.

2 thoughts on “Hulajnogi, rowery, skutery – to wybieramy zamiast samochodu

  1. Mieszkając w stolicy kompletnie się nie opłaca dojeżdżać do pracy czy szkoły samochodem. O wiele lepszym rozwiązaniem będzie hulajnoga, dopóki pogoda dopisuje 😉 Sama niedawno kupiłam kugoo S1 pro z geekbuying.pl i jestem zadowolona. Znajomy swoją zamówił z chińskiej strony i przyszła po miesiącu a ja swoją miałam dwa dni później 😛

  2. no i trudno się dziwić, nie dość że wygodnie to tanio. Zwłaszcza, ze dobre skutery można w niedużej cenie kupić, na przykład od bartona. jeszcze jak się do ich salonu podjedzie do podpowiedzą co i jak i ma się serwis od razu

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *