Katarzyna Kluczwajd z My Toruń: Wygodne Miasto/Wspólne/Wizjonerskie

Wybory 2019
Fot. materiały KWW My Toruń

Oto ja – historyczka sztuki, muzealniczka, regionalistka, społeczniczka, blogerka, autorka książek o dawnym Toruniu i nie tylko, popularyzatorka wiedzy o mieście. Podgórzanka, której nie jest wszystko jedno, że lewobrzeże to Toruń kategorii B. Nieustanna poprawiaczka świata i (z ironią) od zawsze członkini Jednosobowej Partii Wrogów Głupoty – dlatego że nie jest mi wszystko jedno, kandyduję do Rady Miasta.

Zależy mi na mieście: Wspólnym, Wygodnym, Wizjonerskim, umiejętnie wykorzystującym potencjał swoich mieszkańców; mieście, w którym to ludzie są najważniejsi. Aby osiągnąć ten cel, konieczna jest zmiana modelu zarządzania miastem – na zarządzanie wspólne, z udziałem mieszkańców i aktywnych radnych, z jasnymi procedurami dotyczącymi wszystkich decyzji.

Demokracja miejska to nie tylko wybory, ale ciągła partycypacja mieszkańców w realnym podejmowaniu decyzji o mieście (to jedna z tez Kongresu Ruchów Miejskich). Ważne jest kształtowanie poczucia przynależności, tj. edukacja kulturalna i obywatelska, na rzecz których pracuję zawodowo i społecznie od trzech dekad. To poczucie przynależności stanowi podstawę dla obywatelskiej odpowiedzialności za swoją małą ojczyznę – o tę właśnie MY TORUŃ zabiegamy.

fot. Anna Tatarzycka-Ślęk

Zależy mi na równouprawnieniu lewobrzeża w każdej kategorii życia codziennego – od komunikacji (remont mostu!), przez bezpieczeństwo, po kulturę. Zależy mi, więc pracuję, działam, angażuję się, zabiegam o zaangażowanie innych. Teraz zabiegam o to wspólnie z MY TORUŃ – ekipą ludzi zaangażowanych w miasto, wielu specjalności i zainteresowań, którym nie jest wszystko jedno. To miasto-nauci – architekci przyszłości miasta.

Moje marzenie to rewitalizacja zabudowań z pruskiego muru przy ul. Poznańskiej 6-8, podgórskiego odpowiednika Bydgoskiej 50-52 (to symbol niszczejących zabytków). To historyczne miejsce dawnej siedziby władz i życia wspólnego (był tu m.in. zajazd) w Piaskach pod Podgórzem powinno tętnić życiem jako centrum społeczno-kulturalne, połączone z miejscem pracy dla branż kreatywnych. Więcej w blogu toruniarnia, gdzie publikuję nie tylko teksty o kulturze dawnego Torunia, ale też komentarze odnoszące się do bieżącej codzienności, jak w cyklu pt. Subiektywny słownik wyborc(z)y. Oto dwa hasła: „lewobrzeże jako Toruń kategorii B” oraz „podziały zamiast łączenia”.

fot. Jacek Cherek

R JAK RATUJ SIĘ SAM, LEWOBRZEŻNY!

Ratuj się sam, lewobrzeżny! To w odpowiedzi na pytanie, czy potrzebny jest most tymczasowy na okres remontu przeprawy im. Marszałka Piłsudskiego.

Czy decydenci / decydęci zapomnieli, że i na lewobrzeżu zdarzają się wypadki i nagłe zachorowania, nagłe przypadki chorobowe zagrażające zdrowiu? Wówczas liczy się każda minuta. Podobnie jak podczas pożaru. Nie życzę prawobrzeżnym decydentom / decydętom, żeby musieli doświadczyć na własnej skórze. Ale dlaczego mają doświadczać lewobrzeżni? Czy karetka z pierwszą pomocą / straż pożarna będą jechały przez most gen. Zawackiej? Czy może wahadłowym autobusem? A może od strony Inowrocławia jednak?

fot. Michał Kadlec

To wcale nie jest śmieszne. Lewobrzeże to Toruń kategorii B. Dyskusja o moście tymczasowym dobrze to pokazuje. Przypomnę, że kilka lat temu, krótko po wprowadzeniu trzeciego pasa ruchu na moście drogowym, spłonął doszczętnie budynek mieszkalny przy ul. Poznańskiej 85, bo… straż nie dojechała w porę w odpowiedniej liczbie (ta z Podgórza nie wystarczyła). Po tym nieszczęściu planowano wprowadzenie specjalnego oznakowania dla przejazdu służb, ha ha – tablice świetlne jeszcze wiszą przy sygnalizatorach przy przejściu dla pieszych na pl. Rapackiego, choć nie wiem, czy kiedykolwiek używane były (?). Ten pic testowano… podczas wakacji zimowych, czyli w okresie znacznie zmniejszonego natężenia ruchu. Dziś ruiny już nie ma, pusta działka nikogo nie zastanawia, problem stał się nieistotny… „Niedojechanego” pogotowia nikt nie odnotował, bo i jak? Efekty nie tak spektakularne…

P JAK PATRONI DZIELĄCY

Patroni dzielący, ale to nie oni – patrONI są winni. Winne są nieprzejrzyste procedury. Chodzi o patronów ulic, rond, placów, skwerów (a niedługo pewnie i chodników, ławek, klombów…). Procedury czy ich brak?

Po raz kolejny wracam do tematu, tym razem w kontekście wyborów samorządowych, bo to jeden z argumentów przemawiających za zmianą sposobu zarządzania miastem = WSPÓLNIE.

Dopóki nie ma jawności postępowania w sprawie WSPÓLNEJ, dotyczącej WSPÓLNEJ przestrzeni MIASTA, WSPÓLNEJ pamięci, można przypuszczać, że są patroni lepsi i gorsi, pierwszego i drugiego sortu, o kolejnych sortach nie wspominając.

Wnioski może składać każdy, rozpatrywane są po zaopiniowaniu przez ciało doradcze wyłonione przez Towarzystwo Miłośników Torunia. PODOBNO jest lista wielka „oczekujących” na uhonorowanie, podobno w każdym przypadku rozważane są wszystkie za i przeciw, opiniowane lokalizacje itp. itd. PODOBNO, bo nikt tej listy nie widział (przynajmniej z grona zainteresowanych, których pytałam o to). PODOBNO, bo nie ma żadnej polityki miasta co do tegoż nazewnictwa.
Uzasadnienia moje do dwóch PODOBNO. Skoro jest długa lista, dlaczego nadaje się nazwy neutralne / bezosobowe tam, gdzie łatwo znaleźć historycznego patrona lub odniesienie? Przykład to nowa dość ul. Poranna – jej przebieg w przybliżeniu określa granice dawnego tartaku, zachowana jest zabytkowa willa Ella sprzed ponad 100 lat wybudowana przez właściciela tegoż tartaku. Kiedyś ten odcinek ul. Hallera nosił nazwę Tartaczna – gdyby przywrócić ją w miejscu nieopodal, może ktoś zastanowiłby się i poszukał odpowiedzi na pytanie: dlaczego tartaczna?

fot. Kamila Krajewska-Kełpińska

O tym, że nie ma polityki dotyczącej nazewnictwa ulic, przekonuje ul. Grabskiego – istnieje tylko na planach, to ścieżka wydeptana i trakt wyjeżdżony przez auta. Szkoda zacnego patrona…

Szkoda zacnego patrona dla skweru przy fontannie – Lucjan Broniewicz powinien być, według mnie, uwieczniony w nazwie Centrum Nowoczesności, o które od lat zabiegał. Ale decydenci / decydęci pospieszyli się z nazwaniem skweru.

Jaki był klucz doboru nazwisk profesorów UMK dla nazwania ulic na osiedlu Zielonym? Humaniści? Znów przypomina mi się wniosek Toruńskiego Oddziału Stowarzyszenia Historyków Sztuki o nazwanie ulic imionami profesorów: Gwidona Chmarzyńskiego i Jerzego Remera (2007). Mimo wszelkich pozytywnych opinii do wniosku dołączonych, także UMK, nie doczekaliśmy odpowiedzi. A PODOBNO jest lista? Nikt nie poinformował, że jest, że nazwiska wpisano, że jakiś tryb czy coś. Wniosek bez odpowiedzi. Nie mamy Pańskiego płaszcza i co Pan nam zrobi…?! (z nawyku napisałam Pańskiego i Pana dużymi literami ha ha).

Co i rusz jakiś wniosek rozpatrywany „od ręki”… PODOBNO jest lista? Ale lista nazwisk pretendentów czy raczej lista uprzywilejowanych wnioskodawców? Ważne KTO ma być uhonorowany, czy KTO napisał wniosek? Dopóki „procedura” nie jest jawna, mam prawo mieć wątpliwości. Rzekoma lista powinna być opublikowana w internecie, także wnioski – kto o co, opinie ciała ToMiTo, decyzje z uzasadnieniem. A przede wszystkim informacje o polityce miasta w tej kwestii.

Swego czasu w akcie desperacji spowodowanym nazwo-ulicowym wzmożeniem, zaproponowałam nazwy ulic / placów uniwersalne, jak np. Aparatczyka Naczelnego, Bohatera Nieskazitelnego, Bojowników Uciemiężonych, Kłamczuszka Obrzydliwego, Kreatora Za Wszelką Cenę, Manifestacji Ludu Gniewnego, Obietnic Rzuconych, Postulatów Niespełnionych, Wodza Jedynego, Wzmożenia Nieustannego itp. Wolałabym jednak zdecydowanie nazwy osadzone w historii i codzienności miejscowej, jednak nadawane jawnie, z traktowaniem głosu i opinii mieszkańców na równych zasadach z głosem decydentów / decydętów.

Artykuł sponsorowany

Sfinansowano ze środków komitetu wyborczego wyborców My Toruń.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *