Książę Józef, który uczył nas honoru [FELIETON]

Box2 Opinie
Dr Zbigniew Girzyński, historyk, fot. Adam Fisz

Powoli zbliżamy się do magicznej w tym roku daty, kiedy będziemy świętować 100-lecie odzyskania przez Polskę niepodległości, a tymczasem wczoraj przypadała inna, ważna, choć smutna rocznica.

Niepodległości nie byłoby, gdyby nie ci wszyscy, którzy oddawali za nią życie przez ponad 120 lat pozostawania Polski w niewoli. Pierwsze pokolenie, które poderwało się do walki, pamiętało jeszcze wprawdzie gasnącą, ale niepodległą Rzeczpospolitą. Symboliczną postacią tamtych czasów był bratanek ostatniego króla Polski – książę Józef Poniatowski.

Ostatni nasz monarcha, Stanisław August Poniatowski, symbolizuje pokolenie, które nie potrafiło uchronić Ojczyzny przed katastrofą rozbiorów, ale jego bratanek to piękny przykład następnego pokolenia, które jako pierwsze poderwało się, aby o wolną Polskę walczyć i walczyć aż do końca.

Książę Józef lepiej mówił po niemiecku niż po polsku. Urodzony i wychowywany w Wiedniu mógł zrobić zawrotną karierę na austriackim dworze. Bóg jeden raczy wiedzieć, dlaczego został Polakiem, bo w jego przypadku był to świadomy wybór. Mężnie walczył w obronie Konstytucji 3 maja, a następnie w powstaniu kościuszkowskim. Wreszcie gdy pojawiła się szansa na wywalczenie niepodległości przy boku Napoleona, stanął na czele wojsk Księstwa Warszawskiego.

Zginął 205 lat temu – 19 października 1812 roku w nurtach rzeki Elstery w bitwie pod Lipskiem. Był jedynym cudzoziemcem, którego Napoleon mianował Marszałkiem Francji. Wierny aż do końca.

Gdy car Aleksander I zaproponował mu, aby zdradził Bonapartego i przeszedł na stronę Rosji (snuł już bowiem plany powołania pod swoim berłem niesuwerennego Królestwa Polskiego, zwanego następnie Kongresówką), książę Józef miał odpowiedzieć: „Bóg mi darował honor Polaków i Bogu go tylko oddam”. Bez tych wszystkich bohaterów, którzy hartowali nasz narodowy charakter w trudnych czasach niewoli, nie mielibyśmy co świętować 11 listopada!

Tagged