Przemysław Chylarecki: Zostawili smartfony, wypływając na rzekę? Te gniazda tam przecież są

Box2 Interwencje Wywiady
Fot. Dariusz Płąchocki/Towarzystwo Przyrodnicze "Alauda"

Poprosiliśmy o komentarz dr hab. Przemysława Chylareckiego, profesora Muzeum i Instytutu Zoologii PAN, członka Komitetu Biologii Środowiskowej i Ewolucyjnej PAN, który specjalizuje się w biologii rozrodu ptaków siewkowych. Innymi słowy, wie wszystko o ptakach, których według trójki naukowców z UKW na Wiśle po prostu nie ma.

Czytał Pan tekst? Jak Pan go ocenia, jako naukowiec i ornitolog? Panowie z UKW zaliczyliby zajęcia?

Jest to tekst, jak dla mnie jako ornitologa nie do przyjęcia, ponieważ w sposób wręcz kategoryczny podaje stwierdzenia, które są absolutnie nieprawdziwe. Te stwierdzenia dotyczą bezwarunkowego  wykluczenia możliwości gniazdowania ptaków siewkowych, a w szczególności: rybitwy białoczelnej, rybitwy rzecznej, sieweczki rzecznej, mewy siwej na łachach i odsypiskach żwirowych w nurcie dolnej Wisły. To jest twierdzenie absolutnie nieprawdziwe i nie poparte żadnymi sensownymi przesłankami, przynajmniej w tym tekście. Ornitolodzy, czy to nad dolną Wisłą, czy w wielu innych miejscach Polski, w podobnych habitatach, od dziesięcioleci dokumentują występowanie tych ptaków w takich właśnie miejscach. Te ptaki przez tysiące lat wyewoluowały do życia w takich środowiskach. Ptaki siewkowe,Charadriiformes, cały wielki rząd ptaków, gnieździ się “od zawsze” w takich habitatach, w dolinach rzek albo na wybrzeżach morskich. Dziwi mnie więc, że Autorzy tak stanowczo formułują swe poglądy, bo gdyby panowie, którzy wchodzą na teren nie swoich kompetencji, na końcu postawili choćby znak zapytania, albo używali formy “my nie wykryliśmy”, moglibyśmy jeszcze mówić, że są niewykwalifikowani. Ale tutaj,  oni nie tylko są niewykwalifikowani do tego typu badań, czy nie posiadają żadnej wiedzy, jak te gniazda wyglądają. Oni po prostu mówią, że tego nie ma. I to jest po prostu jaskrawo niezgodne z tzw. “stanem faktycznym”, jak to ujmują prawnicy.

Z korespondencji z rzecznikiem UKW wynika, że fakt występowania tych ptaków jest jednak tylko opinią. Czyżby kolejny modny “zaprzeczjonizm”? Jak ruch antyszczepionkowy?

Jest to coś, co możemy nazwać jakimś denializmem biologicznym. My możemy zespół badawczy pana profesora w przyszłym roku zawieźć na takie łachy i pokazać im gniazda ptaków siewkowych, jeśli nie wierzą w dokumentację, którą już wykonała m. in. “Alauda”. Zresztą, Towarzystwo Przyrodnicze “Alauda” wydało  ostatnio bardzo widowiskowy album, dotyczący tego obszaru, nagrywa również filmy dokumentujące gniazdowanie ptaków na tych łachach. Tymczasem, ktoś ze stopniem naukowym mówi nam, że czarne jest białe. To jest zwyczajnie nie do przyjęcia.

A co z rzetelnością naukowca? Czy to temat dla Senackiej Komisji Etyki na UKW?

Jest to absolutnie niezgodne z rzetelnością pracownika nauki, a ten tekst nie powinien nigdy zostać opublikowany w czasopiśmie naukowym indeksowanym na liście ministerialnej. Indeksowane czasopismo powinno trzymać się standardów nauki, a autorzy są zobligowani do tego, żeby zachować obiektywizm naukowca. Czasopismo deklaruje wszak, że jest recenzowane. Ten tekst jest nie do przyjęcia w kategoriach naukowych, bo zawiera stwierdzenia nieuprawnione i jaskrawo nieprawdziwe. Co więcej, wręcz rozbudowuje kuriozalną  narrację o tym, dlaczego ptaki siewkowe nie mogą tam gniazdować, w trybie bezwarunkowym. I to jest żenujący popis braku kompetencji autorów.

Czy mógłby Pan wytłumaczyć, dla laika, dlaczego?

Każda z podanych przez nich przyczyn tej rzekomej niemożności gniazdowania ptaków siewkowych na wiślanych łachach, jest w sposób oczywisty nieprawdziwa, tym bardziej jeśli  wiemy, że one tam przecież są. To po pierwsze. Każdy ornitolog, który przeczyta o tym, że rybitwy czy sieweczki nie mogą tam gniazdować, bo jest to teren odsłonięty i narażony na atak drapieżników, wie, że pisklęta i jaja są ubarwione w sposób maskujący. Kolejny argument, że na odkrytych łachach jest za gorąco lub zbyt zimno pokazuje, jak niewiele autorzy wiedzą o tym, o czym piszą. Oczywiście, gdy jest gorąco, ptaki te ocieniają swoje jaja (zamiast je ogrzewać), ale nie jest to rzecz, która uniemożliwia im gniazdowanie. Jest to jedna z fascynujących adaptacji do radzenia sobie w trudnych warunkach. Każdy kto się z tymi ptakami i ich lęgami zapoznał, widzi, że ich wygląd, zachowania i cała biologia lęgowa są perfekcyjnie dopasowane do tych siedlisk: od ubarwienia jaj, upierzenia piskląt, poprzez zachowanie piskląt, po zdobywanie pokarmu na płyciznach obrzeży tych wysp. Łącznie z tym, jak naprawdę wyglądają te gniazda. Panowie wyobrażają je sobie jako jakąś konstrukcję, która po rzekomym założeniu tych gniazd na terasie zalewowej i późniejszej powodzi mogłaby spłynąć wraz z opadającą falą powodziową, i w końcu znalazłaby się – w jakimś awaryjnym trybie – na tych łachach. Tymczasem każdy, kto ma internet w komórce, dwoma kliknięciami jest w stanie sprawdzić, że gniazda te, to po prostu nic więcej niż zagłębienia w piasku. I tu dochodzimy do sedna sprawy. W mojej opinii ten tekst to nie są żadne wypadki przy pracy czy pomyłki, lecz celowe zabiegi, w których autorzy intencjonalnie udają, że nie wiedzą, jak wygląda stan faktyczny. Izolują się od istniejącej wiedzy i źródeł mówiących o tym, jak te ptaki wyglądają, co robią. I nie są to tylko podręczniki, książki, filmy przyrodnicze, ale także setki tysięcy bajtów w internecie.

Jak zatem powinno wyglądać obserwacja takich ptaków?

Zespół z UKW pisze, że zastosował narzędzia naukowego poznania: rekonesanse nad rzeką, zdjęcia z niskich nalotów. Dobrze znam zachowania i biologię tych ptaków, obrączkuję je i badam od lat. Znalezienie ich gniazd jest stokroć trudniejsze niż ich rozdeptanie, nie tylko dla geografa, który bez przygotowania na taką łachę czy wyspę wejdzie, ale i dla biologa. Ornitolog badania rozpoczyna od obserwacji z dużej odległości, a w przypadku rybitw – od identyfikacji miejsc, gdzie one siadają lub skąd wystraszone startują do lotu. We wczesnej fazie lęgu, mogą one po prostu odlecieć, gdy wejdziemy na łachę, dopiero w późnej fazie inkubacji jaj i przy młodych będą latać nam nad głowami i się niepokoić. Wcale bym się nie zdziwił, jeśli tacy nieprzygotowani do pracy ludzie, rozdeptali takie gniazda, ponieważ ich nie dostrzegli. Jednakże, tak jak już wcześniej powiedziałem, ten tekst traktuję nie w kategoriach braku kwalifikacji, ale w kategoriach świadomego fabrykowania alternatywnej rzeczywistości. Takie postępowanie nie mieści się w standardach pracy naukowej.

Tagged

3 thoughts on “Przemysław Chylarecki: Zostawili smartfony, wypływając na rzekę? Te gniazda tam przecież są

  1. „ten tekst traktuję nie w kategoriach braku kwalifikacji, ale w kategoriach świadomego fabrykowania alternatywnej rzeczywistości”
    Pan profesor jest i tak bardzo delikatny w swojej ocenie, przecież cała ta publikacja „naukowców z UKW” ewidentnie jest dowodem najzwyklejszej korupcji; została napisana po to, by usprawiedliwić łamanie prawa przez Wody Polskie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *