Przez Wisłę z historią. O przeszłości „starego” mostu

Box1 Historia Polecamy Wiadomości
O dziejach starego mostu drogowego opowiedział nam Marcin Orłowski./fot. Łukasz Piecyk

Miasto przygotowuje się do remontu mostu im. Józefa Piłsudskiego, którego historia jest prawdziwym świadectwem dziejów Torunia XX w. Skąd się wziął i co działo się z nim na przestrzeni lat?

Historia toruńskich przepraw na Wiśle jest bardzo bogata. Możliwość swobodnego poruszania się między jednym a drugim brzegiem miała kluczowe znaczenie dla rozwoju miasta. W dawnych wiekach rzeki pełniły również funkcję dzisiejszych autostrad.

– Mostów przez Wisłę w Toruniu, tych stałych i tymczasowych, było bardzo wiele. Ile ich tak naprawdę było, myślę, że nikt do dzisiaj nie policzył – mówi nam Marcin Orłowski, pasjonat historii Torunia. – Wiadomo, że w 1413 r. istniał naprzeciwko Bramy Mostowej tzw. most łyżwowy. W połowie XV w. kilkukrotnie wjeżdżał przez niego do Torunia król Kazimierz Jagiellończyk. Z kolei w roku 1497, dzięki przywilejom Jana Olbrachta, zgodzono się na budowę wielkiego mostu przez Wisłę. Był to drugi po Krakowie stały most przez Wisłę w Polsce, jednakże dużo dłuższy, gdyż rzeka w Toruniu jest szersza. Oblicza się, że miał ok. 600 m długości, co w tamtych wiekach było na pewno jednym z cudów techniki.

Na przestrzeni wieków powstawało w Toruniu wiele przepraw. Najstarszą z istniejących do dziś jest most kolejowy z lat siedemdziesiątych XIX w.

– Przez wiele lat był mostem dwufunkcyjnym. Po jednym pasie jeździła kolej, a po drugim dorożki i piesi. Na początku XX w. liczba osób chcących przedostać się na drugą stronę Wisły była tak ogromna, że most kolejowo-drogowy miał już zbyt małą przepustowość i mówiąc językiem współczesnym – korkował się – tłumaczy Marcin Orłowski. – Pojawił się więc pomysł budowy drugiego mostu. Pierwotnie miał znajdować się na przedłużeniu ul. Żeglarskiej, jednak zrezygnowano z tej lokalizacji – na szczęście, bo proszę sobie wyobrazić ten ogromny ruch, jaki obecnie po moście się odbywa, a który by przebiegał Chełmińską, przez Rynek Staromiejski i Żeglarską… katastrofa.

– W 1913 r. podjęto decyzję o tym, że lokalizacja nowego mostu będzie tam, gdzie znajduje się obecnie. W budowie przeszkodził jednak wybuch wojny w 1914 r., a sytuacja gospodarcza II RP była na początku fatalna, co przez wiele lat nie pozwalało na rozpoczęcie tej inwestycji – wyjaśnia Marcin Orłowski.

Jak to się stało, że drugi most w Toruniu jednak się pojawił? Problem rozwiązała… ówczesna sytuacja graniczna. W miejscowości Opalenie pod Kwidzynem znajdował się most, przez który przebiegała granica polsko-niemiecka.

– Okazało się, że ten most z jednej strony graniczy z Polską, a z drugiej z Niemcami. Nie ma tam przejścia granicznego, czyli prowadzi donikąd. Żeby oszczędzić pieniądze, postanowiono rozebrać go na części i przenieść do Torunia – opowiada Marcin Orłowski.

Takie rozwiązanie było tańsze, ale i tak przekraczało finansowe możliwości miasta. Z pomocą przyszło wsparcie środkami z Warszawy, które, jak się później okazało, wpłynęło na decyzję o nadaniu nazwy nowej przeprawie. Wisła w Opaleniu jest jednak szersza niż w Toruniu. Wykorzystano więc tylko osiem z dziesięciu przęseł tamtejszego mostu. Pozostałe dwa zostały użyte do postawienia mostu nad Wartą w Koninie. Budowa toruńskiej przeprawy ruszyła w 1928 r., kiedy wmurowano kamień węgielny. Planowo miała zostać ukończona trzy lata później, jednak prace przedłużyły się aż do 1934 r. Oficjalne otwarcie miało miejsce 11 listopada, ale korzystać z niej można było już w maju. Jednocześnie pojawił się problem: jaką nazwę nadać nowemu mostowi? 

– Największy dziennik ówczesnego Torunia, „Słowo Pomorskie”, przeprowadził ankietę wśród mieszkańców. Najwięcej głosów padło na nazwę: imienia Mikołaja Kopernika. Natomiast radni chcieli, aby most nazywał się mostem Wolności. W połowie lat 30. był jednak kult marszałka Józefa Piłsudskiego. Torunianie pozyskali kilkanaście milionów złotych z budżetu centralnego, więc i pieniądze, i różne polityczne zabiegi skłoniły radnych do nadania mostowi jednak imienia marszałka – wyjaśnia Marcin Orłowski.

Kontrowersji wobec tej decyzji było sporo. Początkowo wydawało się, że pierwszeństwo będzie miała wola mieszkańców. Drukarnia we Lwowie zdążyła nawet wydrukować mapę Torunia, na której widnieje nazwa mostu im. Mikołaja Kopernika. Ostatecznie stanęło jednak na Józefie Piłsudskim, choć nie utrzymało się to długo, bo zaledwie 5 lat. 1 września 1939 r. wybuchła II wojna światowa. W nocy z 6 na 7 września wysadzono oba toruńskie mosty.

– Z Torunia ewakuowane były liczne oddziały wojskowe. Zapadła decyzja o wysadzeniu mostów – wyjaśnia Marcin Orłowski. – Jednocześnie wyleciały w powietrze oba toruńskie mosty. Zniszczenia na moście drogowym oceniono jako za słabe, więc saperzy przystąpili do kolejnego minowania. Po mniej więcej czterech godzinach, nad ranem, został wysadzony ponownie. Można sobie tylko wyobrazić, jak ogromny był to huk i ile poleciało szyb w mieście.

Siła wybuchu była na tyle duża, że fragmenty mostu dosłownie rozleciały się po okolicy. 

– Most drogowy miał wówczas specjalną nawierzchnię wykonaną z drewnianych kostek. Były chętnie zbierane przez mieszkańców, bo świetnie paliły się w piecach, ale zapach podobno był straszny. Na łachach i brzegach do dziś można znaleźć wiele nitów, które trafiły tam w wyniku wybuchu – opowiada Marcin Orłowski. 

Toruń przejęli Niemcy, którzy postanowili most odbudować. I tak, w 1940 r., oba końce wysadzonego mostu Piłsudskiego połączyła drewniana przeprawa. Z tym że nie był to już most Piłsudskiego. W czasie okupacji nosił imię Adolfa Hitlera, a Polacy mogli z niego korzystać tylko w określonych godzinach. W 1943 r. pojawił się pomysł jego całkowitej przebudowy. Miał przyjąć formę mostu wiszącego, z jedną podporą na środku. Tych planów jednak nigdy nie zrealizowano.

Pod koniec wojny most został wysadzony po raz kolejny. Zrobiono to w nocy z 30 na 31 stycznia 1945 r.

– W 1945 r. do Torunia zbliżała się Armia Czerwona. Niemcy na początku chcieli się tu bronić. Pod koniec stycznia nastąpiła decyzja, że garnizon toruński będzie się przez linię frontu przebijał, wychodząc z okrążenia. Jednym z haseł do przebijania się był huk wysadzanych mostów toruńskich – tłumaczy Marcin Orłowski.

Most drogowy został odbudowany ostatecznie w 1950 r., choć ruch odbywał się na nim już wcześniej. 40 lat później zdecydowano o powrocie do imienia marszałka Józefa Piłsudskiego. Do tego czasu nie nosił żadnej nazwy. Do 1984 r. kursował po nim tramwaj. Ma za sobą także karierę filmową. Zaliczył m.in. epizod w serialu „Czterej pancerni i pies” czy też w filmie „Zamach” opowiadającym o zamachu Armii Krajowej na generała SS Kutscherę. Toruński most grał wtedy most Kierbedzia w Warszawie. Wysadzany i odbudowywany, przetrwał po dziś dzień i już niedługo doczeka się kolejnego remontu. 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *