Seks niekoniecznie w wielkim mieście

Box2 Na luzie
Fot. Pixabay.com

„Tak nas oto, biednych ludzi, rzeczywistość ze snu budzi”- spointował Konstanty Ildefons Gałczyński ludzkie wyobrażenia o upojnym seksie w jednym ze swych poematów.

Dobry bokser, zanim wejdzie na ring, walkę wygrywa w głowie. Jeśli nie stoczy jej najpierw w wyobraźni, to polegnie na ringu. Wielu z nas tak samo podchodzi do randki, licząc na historię z happy endem. A tymczasem…

Dzień świstaka

– Po rozwodzie postanowiłem prowadzić singlowskie życie z przygodami – opowiada Jacek, inżynier po czterdziestce.

Ponoć każdy facet marzy, żeby choć raz zrobić to z prostytutką i myśleć tylko o własnych potrzebach. Jacek wyznaje, że też o tym marzył, ale okazało się, że tak naprawdę nie da się robić wszystkiego, na co ma się ochotę. A było to tak…

Przejrzał największy portal z tak zwanymi anonsami towarzyskimi, gdyż znajomy powiedział mu, że na stronie toruńskiej jest aż 800 panienek do wyboru. Wybrał brunetkę w swoim typie. Przyjmowała w bloku przy Jeśmanowicza.

– Zadzwoniłem, kazała mi poczekać na ławce pod oknem. Po chwili z klatki schodowej wyszedł facet z papierosem wyglądający na byłego pakera. Udawał, że spaceruje, ale widziałem, że mi się przygląda. Chciało mi się śmiać z tych środków ostrożności. Po chwili zadzwoniła moja wybranka. Sepleniąc, powiedziała: „Wejdzies pod dwójkę za pięć minut, nie dzwoń, nie pukaj i nie tsaskaj, mas być cicho”.

Odmierzyłem pięć minut. Gdy w piątej minucie wchodziłem do klatki, spod dwójki wyszło dwóch małych Japończyków. „Szlag by trafił cholernego Sharpa” – pomyślałem.

Wszedłem do typowego pokoju w bloku. Okno było szczelnie zasłonięte, paliła się mała lampka. Ona była w jakiejś różowej, krótkiej halce, w butach na szpilkach i zupełnie nie przypominała trzydziestolatki z portalu, ale ciało miała niezłe.

„Napisałaś, że masz trzydzieści lat na stronie” – powiedziałem. „Chces się ruchać czy psesłuchiwać?” – zapytała. „I co, może jesce ja mam cię rozbierać? Rozbieraj się” – dodała niecierpliwym tonem. Zabraliśmy się do roboty. Było średnio.

Pomyślałem po wszystkim, że nie ma to nic wspólnego ze skrytymi marzeniami i wyobrażeniem facetów, jak to jest za pieniądze. Ona kazała mi się ubierać. Tymczasem ja postanowiłem zawalczyć o prawa konsumenckie dla zasady. „Mam jeszcze dwadzieścia minut” – powiedziałem (oczywiście 100 złotych skasowała przed). A ona na to: „Ja na stronie wyraźnie napisałam, że to nie za godzine, tylko do piersego spustu”.

„Jestem po studiach i potrafię czytać” – tak jej powiedziałem, a ona na to: „Chyba nie potrafis, ale się nie martw. Dziś rano miałam klienta, co musiał stówę zapłacić po piętnastu sekundach”.

Wyszedłem zły, postanowiłem się napić. Mniej więcej po roku znowu wszedłem na tę samą stronę z ogłoszeniami. Tym razem wybrałem taką lady office. Zadzwoniłem, powiedziała tylko: Legionów i numer kamienicy. Gdy zadzwoniłem, usłyszałem w słuchawce: „Wejdzies na piętro pod piętnastkę za pięć minut, nie dzwoń, nie pukaj i nie tsaskaj, mas być cicho”. Zamarłem… „Ku…, to chyba dzień świstaka”. Tak zakończyłem wariant singlowskiego życia z przygodami.

Szpilki

– Uwielbiam szpilki, bo lubię swoje długie nogi. Podczas każdej cholernej zimy powtarzam jedno: „Jak na wiosnę założę swoje szpilki…”. Bo dla mnie pierwszym dniem wiosny jest ten, kiedy mogę założyć buty na wysokich, cieniutkich obcasikach. Wtedy faceci na mój widok rozpalają się jak słoneczniki Van Gogha. Wiem, jestem próżna, ale to lubię i nie chcę udawać kogoś innego. Tak samo lubię facetów, tylko zawsze, cholera, trafiam na nieogarniętych neurotyków – opowiada Aneta, fotomodelka, wyglądająca jak prawdziwa insta girl.

Aneta za sprawą miłości do szpilek znienawidziła koty, a było to tak… – W czerwcowy dzień na przeklętym toruńskim bruku złamał mi się obcas. Usiadłam więc na ławce pod Kopernikiem i masowałam obolałą stopę, bo prawie skręciłam ją w kostce. Nagle usłyszałam zatroskany głos: „Czy nic się pani nie stało? Może potrzebuje pani coś przeciwbólowego?”

Stoi nade mną jakaś marynarka, koszulka, słowem manekin z Zary albo Reserved. Już go chciałam spławić, ale zwyczajność tego „Czy nic się pani nie stało?” mnie urzekła. „Nie, potrzebuję pana numeru telefonu” – odparłam. Spodobał mi się, a ja nie czekam na księcia na białym koniu, bo nie jestem księżniczką. Rozdziawił za przeproszeniem gębę. Jeszcze bardziej mnie ujął swoim zmieszaniem i rozbawił tym do łez.

Wyciągnęłam smartfona i powiedziałam krótko: „Dzwoń, ale swój numer powiem tylko raz. Masz jedną szansę, żeby zapamiętać”. Wymówiłam szybko dziewięć cyferek. Już miałam niezły ubaw, gdy on spokojnie wyciągnął swój telefon, wystukał numer i zadzwoniła moja komórka.

„Magik?” – zapytałam, bo numer wypowiedziałam naprawdę szybko. „Nie, informatyk i programista” – odpowiedział spokojnie. „A ty?”. „Modelka”. „Prawdziwa?” – zapytał zdumiony. I w tym momencie chciałam go zdzielić w łeb tym butem trzymanym w ręku. „Nie, z Matrixa” – powiedziałam.

Kurczę, no całkiem fajny. Przede wszystkim myśląca męska twarz, z niechlujnym zarostem, co jeszcze bardziej mi się podobało (mój fetysz). „Umawiasz się ze mną czy idziesz po ten ibuprom?” Wyciągnął ibuprom z plecaka i odpowiedział: „Umawiam”. I tym mnie zaskoczył.

Przyjechał po mnie w weekend. Założyłam swoje najlepsze szpilki, specjalnie kupiłam na tę okazję, bo stwierdziłam, że to, co mam w domu, już wychodziłam z neurotykami. Zabrał mnie na spacer… wokół jeziora w Okoninie. Myślałam, że się zabiję, ledwo uszłam z życiem, ale on ciekawie opowiadał. Był taki nieobecny i kręciło mnie, że w ogóle się nie napalał, ale jednak coś we mnie pękło.

Po kilometrze spaceru po lesie krzyknęłam: „Mam dość, zabieraj mnie stąd”. I teraz zaskoczył mnie zupełnie. Wziął mnie na ręce i spokojnie powiedział: „Dobrze, jedziemy do mnie, kolacja czeka”. Silny jak cholera, nawet nie myślałam, niósł mnie jak piórko. Zapytałam, co ćwiczy. Powiedział tylko, że się wspina. Byłam wniebowzięta.

Ascetyczna kawalerka, materac, mnóstwo książek, których tytuły nic mi nie mówiły. O nogi otarł mu się bury kot. „To jest Zalotka. Zostawił mi ją kumpel, który wyjechał na stypendium do Szwajcarii” – przedstawił zwierzątko. Dobre czerwone wino już oddychało. Na elegancko przykrytym stole stały świece. Wypiliśmy po lampce i dopiero się sobie przedstawiliśmy. „Mirek, przepraszam, ale muszę zdjąć te buty po tym spacerze nad jeziorem”.

Widziałam, że był zmieszany z powodu swojego pomysłu. Powiedział, że zajmie się kuchnią, a ja rozgościłam się wygodnie w fotelu. Zalotka biegała niespokojnie i cały czas miauczała. „Uspokój się, kocie, mamy w końcu gościa” – fuknął na nią. Na stole pojawiły się smakowitości, w tym sałatka z mulami. Znał się chłopak na rzeczy.

Czułam się coraz lepiej, aż w końcu, niewiele myśląc, usiadłam mu na kolanach. Gdy zaczęliśmy się całować, coś mnie zaniepokoiło, jakiś dziwny dźwięk. I wtedy zobaczyłam, jak Zalotka zadowolona z siebie sika na moje nowe szpilki. Myślałam, że szlag mnie trafi. „Niee” – krzyknęłam i stanęłam na równe nogi. On zbladł. „Zalotka, zatłukę…” – krzyczał, a kot wybiegł na parterowy balkon i wyskoczył na zewnątrz. Nic mnie już nie obchodziło. Wzięłam buty do ręki, na klatce schodowej zamówiłam taksówkę, a on latał za kotem.

Kapcie

– Kobiety nie zdają sobie sprawy, że mężczyźni są przede wszystkim wzrokowcami. To znaczy nie zdają sobie sprawy z konsekwencji, które z tego wynikają – mówi Stefan, 36-letni plastyk.

A te konsekwencje to nic innego jak estetyka. Nawet największy burak i cham zachwyci się, gdy widzi piękną kobietę. Bardziej wyrafinowani i wykształceni zwracają uwagę na szczegóły. Szczegół może zdemolować wszystko, łącznie z erekcją. A było to tak…

Stefan opowiada, że jego małżeństwo przetrwało trzy lata, po czym „zaczęła go boleć głowa od poroży”. Aż dostał migreny i wtedy odszedł. Zaczął odreagowywać z przygodnie poznanymi kobietami. Wybierał je, kierując się swym zmysłem estetycznym. W końcu jest artystą.

Joannę poznał w kuguarni, jak określił jeden z toruńskich klubów. Stała przy barze i grzebała w torebce, wyciągając z niej różne przedmioty, m.in. paczkę czerwonych, miękkich marlboro, które Stefan uwielbiał. „Czy możesz mnie poczęstować marlborasem?” – zapytał. „Ha, ha, a jak cię nie poczęstuję, to co?”. Stefan odpowiedział z nieskrywaną złością: „To ci wrzucę granat do tej torebki”. Blondynkę zamurowało.

„Super, skąd wiesz, że pracuję w wojsku?” – zapytała. I ruszyli na parkiet. Dziewczyna okazała się pielęgniarką pracującą w armii. Tańczyła jak dzika i już na parkiecie poczuli chemię. Nie wyszli jednak razem z lokalu.

Umówili się za tydzień u niej. – Obiecała żołnierski posiłek i żołnierski seks – śmieje się Stefan. To było dla niego coś nowego po wszystkich rozfeminizowanych artystkach. Spodobały mu się nawet jej nieco za obfite biodra. Przez cały tydzień myślał o dziwnej energii, która od niej biła, spontaniczności i zdecydowaniu. Żołnierski posiłek i żołnierski seks brzmiały mu cały czas w głowie.

W sobotni wieczór zjawił się u pielęgniarki w bloku na Rubinkowie. Po drodze zastanawiał się nad oprawą żołnierskiego seksu. Myślał, że może będzie w bojówkach i szpilkach. Jak to artysta, komponował różne warianty scenografii w wyobraźni. Otworzyła drzwi, wciągając go do środka. Od razu dostał strzał w usta mocnym pocałunkiem i powitaniem: „Cześć!”.

Joanna miała na sobie czarny, wieczorowy kombinezon, bez stanika, ładnie komponujący się z długimi blond włosami. Usta mocno podkreślone, wszystko ok. Zaprosiła go do pokoju, mówiąc, że musi zajrzeć do piekarnika. I wtedy ujrzał ją całą. Joanna do czarnego kombinezonu założyła czarne rajstopy zwieńczone brązowymi bamboszami w kratkę. – O ku… – wspomina Stefan. – Zdębiałem, bo dla mnie w tym momencie była tym samym, co facet w skarpetach i sandałach – mówi. – To jest właśnie ten szczegół, który u nas wzrokowców może rozwalić wszystko. A ja idiota wyobrażałem ją sobie w szpilkach i bojówkach. W duchu śmiałem się z samego siebie – opowiada. Jednak postanowił trzymać fason i zapytał, co tak ładnie pachnie. Usłyszał, że to pizza tajska. – A to ciekawe, bo jeszcze takiej nie jadłem – odpowiedział, pytając od razu o przepis.

I wtedy Joanna ze śmiechem podała mu karton po pizzy i powiedziała: „W Lidlu kupiłam”. I to był jej żołnierski posiłek. Stefan pomyślał, że jeżeli żołnierski seks będzie odpowiadał jakościowo żołnierskiemu posiłkowi, to lepiej wiać.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *