Welconomy 2019. Czy media i gospodarka jadą tym samym torem? [ZDJĘCIA]

Zaślepione
fot. Łukasz Piecyk

„Media i gospodarka – czy jedziemy tym samym torem?” – to jeden z 30 paneli tematycznych 26. edycji Welconomy Forum in Toruń. Jego uczestnicy dyskutowali m.in. o tym, czy obecnie dziennikarze robiąc materiały o gospodarce i ekonomii, trafiają do odbiorców.

Jako pierwszy głos w tej debacie organizowanej przez Instytut Staszica zabrał Lesław Kretowicz, zastępca redaktora naczelnego prywatnej agencji prasowej ISBnews.

– U nas nie zajmujemy się oceną i komentarzem – mówi Kretowicz. – Przekazujemy suche fakty dla naszych czytelników. Trafiamy do naszych odbiorców właśnie tym, że jest to przekazywanie suchych faktów, czystej i rzetelnej wiedzy bez naszych własnych ocen. Być może odnieśliśmy sukces właśnie dzięki temu, że nie pozwalamy sobie na nasze własne zdanie. Publikujemy tylko to, co usłyszymy.

Kretowicz wskazał, że Polska Agencja Prasowa, która prowadzi swoją agencję biznesową PAP Biznes, jest zależna od władzy. – My staramy się być i jesteśmy neutralni – podkreśla. – To też ułatwia nam dotarcie do klientów, ponieważ u nas nie ma nacisków politycznych.

Jak trafić z informacjami ekonomicznymi i gospodarczymi do masowego czytelnika? – Czy czytelnik łapie to? – pytał panelistów Wiktor Świetlik, dyrektor Programu 3 Polskiego Radia, prowadzący tę medialno-gospodarczą dyskusję. – Jak zrobić, żeby to łapał?

– Kilka lat temu, gdy powstał pomysł stworzenia „Super Biznesu”, ekonomicznego dodatku do „Super Expressu”, część osób pukała się w głowę, mówiąc, jak można te treści poważne ekonomiczne łączyć z tymi treściami popularnymi. Okazuje się, że można i wręcz należy z kilku powodów – mówi Hubert Biskupski, zastępca redaktora naczelnego „Super Expressu”. – Jeżeli spojrzymy na Polskę i polską prasę gospodarczą, generalnie na polską gospodarkę, to ona zasadniczo się różni np. od Stanów Zjednoczonych, gdzie mamy kilka wiodących tytułów, gdzie zatrudnionych jest kilkuset dziennikarzy ekonomicznych, którzy specjalizują w konkretnych tematach.

Biskupski wskazuje, że „Super Express” ma unikalną umiejętność wyjaśniania trudnych zagadnień prostym językiem. – Pozwalamy naszym czytelnikom zrozumieć pewne zawiłości gospodarcze – wskazuje. – Jeżeli nasza subdomena „superbiz” miała w ubiegłym miesiącu 3,5 mln odsłon na 60 mln odsłon serwisu se.pl, to pokazuje, że to jest duży potencjał. Czytają się tematy, które dotyczą bezpośrednio człowieka: 500+, waloryzacja rent i emerytur, wszystkie ciekawostki związane z wielkim biznesem. To wymaga kreatywności od strony dziennikarzy i redaktorów.

– Gdzie są największe braki w polskich mediach? – takie pytanie Świetlik skierował do Krzysztofa Przybyła, prezes Fundacji Polskiego Godła Promocyjnego Teraz Polska.

– Jednym z problemów jest brak zainteresowania mediów dobrą wiadomością – mówi Przybył. – Na to samo narzekają wszyscy nasi laureaci. Małe i średnie firmy są zdane na dobre chęci mediów. A media tej chęci nie mają. Rzadko się pisze o sukcesach małej piekarni albo zakładu, który od wielu pokoleń wytwarza swoje produkty. Najczęściej czytamy np. o wojnie z wołowiną czy problemach rodzinnych właścicieli Druteksu.

Biskupski: – Media nie są od tego, żeby robić dobrze jakiejkolwiek firmie, czy to dużej, czy to małej. Media są przedsiębiorstwami, które muszą przynosić zysk i z całym szacunkiem, ale informacja o małej piekarni, która odniosła sukces, bo zamiast trzech sprzedała cztery bochny chleba, jest dla czytelnika dużo mniej interesująca niż informacja o sporze właścicielskim największej polskiej firmy produkującej okna, która jest firmą globalną.

– Czy dziennikarstwo ekonomiczne jest zbyt warszawocentryczne? – z takim pytaniem prowadzący dyskusję zwrócił się do Radosława Rzeszotka, prezesa Fundacji Medium, która jest wydawcą „Tylko Toruń” i „Poza Toruń”.

– Z naszej toruńskiej perspektywy dziennikarz ekonomiczny, poruszający się tylko i wyłącznie w tym zakresie tematycznym, z perspektywy wydawcy jest delikatnie mówiąc, średnio ekonomiczny dla firmy – mówi Rzeszotek. – Informacja przestała mieć swoją cenę. Jeszcze kilkanaście lat temu było oczywiste, że ktoś, kto chce się, czegoś dowiedzieć sensownego o otaczającej go rzeczywistości, sięga po gazetę. W tej chwili nie musi podnosić czterech liter, żeby informację pozyskać, bo ma smartfona. Żeby tę sensowną i rzetelną informację otrzymać, musi mieć po drugiej stronie smartfona zawodowego dziennikarza. A temu dziennikarzowi trzeba za to zapłacić. A jeśli nie ma się za co zapłacić, to dobry dziennikarz tu nie zostanie i koło się zamyka. To prawda, że moc dziennikarska ucieka do Warszawy. Z naszej perspektywy lokalnej to szalenie niebezpieczne zjawisko na wielu płaszczyznach.

Tagged
Wojciech Giedrys
Dziennikarz, redaktor wydań "Tylko Toruń" i działów on-line serwisów tylkotorun.pl i pozatorun.pl. Od 1999 r. w Toruniu.
http://fb.me/wojciech.giedrys

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *