Brak uchwały SN nie powstrzyma frankowiczów [WYWIAD]

Box1 Wiadomości Wywiady
fot. nadesłane

O konfrontacji frankowiczów z bankami i braku uchwały Sądu Najwyższego w sprawie kredytów we frankach rozmawiamy z mec. Magdaleną Pledziewicz z Kancelarii Pledziewicz

Jak w Polsce żyje się frankowiczom?

REKLAMA

Frankowicze to głównie osoby, które kilkanaście lat temu zaciągnęły kredyt hipoteczny na cele mieszkaniowe. Ich losy potoczyły się różnie. Niektórzy spłacili już kredyt, inni całkiem nieźle radzą sobie finansowo i kredyt tylko trochę ich uwiera. Części osób, które faktycznie odczuwają wzrost kursu franka szwajcarskiego, jest teraz troszkę łatwiej, bo ceny nieruchomości wzrosły. A to daje chociaż cień szansy na zrównoważenie kredytu. Mimo że kurs franka szwajcarskiego urósł, to wartość nieruchomości jest na tyle duża, że mogą sprzedać dom i spłacić ten kredyt. Osoby, które chcą coś zrobić ze swoim kredytem, siedzą na bombie. Nie można przewidzieć kursu waluty w ciągu kilkudziesięciu lat. Nawet jak jest okrzyknięta najbardziej stabilną walutą świata, to i tak może dojść do bardzo dużych wahań. Nie wiemy jeszcze, jak będzie kształtował się kurs franka w przyszłości, więc frankowicze żyją w niepewności. Dziś mają jednak lepszą sytuację do rozwiązania swojej sprawy w sądzie niż kilka lat temu. Linia orzecznicza jest praktycznie utarta i ponad 90 proc. spraw jest wygrywanych, a umowy są najczęściej unieważniane.

Jak dużo spraw do was trafia?

Do tematu podeszliśmy w 2016 r., a pierwszy pozew złożyliśmy w 2017 r. Od tego czasu rok w rok spraw jest coraz więcej. Powszechnie mówi się o tym, że dużo spraw jest wygrywanych, więc więcej ludzi decyduje się na pozwy. Nasza kancelaria przyjęła w tym czasie kilkaset spraw. 

Czy lokalne sądy patrzą przychylnie na frankowiczów?

Sprawy częściej kończą się zwycięstwem frankowiczów. Sędziowie, którzy twierdzą, że z umowami jest wszystko w porządku, są w znacznej mniejszości. Sąd Najwyższy już kilka razy wydał wyroki stwierdzające, że niedozwolone klauzule w umowach są i umowa powinna być najczęściej unieważniona. Sąd Okręgowy w Toruniu stoi na stanowisku, że umowy kredytów frankowych są nieważne. Nie jest to oczywiście pewnik, ale w porównaniu z Sądem Okręgowym w Bydgoszczy to Toruń wydaje więcej wyroków unieważniających umowy. Bydgoski sąd jest bardziej ostrożny i idzie w kierunku odfrankowania umów. Natomiast w Warszawie, podobnie jak w Toruniu, większość sędziów jest przekonana do unieważnienia umów. W ostatnim czasie jednak w Sądzie Rejonowym w Toruniu mieliśmy wyrok odfrankowujący. To ciekawe, bo instancją wyższą jest Sąd Okręgowy w Toruniu i tam trafi apelacja. Będziemy walczyć o to, by ta umowa była unieważniona, co jest bardziej korzystne dla kredytobiorcy. Sąd Okręgowy w Toruniu opowiada się bardziej za unieważnieniem tych umów, więc apelacja ma duże szanse powodzenia. Ponadto, pozytywnym sygnałem ze strony Sądu Okręgowego w Toruniu jest to, że coraz częściej zdarza się, że na samym początku procesu otrzymujemy zezwolenie na niespłacanie rat kredytu, jeżeli wykażemy, że klient wpłacił już kapitał. W Bydgoszczy jeszcze nam się nie udało uzyskać takiego zabezpieczenia, ale w Toruniu tak. Do końca roku powinno zakończyć się kilka naszych spraw w lokalnych sądach. Czekamy tylko na decyzję sędziego. Mamy nadzieję, że będą to pozytywne wyroki, choć jesteśmy świadomi, że te sprawy zawsze przechodzą przez dwie instancje.

Klienci częściej kierują sprawy do Warszawy, czy wolą je załatwiać lokalnie?

Klienci przekonali się do tego, by kierować sprawy do sądu ze swojego miejsca zamieszkania, choć nadal prowadzimy dużo spraw w Warszawie. Mamy dużo klientów spoza naszego regionu i w takich przypadkach łatwiej nam jest obsłużyć proces w Warszawie, gdzie mamy swój oddział. Jeżeli klient jest z naszego województwa, to dużo tych spraw kierowanych jest do sądów w Bydgoszczy i Toruniu. Jeszcze rok temu klienci mieli przeświadczenie, że to w Warszawie wydawane są pozytywne wyroki, a teraz orzecznictwo upowszechniło się tak, że wybierają bliższy sąd. Dzięki temu mogą być na każdej rozprawie. Lokalnie czują się już bezpiecznie. Obecnie nie ma już takiej sytuacji jak kiedyś, że praktycznie wszystkie sprawy frankowe były rozpatrywane w Sądzie Okręgowym w Warszawie. Teraz każdy sąd jest zaznajomiony ze sprawami kredytów frankowych. Klienci mają wybór i niektórzy decydują się na Warszawę, a inni na sąd w swoim miejscu zamieszkania.

Prawo stoi po stronie frankowiczów?

We frankach mamy taką sytuację, że sędziowie mają różne opinie w różnych sprawach, mimo że do dyspozycji mają to samo prawo. Inaczej je interpretują. W takich przypadkach zadziałać powinien Sąd Najwyższy, ujednolicając linie orzecznicze. Właśnie z tego mechanizmu próbowała skorzystać prezes Sądu Najwyższego prof. Manowska, kierując pytania do składu całej Izby Cywilnej Sądu Najwyższego. 

Sąd Najwyższy w sprawie frankowej nie wydał uchwały. Co to oznacza dla osób posiadających kredyty we frankach?

To więcej plusów niż minusów. Sąd Najwyższy w ogóle nie zabrał się za pytania, które były zadane i za rozpoznanie kwestii frankowej. Z uwagi na reformę sądownictwa przeprowadzoną przez PiS dość kontrowersyjnie, Sąd Najwyższy podjął wątpliwość, czy niektórzy sędziowie w jego składzie wybrani są prawidłowo i czy ten sąd w ogóle jest ciągle niezawisłym sądem. Dlatego skierował zapytanie do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, czy w ogóle może wydać tę uchwałę i czy ona będzie wiążąca, zgodna z prawem. To powoduje, że korzystna linia orzecznictwa na razie się nie zmieni. Wydane do tej pory inne, mniej znaczące, wyroki są korzystne dla kredytobiorców i kreują jednolitą linię – umowy mają być unieważnione. Myślę, że dojdzie do tego, że ta uchwała nie będzie już nikomu potrzebna, kiedy TSUE stwierdzi, czy Izba w takim składzie może pracować, czy nie. Negatywnym efektem jest to, że niektórzy sędziowie zawieszają sprawy. Wstrzymują ich rozpoznanie do momentu, aż Sąd Najwyższy wyda uchwałę. Sprawy mogą zostać wstrzymane na bardzo długo. Zanim TSUE odpowie na pytania Sądu Najwyższego, minie najprawdopodobniej kilkanaście miesięcy. A to tylko kwestia wstępna. 

Co mogło się zmienić, gdyby Sąd Najwyższy podjął temat?

Pytania do Sądu Najwyższego komponowały wszystkie wątpliwości, które pojawiały się w sprawach frankowych. Ta uchwała praktycznie rozstrzygnęłaby kwestię frankową w Polsce. Gdyby Sąd Najwyższy się wypowiedział, mielibyśmy jasność. Nie byłoby wspomnianej sytuacji, w której Sąd Rejonowy odfrankowuje umowy, a Sąd Okręgowy je unieważnia. Rozjaśniłaby się też sytuacja z kredytami denominowanymi. Takie umowy najczęściej są unieważniane, ale dalej istnieje mała szansa na to, że jeżeli sąd stwierdzi, że ta umowa powinna być odfrankowana, to kredyt może funkcjonować dalej jako walutowy. A to nie zmienia sytuacji klienta. Gdyby Sąd Najwyższy odpowiedział na pytania, mielibyśmy też rozstrzygniętą kwestię tego, czy jak sąd unieważnił umowę, to bank powinien otrzymać z powrotem tylko ten kapitał, który wypłacił, czy też należy mu się jakieś wynagrodzenie za to, że klient korzystał z tego kapitału przez tak długi okres. Moim zdaniem nie, bo bank dysponował też w tym czasie wpłatami klienta. Zresztą, skoro umowa jest nieważna, to na jakiej podstawie zasądzać bankowi jakiekolwiek wynagrodzenie? Obecnie jest to straszak sektora bankowego na osoby, które rozważają złożenie pozwu. 

Tagged

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *