Cierpnie mi skóra na myśl o dzisiejszej młodzieży [WYWIAD]

Box2 Na luzie Polecamy Wywiady
Fot. Archiwum prywatne

O tym, że nie ma złych uczniów, a są tylko źli nauczyciele, trenowaniu żużlowców, hot-dogach na lekcjach wuefu, podkradaniu sprzętu sportowego z rozbieranej sali gimnastycznej, z Ryszardem Neunertem rozmawia Oliwia Folborska.

Czym jest kręźlik na sali gimnastycznej? Zdaje się to jeden z symboli „jedynkowej” sali gimnastycznej, której z kolei Pan jest żywą legendą.

REKLAMA

To jest to, co wisi przy suficie, o co ludzie zawsze pytają. Myślę, że trzeba byłoby zacząć od tego, że kiedy zacząłem pracę w „Jedynce”, to sala była bardzo zdewastowana, do tego stopnia, że miała zostać rozebrana i zniszczona. Na jej miejscu miała powstać nowa sala widowiskowosportowa klubu „Budowlani”. Co ciekawe, jest to jedyna w Toruniu sala gimnastyczna typu szwedzkiego. Ten kręźlik jest karuzelą, która uatrakcyjniała zajęcia, jednakże wymagał renowacji. Dodatkowo, możemy również zobaczyć na sali inne zabytkowe przyrządy gimnastyczne. Na przykład tramy, na których ćwicząc można wyciągać kręgosłup. Dodałem tam trapezy, ponieważ były mi potrzebne dla żużlowców, z którymi pracowałem. Sala jest wyposażona w różnorodne przyrządy: kraty, drabinki, ławeczki, kozły i wiele innych. Na szczęście znalazły się osoby gotowe do pomocy i sala została odratowana, między innymi dzięki pomocy marszałka Piotra Całbeckiego.

Kiedy zaczął się Pan zajmować salą gimnastyczną, brakowało na rynku sportowego sprzętu. Mimo to „jedynkowa” sala gimnastyczna była świetnie wyposażona, miała solidny sprzęt, który przetrwał do dziś. Jak to możliwe?

Zgadza się, ale po drugiej stronie stała sala klubu sportowego „Budowlani”. Jego szefem był Brunon Kosiński. Był on moim guru, żadne studia nie nauczyły mnie tego, co on. To dzięki niemu z rozebranej sali klubu sportowego wydostałem wszystkie przyrządy, materace, ścieżki gimnastyczne i wiele innych.

Przez długi czas pracował Pan w toruńskim klubie żużlowym Apator i był Pan odpowiedzialny za fizyczne przygotowanie zawodników. Jak wspomina Pan pracę z żużlowcami i na czym ona polegała?

Długo tu mówić, jest to strasznie stresogenna praca. W momencie, kiedy tam przyszedłem klub nie nazywał się Apator, tylko Stal Toruń, który wówczas był na pograniczu drugiej i pierwszej ligi. Prezes klubu zapytał mnie, czy nie zająłbym się żużlowcami, ponieważ nie miał ich kto przygotowywać. W tym sporcie często zdarzają się wszelkiego rodzaju kontuzje. Potrzebne było im przygotowanie akrobatyczne, gimnastyczne, ale też mentalne. Tak mniej więcej wyglądała moja praca jako trenera. Później doszły do tego masaże, które wielokrotnie wykonywałem na zawodnikach. W każdym razie, bardzo przyjemnie się pracowało, między innymi z panem Ząbikiem. Były sukcesy, pojawiały się tytuły.

Ilu nauczycieli dziś uczących „wyszło spod pańskich rąk”?

Nigdy nie liczyłem, ale naprawdę sporo.Od roku 1990 do 2000 w Toruniu działało Studium Nauczycielskie, ponieważ brakowało wtedy nauczycieli wychowania fizycznego. Zostało ono powołane przy V liceum ogólnokształcącym. Pracowałem wówczas między innymi jako nauczyciel od metodyki nauczania gimnastyki i siatkówki. Wiem, że ci, których niegdyś uczyłem, obecnie świetnie się sprawują w toruńskich szkołach.

Czy znalazł Pan swojego następcę, któremu godnie mógł Pan przekazać życiowy dorobek i opiekę nad salą?

Ależ oczywiście, jest nim uczący obecnie Łukasz Bania. Miał on szczęście pod tym względem, że od razu przyszedł do I liceum i nie zmieniał często miejsc pracy jak ja. Ponad 10 lat przepracowaliśmy razem. Widziałem, że to, co robi – wychodzi, że odnosi sukcesy i dzięki temu po kilkudziesięciu latach pracy mogłem spokojnie odejść, zostawiając mu swój życiowy dorobek.

Jak Pan sądzi, dlaczego uczniowie często nie przepadają za wuefem i celowo się z niego wypisują lub przedstawiają zwolnienia lekarskie?

Moja diagnoza jest straszna, aż mi skóra cierpnie. Obecna młodzież będzie pokoleniem żyjącym krócej od swoich rodziców, choć nie każdy zdaje sobie z tego sprawę. Pokona ich stres, nerwica, depresja, wszechobecna chemia i narkotyki. Wszystko jest robione na bazie cukru. U każdego zwierzęcia jest pierwszy instynkt walcz albo uciekaj. Z kolei młodzi ludzie często nie mają instynktu samozachowawczego. Rozwija się lekomania. Sport ratuje życie. Sam mam 72 lata i nie mam problemu z wykonywaniem ćwiczeń bez większych trudności. Naprawdę warto ruszać się, być aktywnym fizycznie i korzystać z wszelakich form wysiłku. Ja nie miałem problemu z obecnością na lekcjach, nawet jej nie sprawdzałem. Do mnie chłopacy przychodzili biegiem, wiedzieli, że jeśli będą mieli zapas czasowy, to sobie pograją w kosza lub w coś innego. Lubili te lekcje wuefu, w tle leciała muzyka i mieli robioną przeze mnie herbatę. Zimnej wody nikt pić nie musiał.

Co w obecnej młodzieży się Panu podoba, a co budzi dezaprobatę?

Wchodząc do sali możemy dostrzec baner z napisem „Ponoć nie ma złych uczniów, są źli nauczyciele”. Sam go wykonałem. To tak samo, jak nie ma złych dzieci, tylko rodzice. „Takie będą te Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie”. W tym leży cała tragedia. Często nie mamy czasu dla dzieci, pracujemy od rana do wieczora. Powinniśmy umieć wybrać ile pracujemy, a ile odpoczywamy. Młodzież jest świetna, tylko musi chcieć i rozumieć, że walczą we własnym interesie. Sport nie może być celem sam w sobie, powinien być drogą do lepszego i mądrzejszego życia. Kształtuje on wszystko. Wracając do pytania, młodzież jest moim zdaniem kapitalna, tylko musi cedzić wszystko, co przez życie przepuszcza przez sitko z dużymi oczkami.

Co jest kluczem do dobrego kontaktu z młodzieżą?

Zawsze się jakoś dogadywaliśmy, dobrze nam się razem żyło. U mnie nie było nigdy problemu, żeby porozmawiać, żeby zrobić dzieciakom herbatę, kupić ciastka bądź jabłko. Kiedy szliśmy na mecze, to robiłem im hot dogi, w sali to ja im zupy gotowałem. Na SKS-y to chłopacy walili drzwiami i oknami.

W wywiadzie udzielonym szkolnemu magazynowi Varia(t) powiedział Pan kiedyś, że nie chciał Pan pracować w tej szkole. Co było tego powodem?

To nawet nie tak, że nie chciałem, ale kiedyś wyglądało to inaczej. Zdawałem sobie sprawę z tego, ile pracy będzie mnie to kosztowało. Trwał w Polsce stan wojenny, wszystkiego brakowało, a w „Jedynce” były szyby do wstawiania w okna. Kiedyś nauczyciel nie miał nic do gadania. Albo pojechałbym do wojska, albo do pracy we wsi Radoszki. Uczyłem wtedy fizyki, biologii, geografii i chemii. Etat nie trwał 18 godzin, tylko 40. W weekendy też pracowałem, jeździłem do Torunia na mecze. Wiele razy przenosili mnie z jednej szkoły do drugiej, a ja nie miałem nic do powiedzenia. Przychodząc do „Jedynki” powiedziałem dyrektorowi, że chcę pracować u niego dłużej niż rok, że nie chcę znowu zmieniać miejsca pracy. Udało się i tak w tej „Jedynce” spędziłem wiele lat ze świetnymi ludźmi.

Ma Pan jakieś rady dla przyszłych nauczycieli wychowania fizycznego?

Jak nie kochasz ludzi, to nic nie zrobisz. W Piśmie Świętym, w liście świętego Pawła Apostoła do Koryntian jest napisane: gdybym mówił językami ludzi i aniołów, a miłości bym nie miał, stałbym się jak miedź brzęcząca, albo cymbał brzmiący. List ten przytaczany jest na każdym ślubie i w mojej opinii stanowi odpowiedź na zadane pytanie. Jeżeli nie kochasz drugiego człowieka, nie współczujesz mu, nie potrafisz zmotywować, nie utożsamiasz się z jego sukcesami i nie potrafisz wyciągnąć go z porażki, to nie możesz być nauczycielem. To się tyczy każdego przedmiotu. Trzeba umieć kochać ludzi.

Tagged

7 thoughts on “Cierpnie mi skóra na myśl o dzisiejszej młodzieży [WYWIAD]

  1. wspaniały człowiek, to Pan Neunert wraz z zoną nauczyli nas akrobatyki, tańców, gier zespołowych, nigdy nie zapomnę tak zaangażowanego nauczyciela, Kasia

  2. Najlepszy nauczyciel z jakim kiedykolwiek i gdziekolwiek miałem kontakt !
    Uwielbiałem jego lekcje – zawsze coś się działo, był wycisk i dyscyplina ale było tak jakoś “swojsko”
    Dziękuje za to Panie Profesorze 🙂
    “Pokolenie Bani”

  3. Pan Neunert nie uczył tylko chłopców. Uczył też dziewczyny i jestem jego wychowanką. Takiego nauczyciela ze świecą szukać. Wspaniały pedagog, psycholog, nauczyciel W-Fu w jednym.
    Dziękuję za wspaniałe 4 lata <3
    Ania

  4. Wspaniały nauczyciel, nie bylo przebacz! I dobrze 😁👌💪 herbata, filmy edykacyjne, “Ciotka ćwicz!”, ćwiczenia ze sztangami, narty biegowe…. milion innych rzeczy o ktorych w innych szkołach moga tylko pomarzyć! 😁

  5. Ryszard to wspaniały kolega, razem byliśmy w Studium Nauczycielskim . Szkoda że przez tyle lat nigdy się nie spotkaliśmy. Pozdrawiam serdecznie Ewa

  6. Pan Ryszard potrafi nastawić nie tylko kręgi! Pozdrawiam serdecznie! Ciekawa teza o długości życia kolejnych pokoleń – smutne, ale motywujące, prawda? Dbajmy o zdrowie. Kultura to nie tylko język, sztuka, muzyka ale również i sport!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *