Drożyzna pod choinką. Ceny w sklepach dalej rosną

Box2 Wiadomości
fot. Pixabay (ilustracyjne)

Czekają nas bardzo drogie święta Bożego Narodzenia. Wszystko to z powodu rosnących od dłuższego czasu cen żywności, a także wysokich kosztów opłat związanych z mieszkaniami.

Z raportu „Świąteczny portfel Polaków 2021”, przygotowanego przez Związek Banków Polskich, wynika, że statystyczny Polak wyda w tym roku na święta 1415 zł. Najwięcej pieniędzy przypadnie na wydatki związane z żywnością oraz szeroko pojętym przygotowaniem świąt – 557 zł. Niewiele mniej, bo 517 zł, poświęcone będzie na prezenty.

Podczas zakupów, zarówno tych drobnych, codziennych, jak i dokonywanych już na świętowanie Bożego Narodzenia, zauważyć można, że za produkty niezbędne do przygotowania wieczerzy wigilijnej czy świątecznego obiadu trzeba zapłacić więcej. Ze wzrostem cen kojarzy się słowo, które w ostatnim czasie pada bardzo często – inflacja. Czym ona właściwie jest?

To wzrost przeciętnego poziomu cen w gospodarce. Stabilność cen jest współcześnie rozumiana w bankowości centralnej jako niska i stabilna inflacja. Także Narodowy Bank Polski dąży do utrzymania stabilności cen, rozumianej jako niska inflacja – tłumaczy dr Maciej Ryczkowski z Katedry Ekonomii Wydziału Nauk Ekonomicznych i Zarządzania UMK w Toruniu.

Co ciekawe, samo pojęcie „stabilności cen” nie jest czymś, co zostało precyzyjnie zdefiniowane.

Wydaje się, że najbardziej rozpowszechnioną jakościową definicję stabilności cen zaproponował Alan Greenspan (były przewodniczący Rady Gubernatorów Systemu Rezerwy Federalnej USA) w 1989 r.: „Ze stabilnością cen mamy do czynienia, kiedy inflacja nie jest brana pod uwagę w codziennych decyzjach gospodarstw domowych i przedsiębiorstw” – dodaje naukowiec z toruńskiego uniwersytetu.

Według danych Głównego Urzędu Statystycznego ceny towarów i usług w listopadzie wzrosły o 7,7 proc. rok do roku. Z takim poziomem inflacji nie mieliśmy do czynienia od ponad dwudziestu lat. Według prognoz ekonomistów jeszcze w tym roku wskaźnik ten przekroczy 8 proc., zaś w przyszłym roku możemy spodziewać się nawet dwucyfrowej inflacji.

Należy zwrócić uwagę, że problem przyspieszającej inflacji występuje globalnie, a nie tylko w Polsce – zaznacza dr Ryczkowski. – W październiku według danych Eurostatu roczna stopa inflacji w Polsce wyniosła 6,4 proc. Jest to wartość mniejsza niż np. w Stanach Zjednoczonych (7,3 proc.), ale większa niż np. w strefie euro (4,1 proc.). Do wzrostu cen przyczynił się przede wszystkim kryzys gospodarczy spowodowany Covid-19.

Inflację mierzy się wskaźnikiem CPI, czyli „consumer price index” (wskaźnik cen towarów i usług). Ważną kwestią jest powiązanie inflacji z siłą nabywczą pieniądza. Im wyższa inflacja, tym słabszy pieniądz. Oznacza to, że za taką samą kwotę, na przykład 100 zł, można kupić mniej towarów i usług niż choćby rok temu.

Niemniej jednak wzrost inflacji nie musi oznaczać, że ceny żywności wzrosły. Wzrost cen jednych towarów może być rekompensowany spadkiem cen innych towarów lub usług. Należy jednak podkreślić, że udział wydatków konsumpcyjnych gospodarstw domowych w Polsce na żywność i napoje bezalkoholowe jest relatywnie wysoki, wynosi około 25 proc. Oznacza to, że gdy ceny żywności i napojów bezalkoholowych wzrosną np. o 10 proc., to przekłada się to na wzrost wskaźnika CPI o 2,5 proc. – wskazuje ekonomista.

Czy w takim razie inflacji w ogóle nie powinno być, czy też jednak jest ona nam potrzebna? Dr Maciej Ryczkowski wyjaśnia, że banki centralne starają się unikać zerowej inflacji, obawiając się zjawiska deflacji.

Jest uznawana za szkodliwą, ponieważ doświadczenia historyczne sugerują, że może ona prowadzić do braku stabilności finansowej oraz znacznego osłabienia wzrostu gospodarczego. Za przykład może posłużyć Wielki Kryzys. Może też doprowadzić do wzrostu realnego zadłużenia gospodarstw domowych i przedsiębiorstw oraz do pogorszenia ich bilansów.

Trudno jednak określić konkretną wysokość, od której inflacja staje się niepożądana. Dlatego też rząd, aby załagodzić nieco jej skutki, postanowił wprowadzić pakiet rozwiązań zwany tarczą antyinflacyjną: obniżkę akcyzy na paliwa oraz energię, a także dodatek osłonowy.

W założeniu ma przełożyć się to na wzrost popytu globalnego, przyspieszenie wzrostu gospodarczego, spadek bezrobocia, ale także spowoduje to… dalszy wzrost inflacji – uważa dr Ryczkowski. – Tarcza antyinflacyjna nie jest zatem tarczą antyinflacyjną jako taką, ale raczej tymczasową ochroną siły nabywczej gospodarstw domowych i przedsiębiorstw.

Tagged

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.