Naukę szewskiego fachu rozpoczął w wieku 15 lat. Dziś mówi: To już jest zmierzch tego zawodu

Box1 Polecamy Wiadomości
Fot. Łukasz Piecyk

Nikt inny w Toruniu nie wszyje zepsutego w bucie zamka. A z pewnością nikt inny nie zrobi tego na zabytkowej maszynie Singera. To właśnie na niej pan Ryszard Żabicki buty naprawiał prezydentowi Zaleskiemu. Dziś zleceń ma niewiele, ale robi wszystko, by utrzymać zakład. Nie dla zysku, dla własnej satysfakcji. „Jestem od tego uzależniony”, przyznaje.

Drzwi się otwierają, do niewielkiej lady podchodzi klientka. Z siatki wyciąga czarne półbuty. „Zrobi mi pan buciczki?”. Pan Ryszard wprawnym okiem ocenia, co jest do zrobienia. Fleki. „Proszę przyjść o 14”. Zamówień wiele nie ma, ale do każdego podchodzi z wielkim sercem. Buty to całe jego życie. Wymiana fleków, podklejenie obcasa, rozszerzenie czy zwężenie cholewki… To jedyny cholewkarz z tytułem mistrzowskim w całym Toruniu. Nikt inny w mieście nie wymieni zamka w bucie tak, jak to się powinno robić, zgodnie ze sztuką rzemieślniczą. Pan Ryszard do tej pory używa w tym celu zabytkowej, ponadstuletniej maszyny Singera.

– Nigdy się nie popsuła – zapewnia, zerkając z sentymentem na legendarne urządzenie.

Przygoda pana Ryszarda z butami rozpoczęła się w 1956 r. w Lipnie.

– Miałem 15 lat, gdy ojciec za rękę mnie zaprowadził do zakładu wielobranżowego w Lipnie. Zajmowali się tam m.in. produkcją obuwia i przyjęli mnie na ucznia – opowiada Ryszard Żabicki.

Naukę przerwało wojsko, do którego trafił w 1959 r. Spędzonych tam dwóch lat nie wspomina źle.

– Przydział do wojska trzeba było ochrzcić. Ale ja wódki nie piłem, chciałem być odpowiedzialny. I wygrałem na tym. Zobaczyli, że przyszedłem trzeźwy i wysłali mnie w nagrodę do wojskowej jednostki samochodowej. Dzięki temu zdobyłem prawo jazdy – opowiada pan Ryszard. – Przez te dwa lata w wojsku byłem w Grudziądzu, Drawsku, Bydgoszczy, Żaganiu… Trochę się kręciłem po Polsce.

Po wojsku pan Ryszard od razu wrócił do szewskiego fachu. Pierwszą pracę znalazł w Chełmży, rodzinnym mieście swojej przyszłej żony.

– To był 1964 r. Siedziałem w kawiarni, zauważyła mnie moja znajoma Krysia. Przyprowadziła koleżankę, Sabinę. A trzeba wiedzieć, że jako młody człowiek byłem bardzo przystojnym kawalerem! Patrzyłem na tę Sabinę i myślałem: ona nie dla mnie. Ale spotykaliśmy się w trójkę kilka tygodni i w końcu mówię do Sabiny: ja nie chcę, żeby Krysia z nami chodziła. I tak się zaczęło. Jesteśmy małżeństwem już prawie 55 lat – mówi pan Ryszard, uśmiechając się.

Do Torunia trafił jakiś czas później, znajdując zatrudnienie w Spółdzielni „Wisła”. Spędził tam 17 lat. Przełom nastąpił pod koniec lat 80.

– Pojechałem na wycieczkę do Austrii. Pamiętam, że oprowadzał mnie wówczas taki przewodnik Jugosłowianin. Nagle, patrzę – przede mną zakład obuwniczy. Coś mi strzeliło do głowy i mówię: wejdźmy do tego zakładu. Powiedziałem im, że jestem cholewkarz, a właściciele na to dali mi zadanie do wykonania. No to zrobiłem. Na co oni pytają się mnie, czy nie chciałabym tutaj pracować. A ja na to, że chciałbym! – wspomina pan Ryszard.

Paszport ważny był przez pół roku i właśnie na taki okres pan Ryszard został w Austrii. Nie wahał się, bo perspektywy finansowe były kuszące. Zarobkowo jeden dzień tam równał się miesiącowi w Polsce.

– Wynająłem pokój, mieszkaliśmy we czterech. Byłem oszczędny, bo chciałem jak najwięcej odłożyć. Żona puściła mnie, bo wiedziała, że wrócę… Co, mogłem się rozwieść, znaleźć sobie inną kobietę… Ale mnie nie były w głowie takie rzeczy! – śmieje się pan Ryszard. – Wróciłem do żony i córki w kwietniu 1980 r. i za zarobione pieniądze odkupiłem zakład cholewkarski na ul. Prostej, którego właściciel, mój dobry znajomy, zmarł. Bez wycieczki do Austrii nigdy by mi się to nie udało.

Zakład na Prostej pan Ryszard prowadził 12 lat razem z żoną. Zajmowali się początkowo tylko cholewkarstwem, ale później także całościową produkcją butów. Konieczne było do tego podwyższenie kwalifikacji i zdanie kolejnego, po cholewkarskim, egzaminu mistrzowskiego, tym razem szewskiego. W czasach PRL-u buty produkowane przez państwa Żabickich rozchodziły się jak ciepłe bułeczki. Produkowano je (i sprzedawano) workami. Każdego dnia.

– A potem nastały czasy produkcji chińskiej i wszystko się skończyło – dodaje pan Ryszard. – Zrezygnowałem z produkcji butów i skupiłem na ich naprawach.

Początkowo naprawy szły nieźle. Pan Ryszard naprawiał buty m.in. prezydentowi Zaleskiemu i jego sekretarkom. Od kilku lat zainteresowanie szewstwem naprawczym niestety wciąż spada. 

– Ludzie wolą wyrzucić zepsute buty i kupić nowe. A inna rzecz, że tych butów chińskich nie ma jak naprawiać, to jest tektura i plastik, więc nawet nie ma jak się za to zabrać – tłumaczy pan Ryszard. – To już jest zmierzch tego zawodu. Dobranocka. Prędzej czy później zamknę zakład, nie będę miał wyjścia. Gwoździem do trumny była pandemia. Bez emerytury bym się nie utrzymał.

Zakład miał zostać zamknięty już w tym roku, ale pan Ryszard nie chciał się jeszcze poddać. 

– Założył konto na Facebooku i bardzo aktywnie tam działa, komunikuje się w ten sposób z klientami i sprawia mu to ogromną frajdę. Rzeczywiście, widzimy, że jest dzięki temu duży odzew. Cztery na pięć osób przychodzą do nas właśnie dzięki stronie na Facebooku – mówi córka pana Ryszarda.

Zakład dzięki temu może dalej prosperować. Nie dla zysków, bo te są minimalne.

– To mój nałóg. Po tylu latach jestem od tego po prostu uzależniony – śmieje się pan Ryszard i tłumaczy, co zrobi, gdy zabraknie mu zajęcia: – Kilka lat temu kupiłem zmywarkę. Sprzedam ją i będę ręcznie myć naczynia.

Dodaje przy tym, że żywi nadzieję, że jednak nie nastąpi to prędko. I zabiera się za kolejną parę butów.

Zakład Pana Ryszarda znajdziecie na ul. Sylwestra Kaliskiego 9. A stronę facebookową “Szewc na Koniuchach” znajdziecie TUTAJ.

Tagged

6 thoughts on “Naukę szewskiego fachu rozpoczął w wieku 15 lat. Dziś mówi: To już jest zmierzch tego zawodu

    1. Panie Leonie , tyle lat minęło, a my nadal się przyjaźnimy i też mamy wiele wspólnych i wspaniałych wspomnień z „Wisły” i nie tylko. 🙂 Pozdrawiam ciepło. Ryszard Żabicki

  1. Świetni są tacy ludzie pasjonaci zanikającego zawodu. I jest ich coraz mniej. Mam trochę daleko, ale jak tylko będę miała coś do naprawy udam się do Pana Ryszarda Żabickiego.

    1. Pani Danuto, zapraszam serdecznie do odwiedzenia mojego warsztatu. Pozdrawiam ciepło.:-) Ryszard Żabicki

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *