Bariery i furtki [FELIETON]
W tym roku mijają siedemdziesiąt dwa lata od pierwszego wydania znakomitego tekstu dwójki amerykańskich badaczy teorii zarządzania Carla R. Rogersa i Fritza J. Roethlisbergera „Bariery i furtki w komunikacji”.
Kiedy naukowcy publikowali go na łamach „Harvard Business Review”, koncepcja aktywnego słuchania uwag pracownika przez przełożonego była czymś absolutnie rewolucyjnym. Wielu uznawało ją za kaprys właścicieli dużych podmiotów. Jeszcze inni za chwilową modę mającą na celu uspokojenie nastrojów w przeciążonym zakładzie pracy. Wielokrotnie omawiałem go ze swoimi studentami i za każdym razem ze zdziwieniem zwracali oni uwagę, że rezygnacja z wartościującego podejścia do pomysłów pracownika czy też współpracownika nie rozwiązuje problemu, z którym musimy się borykać jako przedstawiciele firmy lub organizacji, ale prowadzi do szybkiej deeskalacji napięcia. Zamiast kumulowania agresji uczymy się nawzajem siebie słuchać. Choć aktywne i nieoceniające słuchanie nie zawsze jest możliwe i w pełni wykorzystywane w samorządzie, to przecież nic nie stoi na przeszkodzie, by zacząć wykorzystywać to fascynujące narzędzie. Zamiast wpadać w pułapkę roszczeń i wymówek nasi samorządowcy powinni wreszcie ze spokojem nauczyć się wykorzystywać swój kontakt z mieszkańcami. Jeśli nie chcą wchodzić w dialog bezpośrednio, mogą przecież analizować wyniki referendów lokalnych, które jako środowisko polityczne postulowaliśmy w obecnej kampanii wyborczej. Ileż codziennych, toruńskich zgryzot odeszłoby do lamusa.
W związku z nadchodzącymi wielkimi krokami wyborami samorządowymi mam więc nadzieję, że w nowej toruńskiej Radzie Miasta będzie więcej tych, którzy chcą znosić bariery i otwierać furtki niż tych, którzy mają tendencję do mnożenia problemów nawet tam, gdzie faktycznie ich nie ma.
Chcesz przeczytać, co do przekazania mają inni nasi felietoniści? Kliknij tutaj, aby sprawdzić Tylko Toruń lub tutaj, aby sprawdzić Poza Toruń.


