Ilona i Przemysław Termińscy
Stawiam dolary przeciwko kasztanom, że wielu toruńskich kibiców speedway’a, odczuwa jeszcze dziś skutki świętowania po wczorajszym triumfie PRES Toruń. Bo sukces nasza drużyna osiągnęła ogromny i kto naprawdę kocha i zna żużel ten wie, że przed wczorajszym finałem nie mogliśmy być pewni szczęśliwego zakończenia. Nie będę pisał peanów na cześć naszych zawodników – bo robią to zarówno kibice, jak i żużlowi eksperci, którzy słusznie nazywają ich gwiazdorami. Nie będę też podkreślał jak znakomitą pracę wykonał w tym i poprzednim sezonie trener Piotr Baron – bo o tym też wszyscy wiemy.
Czytaj także: PRES Toruń drużynowym mistrzem Polski!!!
Aby jednak zawodnicy, trenerzy i mechanicy PRES Toruń mogli dumnie i radośnie unieść upragniony puchar zwycięzców, potrzebny był jeszcze jeden, ekstremalnie ważny element, o którym wielu kibiców nie zawsze chce pamiętać. To mądre i rozważne zarządzanie klubem. Ilona i Przemysław Termińscy konsekwentnie i skrupulatnie – krok po kroku – budowali klub, który wreszcie doprowadzili na sam szczyt. O tym jak bardzo była to wyboista droga, zapewne wiedzą tylko oni sami, jednak kibice z całą pewnością pamiętają momenty, kiedy wydawało się, że czas rodziny Termińskich w toruńskim żużlu dobiega końca.
Pamiętamy przecież zapowiedź Przemysława Termińskiego, kiedy przejmował ówczesnego Apatora, że jego celem jest wywalczyć złoty medal drużynowych mistrzostw Polski. I pamiętamy też rozczarowania, które przychodziły rok po roku, gdy musieliśmy obchodzić się smakiem, a po mistrzostwo sięgały inne drużyny. Pamiętamy też fatalny sezon, gdy drużyna spadła do niższej ligi i pozostali przy niej tylko najwierniejsi kibice… Przypominam sobie tę falę hejtu, która wylała się na Przemysława Termińskiego, który przecież wykładał ogromne pieniądze z własnej kieszeni, aby klub przetrwał trudny czas. Było mi go wówczas po ludzku żal, bo tak niewielu potrafiło docenić, że zamiast korzystać z biznesowego sukcesu, który osiągnął, wolał inwestować miliony w klub żużlowy.
Nie spodziewam się, że ówcześni krytycy Ilony i Przemysława Termińskich, dziś odszczekają tamte obelgi. Nie oczekuję też, że liczni żużlowi eksperci odsądzający ich od czci i wiary, będą mieli odwagę przyznać rację Adamowi Krużyńskiemu, który niejednokrotnie podkreślał, że właściciel toruńskiej drużyny zarządza nią bardzo dobrze i krytyka pod jego adresem często była przesadzona. Mam tylko nadzieję, że sobie o tym przypomną patrząc na szeroki uśmiech właściciela toruńskiego klubu i następnym razem dwa razy się zastanowią zanim wygłoszą obelżywe tezy.
Na koniec przyznam, że czuję podwójną satysfakcję. Po pierwsze jako wierny kibic toruńskiej drużyny żużlowej ze zdobycia tytułu. A po drugie, że Przemysław Termiński jest naszym wieloletnim felietonistą poruszającym na naszych łamach nie tylko tematy związane z czarnym sportem. Kto ich nie czytał – zachęcam do sprawdzenia naszego archiwum.
PS. Ilona, jesteś nie tylko najpiękniejszym obliczem polskiego speedway’a, ale też dobrym duchem, który swoją otwartością, ciepłem, niespotykaną kulturą osobistą i uczciwością unosi się nie tylko nad Motoareną…
Jeśli chcesz wiedzieć co dzieje się wokół Torunia, odwiedź nasz bliźniaczy portal pozatorun.pl


