Ośnieżone tory władzy. Felieton Przemysława Termińskiego
Listopad miał być czasem zimnego spokoju, krótkich dni i długich rozmów. Tymczasem śnieg spadł zbyt wcześnie i zbyt intensywnie, jakby pogoda próbowała nas ostrzec przed czymś, na co jeszcze nie jesteśmy gotowi. Ten nagły atak zimy nie tyle nas zaszokował, co brutalnie przypomniał, jak niewiele potrafimy w istocie przewidzieć. Podobnie jak w rządzie. Zamiast rzeczowej debaty dostajemy alarmy, sabotaże i wyścig o to, kto pierwszy zdobędzie czapkę bezpieczeństwa na własny użytek.
Patrząc na wydarzenia ostatnich dni, trudno nie dostrzec pewnej zgodności między naturą a polityką. Jeden nieoczekiwany opad potrafi sparaliżować ruch, tak jak jedno wydarzenie na granicy potrafi zatrzymać rytm całej machiny państwowej. Sabotaż na torach, kolejne oskarżenia, komitety bezpieczeństwa — wszystko to przypomina nawałnicę, przez którą widzimy zaledwie metr przed sobą, a mimo to musimy iść dalej. Każda decyzja jest jak stawiany krok. Może być pewna, a może zakończyć się bolesnym poślizgiem.
Im mniej wiemy, tym więcej osób chce „wiedzieć najlepiej”. Polska polityka lubi sprawiać wrażenie, że wszystko ma pod kontrolą. Paradoks polega na tym, że gdy realne zagrożenie puka do drzwi, partie zaczynają mówić jednym głosem — nie we współpracy, lecz w chóralnym podnoszeniu tonu. Słowa stają się bardziej zasadnicze,
gesty cięższe, a perspektywa coraz węższa. Trudno w takich warunkach budować wspólnotę, łatwiej usypać zaspę podziałów.
Zmiana, podobnie jak niepogoda, przychodzi wtedy, gdy nikt jej nie planuje. Natura pokazuje, że nawet nagłe ochłodzenie może
stać się szansą. Śnieg potrafi rozjaśnić krajobraz, a czasem też oczyścić to, co zalegało zbyt długo. Być może i w polityce nie potrzebujemy większej kontroli nad zmianą, lecz większej gotowości na jej skutki. W końcu nawet najgorętsze deklaracje potrafią skończyć się chłodem, gdy rzeczywistość wreszcie spadnie na nas bez zapowiedzi. Każda zima kończy się wiosną, ale polityczna zima potrafi trwać długo. Może najwyższy czas, by ktoś wreszcie zaczął odśnieżać nie tylko własną ścieżkę.


