Wenezuelczyk i Ukrainki. Felieton Radosława Rzeszotka
Przerażająca napaść na kobietę wracającą z pracy przez park, wstrząsnęła Toruniem. Brutalność z jaką działał sprawca przyprawia o mdłości i rodzi pytania – do czego jest zdolny posunąć się człowiek…
Nasze miasto błyskawicznie znalazło na szczytach ogólnopolskich serwisów informacyjnych, a za sprawą mediów społecznościowych o zdarzeniu dowiedzieli się też mieszkańcy innych krajów europejskich. Wściekłość torunian – i słusznie – zwróciła się przeciwko sprawcy, który do Polski przybył z Ameryki Południowej.
Czytaj także: Wszystko zawsze źle? [FELIETON Radosława Rzeszotka]
Rozumiem ten gniew. Rozumiem też chęć zemsty, bo czyn, którego dopuścił się 19-letni Wenezuelczyk wystawia na próbę nawet najbardziej wielkoduszne osoby. Nie potrafię też znaleźć żadnego wytłumaczenia dla tego, co zrobił. Bo ponad promil alkoholu we krwi nie powinien żadnym wytłumaczeniem, ani tym bardziej okolicznością łagodzącą. Z chęcią napisałbym jakim określeniem powinno się go nazwać, jaką powinien ponieść karę… Ale słowa, których chciałbym użyć nie nadają się do druku w prasie.
Nie dziwię się też, że po takim zdarzeniu wzrosła niechęć do obcokrajowców – choć przecież i nasi rodacy dopuszczają się gorszych zbrodni (na przykład Mieszko R., zabójca z warszawskiego kampusu uniwersyteckiego). Sięgając do historii – czy to bliskiej, czy odległej – zasada w podobnych przypadkach była zawsze taka sama: obcy na taryfę ulgową liczyć nie może.
Nie udawajmy, że migranci nie są naszym problemem. Bo są. Zwłaszcza ci, którzy nie chcą ani nie próbują żyć w Polsce według naszego porządku. Jednak do tych, którzy chcą w naszym mieście uczciwie pracować, płacić podatki, szanować naszą tradycję i obyczaje – powinniśmy wyciągać pomocną dłoń. Zwłaszcza do Ukrainek i ich dzieci, których mężowie i ojcowie walczą na froncie.



17 czerwca 2025 @ 19:32
A skąd wiadomo, której Ukrainki mąż czy ojciec walczy na froncie panie redaktorze? Co to za głupie gadanie „których mężowie i ojcowie walczą na froncie”? Zbadał Pan to, ilu takich jest w Toruniu? Czy w ogóle tacy są?