Robert Lambert na żużlowym szczycie. „To niesamowite uczucie, osiągnąć to na moim domowym stadionie”
Robert Lambert, na co dzień reprezentujący barwy klubu PRES-u Toruń, dokonał historycznego wyczynu, zdobywając na Motoarenie swój pierwszy tytuł Indywidualnego Mistrza Świata. W końcowej klasyfikacji cyklu Speedway Grand Prix zgromadził 162 punkty, wyprzedzając o zaledwie dwa punkty obrońcę tytułu, Bartosza Zmarzlika. Tuż po zejściu z podium Brytyjczyk odsłonił kulisy wielkiego sukcesu i zdradził, co tak naprawdę zadecydowało o złocie.
Szacunek dla Zmarzlika i ogrom pracy za kulisami
Droga Lamberta do tytułu obfitowała w ogromne emocje, zwłaszcza że jeszcze po popołudniowym sprincie przed finałowymi zawodami to reprezentant Polski objął prowadzenie w klasyfikacji generalnej.
Brytyjczyk zachował jednak chłodną głowę i w decydującym biegu finałowym pokonał Brady’ego Kurtza, Bartosza Zmarzlika oraz Patryka Dudka. Sukces ten jest spektakularny, zwłaszcza że zawodnik w pierwszej części sezonu musiał gonić czołówkę, a odrobienie 23 punktów straty wydawało się zadaniem niezwykle trudnym. Po zawodach Lambert nie krył ogromnych emocji i docenił klasę rywala z Polski:
– To było kompletnie nieoczekiwane. Za tym wszystkim stoi mnóstwo pracy za kulisami i przygotowania mentalnego. Jestem pewien, że Bartosz doskonale wie, ile to kosztuje, bo sam wielokrotnie był mistrzem świata. Mam do niego ogromny szacunek. Nadal to do mnie nie dociera i pewnie jeszcze przez kilka dni tak będzie. Jestem niesamowicie szczęśliwy – zaznaczył Lambert, który wspominał również, że początkowo jego celem na ten rok było jedynie utrzymanie w cyklu.
Czytaj także: Robert Lambert mistrzem świata! W Toruniu rozstrzygnęła się walka o złoto
Kluczem do złota okazała się znakomita, stabilna jazda w decydującej fazie rywalizacji. Lambert do swojej pogoni podchodzi jednak z dystansem i pokorą:
– Nigdy tego nie oczekiwałem, a tym bardziej nie planowałem, to po prostu wyszło naturalnie. Myślę, że jeśli coś takiego się dzieje, to po prostu tak musiało być. Oczywiście dotarcie tutaj wymagało ciężkiej pracy, ale jeśli wszystko idzie, to po prostu idzie, co było widać w tym roku – wyjaśnił nowy mistrz świata.
Żużlowa układanka i mistrzowska dojrzałość Lmberta
Wejście na absolutny żużlowy szczyt to także efekt sportowej i mentalnej ewolucji, jaką przeszedł w ostatnim sezonie. Lambert zwraca uwagę na rosnące doświadczenie oraz specyfikę dyscypliny, w której o sukcesie przesądzają najdrobniejsze detale:
– Jestem po prostu rok starszy, trochę bardziej dojrzały. Składa się na to wiele rzeczy i tak jak mówiłem wcześniej, żużel jest jak układanka. Jeśli brakuje kilku elementów, to nie idziesz do przodu. Tak to wygląda, a nam udało się wszystko poskładać w całość i sprawić, by działało – ocenił.
Czytaj także: Zaskakujący przewrót w Grand Prix. Lambert nowym liderem przed finałem cyklu w Toruniu
Przełamanie na toruńskiej Motoarenie
Finałowa runda miała dla niego szczególny wymiar. W całym sezonie triumfował łącznie w trzech turniejach – w Łodzi, Vojens oraz na Motoarenie. Zwycięstwo przed toruńską publicznością smakowało jednak wyjątkowo. We wcześniejszych latach zawody rangi Grand Prix na tym torze były dla niego pasmem rozczarowań:
– To niesamowite uczucie, osiągnąć to na moim domowym stadionie. Miałem w Toruniu słabe występy w Grand Prix i trochę pecha, więc przyjazd tutaj dzisiaj był trudny. Oczywiście wszyscy mówili, że moje występy w GP tutaj były fatalne, ale w lidze jestem w niesamowitym gazie. Przynajmniej dzisiaj byłem w stanie utrzymać równą formę, tak jak w lidze – podsumował Robert Lambert.


