Toruń świętuje dwa sportowe sukcesy mieszkańców
Mieszkańcy Torunia z sukcesami sportowymi, którymi warto się pochwalić. Trzej uczniowie toruńskich szkół średnich wyruszyli 15 czerwca z Międzylesia i po przejechaniu 2973 kilometrów przez pięć europejskich krajów dotarli do Barcelony. Za to Sławomir Wiśniewski, zastępca dyrektora MZD w Toruniu, zdobył Szczyt Lenina o wysokości 7134 m n.p.m w Pamirze.
Z Międzylesia do Barcelony na rowerach
Trzej uczniowie toruńskich szkół średnich, ZSMEiE oraz V LO, wyruszyli 15 czerwca 2026 roku z Międzylesia na wymagającą rowerową trasę do Barcelony. Ponieważ przed nimi było kilka tysięcy kilometrów i alpejskie przełęcze, wyprawa od początku miała charakter prawdziwego sportowego wyzwania, a trasa prowadziła przez pięć europejskich państw:
- Czechy,
- Austria,
- Włochy,
- Francja,
- Hiszpania.
Czytaj także: 18-latek z Torunia uciekał przed policją. Miał przy sobie narkotyki
Podróż nie obyła się bez trudności, ponieważ w Wenecji jeden z uczestników musiał zakończyć jazdę z przyczyn technicznych, choć do końca wspierał kolegów organizacyjnie. Pozostała dwójka nie poddała się, a 16 lipca 2026 roku, po przejechaniu 2973 kilometrów, dotarła do Barcelony.
Toruński wspinacz na Szczycie Lenina
Niemal równolegle z rowerowym maratonem swój cel osiągnął Sławomir Wiśniewski, zastępca dyrektora Miejskiego Zarządu Dróg w Toruniu, który wyruszył w góry Pamiru na pograniczu Kirgistanu i Tadżykistanu. Ponieważ zdobycie wysokogórskiego szczytu wymaga stopniowej aklimatyzacji, wspinacz spędził w górach 12 dni, zdobywając po drodze Pik Juchina (5130 m n.p.m.) oraz Pik Razdzielnaja (6148 m n.p.m.), zanim 18 lipca 2026 roku stanął na Szczycie Lenina o wysokości 7134 m n.p.m.
Czytaj także: Pościg pod Toruniem. 24-latek usłyszał zarzuty i trafił do aresztu
Jest to wyjątkowe osiągnięcie, ponieważ statystyki udanych wejść na ten wierzchołek sięgają zaledwie około 20 procent, a wyprawę dodatkowo obciążały trudne warunki pogodowe oraz świadomość tragicznej historii szczytu, w tym katastrofalnej lawiny z 1990 roku. Mimo tych zagrożeń Wiśniewski bezpiecznie zrealizował swój cel, choć po drodze był świadkiem dramatycznej akcji ratunkowej innego polskiego alpinisty w obozie 3.


