Uciekli, ale muszą wrócić. Dima i Katia nie chcą być bohaterami, ale i tak nimi zostaną

Box1 Wiadomości
Fot. Łukasz Piecyk

O tej porze roku step nie jest romantyczny, nie ma po co tam wracać. Zimno co dnia, w nocy lepiej
spać przy kaloryferze, dziur w drogach przybywa, a gdy wieje, o mało głowy nie urwie. Kto
stamtąd w przedwiośnie trafił do Torunia, ten za stepem nie zatęskni. Ale trzeba wsiadać do
pociągu i wracać na wschód, bo ojczyzna wzywa – chłopców jak malowanych, dziewczyny
krasawice. Na wojnę – po śmierć.


Dima – nie jest zbyt wysoki, podczas komisji wojskowej zaszeregowano go jako potencjalnego czołgistę.
Ma drobne ręce, nosi luźne ciuchy, świetnie włada angielskim – dostał wezwanie. Ma niezwłocznie
stawić się w przypisanym do miejsca zamieszkania posterunku wojska lub innym najbliższym punkcie
poborowym ukraińskiej armii.

Katia – ma w sobie naturalny wdzięk – długie włosy, oczy jak u łani, smukłą sylwetkę, paznokcie w
kolorze trzewików… i spocone dłonie. To ona będzie zajmować się ciałami zamordowanych rodaków –
stwierdzi przyczynę zgonu, poda dowód, zrobi wpis do akt.

***

Ich życie podzieliło się już na zawsze na dwie części. Na przed i po wojnie. Niby potrafili się z nią
oswoić, oglądając codzienne relacje z frontu w Donbasie. Służyło tam w ciągu ośmiu lat działań
zbrojnych w sumie kilkaset tysięcy Ukraińców. Oni przywykli do ciężaru karabinu na ramieniu, do
okopów, bandaży, wycia syren, świstu pocisków. Większość z nich dziś już walczy na froncie. Bo to oni,
weterani, czwórkami prosto do piekła wysyłają rosyjskich najeźdźców. Czasem napiszą wiadomość do
rodziny, rzadziej do kolegów. Że żyją i wciąż walczą, że też zimno, jak to w stepie. I że jebać Putina.

– Co ze mnie za Kozak? Jako dziecko nie bawiłem się plastikowym karabinem, tylko latarką i latawcami. Pewnie dlatego znam się na serwisie sprzętu elektronicznego – krzywi się Dima, który pod Toruniem osiedlił się osiem miesięcy temu. – Mam dwadzieścia pięć lat, nie mam żony ani dzieci. Mam za to czternastoletnią siostrę, Daryę, z którą mama próbuje dostać się do Turcji. Nie mam z nimi od trzech dni kontaktu. Ostatni raz słyszeliśmy się, gdy dzwoniła, że wsiadają do pociągu w Wołgogradzie. Pewnie rozładował im się telefon… A tata? Tata nie żyje od dwóch lat. Zawał.

Dima dostał wezwanie poborowe w dniu, kiedy polski pracodawca zaproponował mu podwyżkę, byleby
tylko został na miejscu pracy. Przyjechał do Polski wyłącznie dla pieniędzy, bo dzięki nim rodzina w
Ukrainie mogła żyć na naprawdę dobrym poziomie. Parę lat i stać by ją było na kupno niewielkiego
mieszkania.

– Teraz śpię z komórką w dłoni, czekając na wiadomość od mamy albo siostry – dodaje Dima. – Nie myślę o niczym innym, tylko o nich, no i o wojnie. Lada dzień wracam do domu, zgłoszę się do wojska, choć boję się tak bardzo, że nie potrafię opanować drżenia głosu. Czekam tylko na sygnał, że mama i Darya są w Turcji. Tam już nic im się nie stanie.

Ukraina potrzebuje nie tylko mężczyzn – potrzebuje tych, którzy się mogą przydać. Płeć nie ma
znaczenia.

– Przed wojną pracowałam i studiowałam w Charkowie – mówi Kateryna Berezhanska, której ukraińsko-polską granicę udało się przekroczyć już drugiego dnia wojny. – Miałam ogromne szczęście, bo kiedy wybuchła wojna, byłam u mamy we Lwowie. O szóstej rano zadzwoniła do mnie przyjaciółka z płaczem i pytaniem „gdzie jesteś”. Mówię: śpię w domu. Dopiero po chwili zrozumiałam, co się stało. Że jest wojna, że strzelają i zabijają ludzi.


Kateryna Berezhanska jest patologiem sądowym. Miała lada miesiąc skończyć staż, który miał dać jej
uprawnienia do pracy w zawodzie.

– Czy to dziwne, że postanowiłam zostać patologiem? Czy kobieta pasuje do tego zajęcia? – uśmiecha się smutno Kateryna. – U nas w Ukrainie sporo kobiet jest patologami. Normalna praca. Nie dla każdego, ale za to pewna.

Na wojnie to już jednak nie takie normalne zajęcie. Bo teraz, jak nigdy, potrzeba takich właśnie rąk do pracy. Ojczyzna wzywa każdego, kto ze śmiercią ma obycie.

– Żeby przejść na granicę, czekałam łącznie szesnaście godzin, ale kiedy wreszcie dotarłam do rodziny w Toruniu, poczułam ulgę, ale niepełną – dodaje Kateryna. – Do przejścia granicznego doprowadziła mnie mama, była z nami też moja młodsza siostra. Kiedy mama miała pewność, że dostaniemy się do Polski, pożegnała nas i wróciła do Lwowa. Do babci… Obie postanowiły zostać. Czy uciekną? Nie, nie zrobią tego. Przestaliśmy już je nawet przekonywać.

Po dwóch tygodniach od dotarcia Kateryny do Torunia, przyszła do niej wiadomość od prowadzącego
staż: wracaj, jeśli chcesz zdobyć uprawnienia; przydasz nam się; wracaj natychmiast.
Kateryna wróciła – w pobliże dworca kolejowego we Lwowie, który dziś już nie wygląda, jak pierwszego
dnia rosyjskiej inwazji.

– Nie było ani jednego pociągu, w którym ktoś by nie stracił życia – zawiesza głos Kateryna. – Żeby się do niego dostać, ludzie są gotowi na wszystko. Są bójki, groźby, wybite zęby… Do każdego wagonu wchodzi tyle ludzi, że nie ma dosłownie jak się ruszyć. Matki przestały już próbować do nich się dostać. Mnóstwo małych dzieci zostało po prostu zagniecionych przez tłum.

Niewiele lepiej sytuacja wygląda przed granicą. Tam też dochodzi do przemocy, gróźb, czasem nawet
słychać pojedyncze strzały. Walka o życie ma zawsze najstraszniejsze oblicze.

– Cały czas myślę, jak mama i Darya sobie poradzą, jeśli zginę – zastanawia się Dima. – Poprosiłem polskiego kolegę, żeby w razie czego pomógł im znaleźć pracę w Toruniu. Zostawiam tu dla nich samochód i opłacony na pół roku z góry pokój, który wynajmowałem. Zawsze to coś na początek, no nie?

***

W chwili, kiedy oddajemy ten tekst do druku, Kateryna jest we Lwowie. Rozpoczęła pracę. Dima
przechodzi podstawowe szkolenie wojskowe. Na razie jest na liście rezerwistów czołgistów. Póki co
Ukraina ma więcej ludzi niż czołgów. Mama i siostra do dziś się nie odezwały.

– Jeśli ktokolwiek sądzi, że my się poddamy, jest w błędzie – te słowa wypowiedziała zarówno Kateryna, jak i Dima. – Ruscy żołnierze boją się naszych chłopaków. My walczymy o życie i wolność. Wygramy. To pewne. Chwała Ukrainie!

Tagged

3 thoughts on “Uciekli, ale muszą wrócić. Dima i Katia nie chcą być bohaterami, ale i tak nimi zostaną

  1. Sława Wam!
    Ludzie!
    Ukraińcy!
    Pokonacie Rosję!
    Zabijecie każdego mordercę,
    co założył mundur rosyjski i przyjechał zabijać.

  2. Ukraińcy.
    Polacy.
    Dokładnie wskazała cel!
    Katarzyna Górniak- tv tvn, dokladnie wskazała miejsce ukrywania się ludzi.
    Dokładnie pokazała elewację budynku,
    by nie było wątpliwości.
    Dla kogo?!
    Dla pilota?
    Dla rakiety?
    Wydalcie ją z Ukrainy.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.