Ukarana za reportaż? [OPINIA]

Opinie
Fot. Łukasz Piecyk

Poznajcie Basię Krzyżanowską. Ma siedemnaście lat, jest uczennicą IV LO w Toruniu, ma niezwykły dryg do dziennikarstwa a przede wszystkim kocha pomagać zwierzętom. Nie robi tego, by wrzucać do internetu swoje zdjęcia ze słodkimi psiakami i kotkami, ale stara się realnie pomagać czworonogom, zwłaszcza tym, które pomocy potrzebują najbardziej – schorowanym, porzuconym, starym, zaniedbanym. Kiedy więc Basia przyniosła do naszej redakcji reportaż o starych psach ze schroniska dla zwierząt, które z powodu wieku mają marne szanse na adopcję, nie mieliśmy wątpliwości, że taki materiał na naszych łamach znaleźć się powinien. Choćby dlatego, żeby poruszyć serca Czytelników, którzy nie zawsze zdają sobie sprawę, jaki los czeka psich emerytów. Materiał przygotowany został przez początkującą dziennikarkę bardzo solidnie. Nie stawiał nikomu zarzutów, nie zrzucał winy na kogokolwiek, nie pokazywał ludzkiej bezduszności. To był tekst o smutnym losie, zapomnieniu i beznadziei. Poruszający, wzruszający i przede wszystkim prawdziwy.

Rzadko zdarza się, aby młody człowiek potrafił tak głęboko wczuć się w los zwierzęcia. Jeszcze rzadziej, aby tak bardzo się zaangażował w próbę – wydawałoby się beznadziejną – poprawy losu niechcianych, starych psów. Gratulowaliśmy Basi tego materiału. Tak właśnie zdobywa się w zawodzie dziennikarza pierwsze, najlepsze szlify.

REKLAMA

Tymczasem Basia za swoje zaangażowanie została ukarana. Szefowa toruńskiego schroniska dla zwierząt tuż po publikacji materiału na naszym portalu zażądała naniesienia poprawek, z których miało wynikać, że los toruńskich psich seniorów jest o wiele lepszy, niż ich odpowiedników w innych częściach Polski. Ze słów pani kierownik schroniska mogliśmy wywnioskować, że starym psom rzeczywiście trudniej jest znaleźć nowy dom i problem dotyczy w zasadzie całej Polski, z wyjątkiem toruńskiego schroniska. Być może przeszlibyśmy nad sprawą jedynie z należytym zdziwieniem. Kiedy jednak po publikacji materiału w wydaniu papierowym „Tylko Toruń” Basia została przez kierowniczkę schroniska oskarżona o działanie na jego szkodę i usunięta z grona wolontariuszy, uznaliśmy, że należy wziąć młodą dziennikarkę w obronę. Tym bardziej, że to właśnie publikacja na łamach „Tylko Toruń” miała być przyczyną odsunięcia wolontariuszki od pracy z czworonogami. Styl, w jakim potraktowano Basię, również pozostawiał wiele do życzenia. „Dyscyplinarna” rozmowa z siedemnastolatką miała zostać nagrana. W jej trakcie padły też liczne oskarżenia o brak profesjonalizmu dziennikarskiego (jakby można oczekiwać go od licealistki, a szefowa schroniska dla zwierząt była osobą do tego uprawnioną), nielojalność i chęć naruszenia dobrego imienia toruńskiego schroniska.

W obronie córki stanęła jej matka, która kilkukrotnie prosiła panią kierownik o przywrócenie Basi do grona przyjaciół schroniska. Gdy jednak nie przyniosły one rezultatu, złożyła na kierowniczkę skargę do Urzędu Miasta Torunia, oraz skierowała sprawę do prokuratury (postępowanie nie zostało wszczęte). Szefowa schroniska zaangażowała w sprawę adwokata, który ma bronić jej interesów. Sytuacja zrobiła się bardzo poważna.

Znając dobrą opinię o toruńskim schronisku, w którym dobrostan podopiecznych stoi na pierwszym miejscu a zaangażowanie całego personelu jest nie do podważenia, próbowałem kilkukrotnie skontaktować się z szefostwem schroniska. Jeździłem tam osobiście, telefonowałem. Po miesiącu starań, doczekałem się wreszcie rozmowy telefonicznej z Agnieszką Szarecką, kierowniczką toruńskiego schroniska. Jedyne, czego się dowiedziałem, to zapewnienie, że Basia z grona wolontariuszy schroniska usunięta została nie z powodu materiału na łamach „Tylko Toruń”. Z jakich? Nie wiadomo.

Rzecz jasna szefowa schroniska ma prawo wybierać wolontariuszy według swojego uznania, to jej święte prawo. Trudno mi jednak łącząc fakty uwierzyć, że tekst młodej dziennikarki był bez znaczenia przy podejmowaniu tej decyzji. Jeśli tak, stała się rzecz niedobra, niedopuszczalna. Odpowiedzialność za tekst ponosi nie tylko autorka, ale i wydawca, redaktor naczelny. Jeśli znalazły się z nim jakiekolwiek nieprawdziwe informacje, nieścisłości, naszym obowiązkiem jest je sprostować – to przecież normalna praktyka w mediach kierujących się właściwą etyką zawodową. Nie mamy problemu z przyznaniem się do pomyłki, do przeprosin. Jeśli jednak młody, początkujący dziennikarz spotyka się z represjami tylko dlatego, że zaangażował się w pomoc niechcianym, schorowanym zwierzętom, redakcja ma obowiązek wziąć go w obronę.

Nie zamierzam namawiać kierowniczki toruńskiego schroniska do przywrócenia Basi do grona wolontariuszy. Nie chcę też jej bezpodstawnie oskarżać, bo wiem, że jest ona, podobnie jak Basia, całym sercem zaangażowana w pomoc czworonogom. Zwracam się jednak z apelem, aby nie doszukiwać się ataków tam, gdzie ich nie ma. I nie odgrywać się nad słabszym, bo żadna to satysfakcja upokorzyć i zmusić go do płaczu. Czasem serce trzeba mieć nie tylko dla zwierząt. Dla ludzi też.

88 thoughts on “Ukarana za reportaż? [OPINIA]

  1. A to ciekawe. A ta kierowniczka to finansuje to schronisko, czy może schronisko ją? Niech odpowie by czytelnicy, ktòrzy schronisko utrzymują wiedzieli. A do tej kierowniczki to trudniej się dziennikarzowi dostać niż do Prezydenta miasta a nawet do Posła na Sejm RP? Ciekawe, prawda czytelnicy? A ten Łukaszenka, to też przypadkiem nie był kierownikiem? Eee…ch..

    1. Jestem wolontariuszką w schronisku.W ostatnim czasie większość starych psiaków znalazła dom. Z wieloletniego doświadczenia wiem, iż smutny obraz zwierzaków nie służy schronisku i tak oceniam artykuł Basi. Każdy wolontariusz jest na wagę złota, ale pracujemy w grupie, musimy być zgrani i skoro coś szkodzi schronisku, patrz: zwierzakom , to nie ma opcji, żeby się to tolerować. Przykro nam z powodu Basi, ale to nie miejsce na samowolkę.

      1. “skoro coś szkodzi schronisku, patrz: zwierzakom , to nie ma opcji, żeby się to tolerować. Przykro nam z powodu Basi, ale to nie miejsce na samowolkę.”

        Twoja wypowiedź potwierdza hipotezę, że przyczyną zakończenia współpracy z wolontariuszką była jej wypowiedź medialna.

        1. Wolontariusze, pracownicy i szefostwo jest zdania, iż treść artykułu, wzbudzająca litość i żal nie służy dobrze takim miejscom. Nie zachęca do odwiedzin i adopcji. Nie opowiadamy o naszych emocjach mediom,bo to nie jest dobra promocja schroniska.

          1. Przez ryzyko usunięcia z wolontariatu wolę pozostać anonimowa. Proszę nie wypowiadać się za wszystkich wolontariuszy ponieważ nie każdy ma takie samo zdanie jak szefostwo. Nawet jeśli artykuł w jakiś sposób się nie spodobał to chyba zbyt dużą karą było wyrzucenie młodej dziewczyny z wolontariatu. Wychodzi na to, że albo zgadzasz się z p. Szarecka albo robisz wypad.

    2. Schronisko prowadzi prywatna firma. Kierowniczka schroniska jest właścicielem tej firmy. Nie jest to jednostka budżetowa Urzędu Miasta.

      1. Pierwszy obrońca najswietszej kierowniczki schroniska jak zawsze w gotowości.
        To juz drugi przypadek – przynajmniej o którym wiem- gdzie brak profesjonalizmu wychodzi przez wyrzucenie wolontariusza, bo tak się komuś podoba.
        I co z tego, że schronisko prowadzi prywatna firma skoro miliony złotych idą z budżetu miasta? Czyli też moich pieniędzy.
        Szkoda dziewczyny, mam nadzieję, że zmotywuje ją to bardziej do działania na rzecz zwierząt bez ciągłego widoku hajsu przed oczami, jak większość “prozwierzęcych” firm i fundacji w Toruniu ma to w zwyczaju. Najważniejsze, że wszystko na kocie się zgadza.
        Na szczęście niedługo już kolejny przetarg.

        1. Jak zwykle kieszonkowy intelekt. Było pytanie, więc odpowiedziałem. Już nie raz pokazałeś, że nie bardzo wiesz o czym piszesz. Typowy ignorant.

      2. Panie Piotrze, opieka nad bezdomnymi zwierzętami jest zadaniem wspólnoty samorządowej, którą stanowią mieszkańcy gminy.

        W związku z polityką organu zarządzającego gminy (outsorcing) – dbanie o wspólne dobro, jakim są bezdomne zwierzęta, jest traktowane jako działalność gospodarcza, prowadzona przy użyciu mienia gminy (nieruchomości i wyposażenia schroniska dla bezdomnych zwierząt).

        1. Dokładnie tak. O tym właśnie pisałem. Ktoś zapytał jak finansowane jest schronisko, więc odpowiedziałem. Nie będę odnosił się do treści artykułu. Nie znam powodów zwolnienia wolontariusza.

          1. Stawiam więc kropkę nad “i” – to nie jest zwyczajna działalność gospodarcza.

            BTW relacje wolontariuszy z gminą oraz z operatorem schroniska powinny być sformalizowane, tak jak ma to miejsce w Warszawie.

  2. Szok. Jak można tak potraktować wolontariuszkę, która wkłada całe swoje serce w tę ciężką, wolontarystyczną pracę? Basia nie poddawaj się. Tacy wolontariusze to skarb. Szkoda, że szefostwo schroniska nie potrafi takiego skarbu docenić.

    1. A co ma w takim razie zrobić szef, jeśli wolontariusz jego zdaniem szkodzi placówce, którą prowadzi? Placówce, która ma dobrą opinię i wolontariat na wysokim poziomie (wg fachowców)?

      1. Zapytać o radę reprezentację wolontariuszy? O ile się nie mylę, osoby wspierające schronisko powołały stowarzyszenie.

        W Warszawie sprawy dyscyplinarne wolontariaszy rozpatruje rada wolontariuszy.

        BTW w tamtejszym regulaminie wolontariatu brak takiego przewinienia, jak publiczna wypowiedź na temat obiektywnie kiepskiego losu starych psów.

        Od strony PR większe ryzyko dla podmiotu prowadzącego działalność gospodarczą powodują uprawnione publiczne próby analizowania sposobu realizacji zadania gminy, niż przejście nad publikacją do porządku dziennego. Nie potrafię sobie wyobrazić, jaki negatywny wpływ mógłby mieć artykuł na treść specyfikacji istotnych warunków zamówienia w przetargu na prowadzenie schroniska.

  3. Najwidoczniej za dużo dobrych wolontariuszy… Oby kolejny przetarg na prowadzenie schroniska wygrał ktoś inny. Mam nawet swój typ, ale o tym może innym razem.
    PS. Pomoc przyda się chociażby w schronisku Disel.

    1. Oj nie trzeba być Einsteinem, żeby rozpoznać większość autorów komentarzy. Czytamy to i piszemy chyba tylko “wy” i “my”. Ktoś jeszcze nas czyta?

    2. Dobry wolontariat w schronisku polega na ścisłej współpracy. Wolontariusze pracują wg zaleceń pracowników, wśród których są weterynarze, technicy weterynarii i zoopsycholodzy. Za całość pracy odpowiedzialna (również prawnie) jest Pani Szarecka.

  4. Poniżenie, bezprawne ograniczenie praw obywatelskich tej dziewczyny, młodego człowieka-to sprawa na proces przed sądem. Kto sprawuje nadzòr nad tym schroniskiem?

  5. Szkoda, że p. A.Szarecka nie chce wyciągać całej prawdy o pannie wolontariuszce. Tu nie chodziło o ten mijający się z prawdą artykulik, to sprawa dużo poważniejsza. Wolontariat to odpowiedzialność, a nie czułostkowość i mizianie.

  6. „Znając dobrą opinię o toruńskim schronisku, w którym dobrostan podopiecznych stoi na pierwszym miejscu a zaangażowanie całego personelu jest nie do podważenia”.
    Sposób w jaki Basia została potraktowana i fakt jej odsunięcia od pracy wolontariusza niestety tą tezę podważa. Jak można próbę zwrócenia uwagi na trudną sytuację psich seniorów określić „chęcią naruszenia dobrego imienia toruńskiego schroniska”? Mało jest młodych ludzi z tak ogromnym sercem do zwierząt i tak oddanych sprawie. Takie Basie kierownictwo powinno po rękach całować za to, że są, że chcą. Bez takich Baś schronisko by utonęło, a cała masa porzuconych bid razem z nim. Brak słów…
    Basiu, jesteś wspaniała, rób dalej swoje!

    1. Pracuję w schronisku od lat i zapewniam, iż artykuł niczego nie podważa, ponieważ prezentuje tylko punkt widzenia jednej strony. To nie jest rzetelne dziennikarstwo.

  7. “czułostkowość i mizianie”? Nie za dużo sobie pozwalacie w tym schronisku wobec młodzieży? To jest schronisko dla zwierząt, czy może schronisko “etatowe” dla kilku osòb? To jak to jest tam z wami?

  8. Konkrety na stòł! Ile godzin rocznie przepracowują w schronisku wolontariusze? Odpowiedz kierowniczko, byle zgodnie z dokumentami. Jaka jest wartość ich pracy? Niech wszyscy rodzice poznają prawdę. A może wy tam, w schronisku chcecie kontroli społecznej? To ile, ile godzin rocznie kierowniczko, przepracowują dla was wolontariusze? Karty na stòł.

    1. Jestem wolontariuszką i przepracowuję w schronisku kilkadziesiąt godzin w tygodniu i nigdy do głowy mi nie przyszło obnosić się z tym. Na tym polega wolontariat

  9. Wydaje się, że obecna formuła kierowania schroniskiem-wyczerpała się. Zmiany, zmiany, zmiany. Może, następująca formuła: Rada schroniska(np. rodzice wolontariuszy) i kierownik schroniska,.podlegający Radzie. Co na to osoby zainteresowane?

    1. Opieka nad bezdomnymi zwierzętami powinna być prowadzona przez samorządową jednostkę organizacyjną. Wtedy okazałoby się, ile to powinno kosztować.

      Schronisko na Paluchu sformalizowało swoje relacje z wolontariuszami. M.in. dokładnie wiadomo, jakie zachowania dyskwalifikują wolontariusza.

    2. A co rodzice wiedzą o zarzadzaniu schroniskiem? O potrzebach zwierzat porzuconych, chorych, starszych? Kto zWas wie na czym polega wolontariat w schronisku? Kto z Was był wolontariuszem?
      Chyba nikt z Was hejtujących….

    3. Jestem wolontariuszką i przepracowuję w schronisku kilkadziesiąt godzin w tygodniu i nigdy do głowy mi nie przyszło obnosić się z tym. Na tym polega wolontariat

  10. Wolontariuszem jest ten, kto dobrowolnie i świadomie oraz bez wynagrodzenia angażuje się w pracę na rzecz osób (w tym przypadku zwierząt), organizacji pozarządowych, a także rozmaitych instytucji działających w różnych obszarach społecznych.
    Wolontariat powinien przynosić satysfakcję, spełnienie swoich motywacji, zyskując nowych przyjaciół i znajomych, zdobywać wiedzę, doświadczenie i nowe umiejętności, a nie być obozem pracy, za którą nikt nie powie nawet, dziękuję, wręcz przeciwnie zacznie wymyślać i narzucać nowe obowiązki.
    Wolontariuszom zależy na dobru zwierząt, a Pani kierowniczka skrzętnie to wykorzystuje.
    Pani kierownik wygląda na to, że się już wypaliła, potrzeba świeżości na tym stanowisku.
    Ludzie pracujący w schronisku mają wielkie serca i są pełni poświęcenia tak samo jak wolontariusze (których Pani kierownik chce najwyraźniej odstraszyć). Basia napisała dziesiątki pięknych opisów psów ukazujących je z jak najlepszej strony i została ukarana za artykuł, który nie miał na celu w żaden sposób atakować schroniska, ale widocznie Pani kierownik ma skłonności do nadinterpretacji i znajduje swoje błędy w miejscach, gdzie ich nie ma i obraża za to innych.
    Torunianie są zaangażowani w sprawy schroniska i w żadnym mieście nie spotkałem się z tak wysokim zainteresowaniem lokalnej społeczności o los zwierząt. Nie każdy może adoptować psa, ale bardzo chętnie pomagają w bieżących potrzebach schroniska. Gdy schronisko ogłosi jakąś akcję zbiórki, odzew ludzi jest wręcz natychmiastowy. Fajnie jak by Pani Szarecka nie zepsuła reputacji schroniska przez własne kompleksy.

    1. Dość to niespójne, dobra opinia o schronisku to zasługa ludzi tam zaangażowanych i pracujących. Instytucję prowadzi Pani Szarecka.To chyba dobrze je prowadzi, skoro placówka ma dobrą opinię.

  11. Jak widać, z panią kierownik coraz gorzej… Ktoś tu zapomniał, co jest siłą napędową tego schroniska. To ja może przypomnę. WOLONTARIAT! Skąd tak wysoki współczynnik adopcji? Skąd woda w miskach i względnie suche posłanie? Spacery… Zapraszam do schroniska bez wolontariatu. Blisko, bo w Węgrowie pod Grudziądzem. Jeżeli nadal tak się będzie działo, to toruńskie schronisko podzieli los tego z Węgrowa… A właśnie. Czy ja przypadkowo nie widziałam ostatnio u Was byłego pracownika z Węgrowa? Może on wam opowie, jak wygląda schronisko bez wolontariatu…

  12. Poproszę o link do artykułu. Wielokrotnie byłam w schronisku szukając psa do adopcji. Mój wniosek z tych wizyt? Prezydent powinien zainteresować się działalnością Schroniska, przede wszystkim sposobem zarządzania. Mam nadzieję, że leży mu na sercu dobrostan zwierząt. A poza tym, przecież za to płaci więc musi wiedzieć na co idą pieniądze. My też chcemy wiedzieć.

  13. Cieżko jest mi Sobie wyobrazic jak czuje sie ta wspaniała młoda osoba. Własnie przez takich ludzi jak Pani kierownik młodzi ludzie niechca sie w nic angazowac. Mam nadzieje Basiu ze nikt nie podcioł Twoich skrzydeł, a chęć pomocy jest silejsza niz jakas (…) na nieodpowienim miejscu.Kazdy człowiek ma prawo do własnej opini, szkoda ze najwidoczniej by byc wolontaruszem trzeba byc zaprogramowanym robotem. Nawet jesli Pani kierownik poczuła sie tak bardzo urażona to jest jeszcze cos takiego jak dialog. Przykra sprawa. Basiu, trzymaj sie pamietaj ze dobro mozesz czynic gdziekolwiek indziej.

  14. Jakiś czas temu podesłałam ten “szkodliwy” artykuł osobie, której sugerowałam zastanowienie się nad adopcją psiego seniora, bo dla mnie promował on w y ł ą c z n i e starsze psy, którym trudniej znaleźć nowy dom. Jakbyśmy nie zaklinali rzeczywistości, musiał być po części smutny, bo taki niestety jest los bezdomnych zwierząt, niezależnie od tego, jak dobrze się nimi zajmujemy. À propos komentarzy “mizianie” to również część relacji z psami. Jedni mają do tego predyspozycje inni nie. Warto uzupełniać się możliwościami i kompetencjami. Szkoda jednak, że niepotrzebne, ludzkie emocje wzięły górę, zwłaszcza w instytucji, w której to emocje zwierząt powinny być na pierwszym miejscu, a ludzi jednoczyć wokół działań na rzecz poprawy ich losu.

  15. Znając rzetelność i efektywność pracy nie tylko dyrektor toruńskiego schroniska, ale również wolontariuszy – trudno mi uwierzyć w złą wiarę zespołu tej placówki. Bardzo proszę o opublikowanie, choćby do wglądu, pierwotnej wersji artykułu. Dopiero wtedy będziemy mieli możliwość oceny jakie błędy popełniono i jak rażące one były.
    Przede wszystkim jednak – za treści wrzucane na portal odpowiada redaktor naczelny. To jemu powinno być wstyd, że dopuścił artykuł z błędami merytorycznymi do publikacji. To do niego dziewczyna – początkująca dziennikarka – może mieć pretensje. Przerzucanie odpowiedzialności za błędy nowicjuszki na dyrektor schroniska jest absurdalne i tylko potwierdza wasz brak kompetencji.

    Nie ma nic złego w popełnianiu błędów na tak wczesnym etapie – jednak w tym przypadku to redaktor naczelny powinien był wychwycić nieprawidłowości w tekście. Zawsze musi, bo to on bierze odpowiedzialność za publikowane treści. Do autorki – nie bój się nic, rób dalej co robisz. Ta przygoda Cię tylko wzmocni. Pamiętaj tylko, by wymagać nie tylko od siebie, ale też od innych.

  16. Samowola kierowniczki jest niedopuszczalna! Firma jest działalnością gospodarczą dla zysku. Rejestracja godzin wolontariatu to żadna łaska. Praca wolontariuszy to przeliczalna finansowo korzyść na rzecz firmy, działalności gospodarczej. Wolontariusze są chronieni prawem. Kierowniczka to nie jest jednoosobowy sąd i egzekutor. Należy to schronisko kontrolować społecznie. Kierowniczka, jeśli ktoś nie wie, nie jest żadną władzą. A rada schroniska, np. rodzicòw wolontariuszy? Tak, rodzice mają prawo kontrolować, kto i jak korzysta z pracy ich dzieci! To żadna łaska. Proszę zapamiętać: wolontariusz nie jest pracownikiem schroniska! Wolontariusz w schronisku wykonuje zadania gminy!

    1. Proponuję wczytać się w umowę operatora schroniska z gminą. Jednym z warunków umowy jest jakiś quasi-nadzór nad schroniskiem, prowadzony przez organizację społeczną. Odpowiedni mechanizm istnieje.

      Są też bardzo dorośli wolontariusze. Rada Rodziców byłaby dość niepraktyczna 🙂

      1. Rzeczywistym nadzorem jest urzędnik kontrasygnujący decyzje kierowniczki a ona wtedy podlega urzędnikowi. Ralizuje ona bowiem zamòwienie-obwiązek ustawowy gminy. Rada rodzicòw nie zajmuje się schroniskiem ale pieczą nad wolontariuszami niepełnoletnimi. Przypomnę, że rodzice powierzają dzieci kierowniczce schroniska. Tymczasem ona robi z wolontariuszami co chce, nawet drastycznie karze, według zasad jakie… na tylko w głowie! Na to rodzice nie mogą pozwolić wobec swoich dzieci!

  17. By nie było żadnych wątpliwości. Za wolontariuszy w sensie prawnym, za ich pracę na rzecz gminy, na rzecz zadań własnych gminy-czyli obowiązku ustawowego-odpowiada Prezydent Torunia. Odpowiada?! Właśnie widzimy jak odpowiada. BEZOBJAWOWO !

    1. GJK – nieprawda. “Za wolontariuszy w sensie prawnym, za ich pracę na rzecz gminy, na rzecz zadań własnych gminy-czyli obowiązku ustawowego-odpowiada Prezydent Torunia” – proszę zapoznać się z ustawą o wolontariacie. To co pan (lub pani – proszę się przedstawić) pisze na temat wolontariatu jest nieprawdą. Prezydent tak naprawdę tylko 2 razy był w schronisku. Raz jak schronisko otrzymywało nagrodę RSPCA i drugi jak jego urzędnicy sklecili niezgodny z prawem przetarg na prowadzenie schroniska i trzeba było się wizerunkowo ratować. Nie bardzo więc się interesuje tym co tam się dzieje. Myślę, że na zmiany w toruńskim schronisku trzeba będzie poczekać, aż zmieni się prezydent. Póki co to wszystko pobożne życzenia i fantazje. Nie trzeba wymyślać żadnych rad ani innych organów nadzorujących pracę schroniska. Widziałem, i znam sposób pracy wielu schronisk w Polsce i są gotowe, sprawdzone rozwiązania. Wystarczy się po nie schylić. Ale to pewnie dopiero przy nowym prezydencie.

      1. Dobrze upublicznioną petycję z założeniami programu i licznymi podpisami można sporządzić już teraz. Ze względów wizerunkowych organ zarządzający raczej będzie musiał się do niej odnieść. Po zaadresowaniu petycji również do rady gminy – można też będzie poznać stanowisko organu stanowiącego. Być może będzie łaskawsze, skoro na horyzoncie rysuje się ryzyko sporych zmian po kolejnych wyborach samorządowych.

        1. Petycje i liczenie na łaskę to do Kròla czy Cesarza. Prezydentowi czy radzie stawia społeczeństwo żądania-umotywowane prawnie-realizacji interesòw mieszkańcòw. A ci, mają obowiązek ich realizacji! Jeśli potrafią rzecz jasna.

      2. Petycje i liczenie na łaskę to do Kròla czy Cesarza. Prezydentowi czy radzie stawia społeczeństwo żądania-umotywowane prawnie-realizacji interesòw mieszkańcòw. A ci, mają obowiązek ich realizacji! Jeśli potrafią rzecz jasna.

      3. A jednak tak jest! Za całość zlecenia opieki nad zwierzętami w gminie, chociaż wyręcza się jakąś firmą, odpowiada Prezydent. Za realizację ustawy o wolontariacie, za opiekę nad niepełnoletnimi wolontariuszami, za przestrzeganie innych przepisòw w trakcie realizacji zlecenia-odpowiada Prezydent.

  18. Pan “Maciej Gajdzik”. Jak widać Pan “Piotr Korpal” skłamał. W zasadzie to Pan to wykazał, a ja to twierdzę. Wyżej, ktoś “My” napisał: “Prezydent powinien…”. Daremny postylat. Jest w Toruniu więcej zadań własnych, dla realizacji ktòrych Prezydent powinien powołać odpowiednie jednostki organizacyjne i zatrudnić pracownikòw. Dlaczego tego nie robi od lat, od wieeelu lat? A zamiast tego, przez przetargi, zleca to firmom prywatnym? Odpowiedż: BO NIE POTRAFI ! Lepiej zlecić to innym…

    1. IMHO u źródła leży problem za krótkiej kołdry. Pytanie komu należałoby odebrać środki z budżetu gminy, aby sfinansować sensowne podejście do problemu bezdomnych zwierzęt (jakie koszty gminy mogłby mieć mniejszy priorytet).

      A sensowne podejście (miejski program opieki nad bezdomnymi zwierzętami) to nie tylko humanitarna opieka, ale także znakowanie i sterylizacja populacji psów i kotów. Dopiero wtedy stopniowo zmniejszy się liczba bezdomnych zwierząt. Sposobem na zachęcenie właścicieli do znakowania i sterylizacji mogłoby być przywrócenie podatku za psy oraz ulgi dla właścicieli zwierząt oznakowanych i wysterylizowanych. Nie miałoby też sensu przyjmowanie do schroniska zwierząt z gmin, które nie stosują znakowania i sterylizacji (alternatywnie – należałoby pobierać opłaty stosowne do kosztu zapewnienia zwierzęciu pełnego dobrostanu, zaczynając od czterech spacerów dziennie i wsparcia behawiorysty :).

      W Warszawie dało się coś podobnego zorganizować.

      1. O tym wszystkim Prezydent Michał Zaleski doskonale wie. Apeluję o to od wielu lat. Niestety są pieniądze na inne wydatki, a na zwierzęta nie. Ostatni ograniczane są również środki na sterylizację kotów środowiskowych, co skutkuje nadmiernym rozrostem populacji.

        1. Kolejne wybory samorządowe w 2023 r. Może organizacje miłośników zwierząt mogłby już zacząć pytać przedstawicieli trzech kontrolujących radę gminy stronnictw o znakowanie i sterylizację zwierząt?

          1. Ale po co znowu partie, stronnictwa a więc stronnicy?! Głosować tylko na osoby bezpartyjne.

        2. No właśnie. Ale o to właśnie chodzi-by zapewnić “dostawę towaru” do schroniska. Podobnie jest ze “skupem” zwierzakòw z innych gmin. Niech się biznes “kręci”. Ale o tym sza…..

    2. Proszę przytoczyć miejsce, w którym skłamałem. Proszę też przedstawić się imieniem i nazwiskiem. Bardzo odważnie jest kogoś oskarżać o kłamstwo pozostając anonimowym.

  19. Strach pomyśleć jak wyglądałoby schronisko dla zwierząt w naszym mieście, gdyby nie środki z budżetu obywatelskiego. To, co powinno być niejako “bonusem” staje się niemal podstawą funkcjonowania tak ważnego ośrodka.

  20. Ach, jeszcze pytanie do Pana Autora. Czy sytuacja z artykułem Pańskich dziennikarzy dotyczącym starej Kotłowni nic Pana nie nauczyła? To Pan jest redaktorem naczelnym! A nie dyrektorka schroniska.

    1. Przypominam tylko, że nikt oficjalnie nie zakwestionował rzetelności artykułu/reportażu/materiału prasowego Basi, żądając sprostowania opisanych faktów. Brak też oświadczeń o przyszłych pozwach z powodu naruszenia dóbr osobistych operatora schroniska.

      Jakkolwiek warto by uzyskać od redaktora naczelnego “Tylko Toruń” wyjaśnienie, w jakim zakresie został zmieniony “kontrowersyjny” artykuł oraz jakie były okoliczności tej zmiany.

      1. Artykuł zmieniony na skutek interwencji, winien mieć zaznaczone “wycinki” w formie nawiasòw z wykropkowaniem-(…), oraz podanie przepisu z prawa prasowego. Wcześniej jednak, należy opublikować interwencję kierowniczki schroniska do redakcji i to w formie pisemnej.

  21. Definicja wg Polskiego Centrum Wolontariatu brzmi:
    “Wolontariusz to osoba, która dobrowolnie i bez wynagrodzenia angażuje się w pracę na rzecz organizacji pozarządowych. Wolontariat zaś to działalność podejmowana na rzecz innych, wykraczającą poza więzy rodzinno-koleżeńsko-przyjacielskie”

    Tyle definicje…
    Niektórzy z komentujących zdają się nie dostrzegać, że można robić coś “na rzecz” dla samej przyjemności wykonywania tej czynności. Można również angażować własne środki w różne akcje absolutnie anonimowo, nie oczekując poklasku ani zwrotu części podatku (tak jest o wiele przyjemniej)…. można to robić z dumą, wielką radością i pewnością, że są one dobrze zagospodarowane. Najważniejsza cecha wolontariatu to DOBROWOLNOŚĆ. Instytucje takie jak schroniska dla zwierząt wolontariatem stoją, to oczywiste. Jest tak dlatego, że Państwo Polskie nie realizuje swoich zadań nie tylko wobec bezbronnych zwierząt. Dotyczy to opieki długoterminowej, hospicjów, przedszkoli, żłobków, DPSów, całej służby zdrowia. Obarczanie winą samorządu i Pana Prezydenta jest nieporozumieniem! Za rządów obecnej ekipy dokonał się niebywały, nieprawdopodobny, niespotykany w 30 letniej historii niepodległej Polski skok na samorządową kasę! Jeśli brakuje na wszystko to trudno spodziewać się, że akurat znajdą się pieniądze na instytucje, które dzięki zaangażowaniu kierowników, pracowników i ludzi dobrej woli jakoś funkcjonują. A toruńskie Schronisko funkcjonuje na tyle dobrze, że zdobywa laury i jest oceniane jako jedno z lepszych w kraju. Zasady finansowania i precyzyjny regulamin wydatkowania środków otrzymywanych z Urzędu Miasta niejednokrotnie na wielu forach bardzo czytelnie przedstawiał pan Piotr Korpal. Pamiętając walkę o Schronisko sprzed 2-3 lat w jego obecnej formie, która zjednoczyła wszystkie formacje polityczne i wiele środowisk mam przekonanie, źe toruńskim samorządem kieruje człowiek, któremu los podopiecznych schroniska leży głęboko na sercu, ale wszystko co w tej sytuacji może zrobić to zapewnić spokój funkcjonowania tej instytucji. Wielokrotnie wskazywane jako punkt odniesienia schronisko na Paluchu wydaje się być przywoływane mało fortunnie. To “kombinat”. Obecnie samych psów mają tam pod opieką ponad 1000 wobec 130 w Toruniu. Nie ulega jednak kwestii, że można stamdąd dobre wzorce bezpośrednio przenieść, a niektóre zmodyfikować. I to się właśnie w toruńskim schronisku dokonuje.

    To w kwestii pobocznego wątku dyskusji nt. wolontariatu jako takiego.
    Ta bogata wymiana komentarzy jest wynikiem jednak czegoś innego.
    Chciałbym wyjaśnić, że to nie treść “artykułu” była powodem pożegnania się Basi z wolontariatem w schronisku. Intencje jakie przyświecały młodej dziennikarce z całą pewnością były jak najlepsze. Jednak to co wyszło spod jej pióra to wyłącznie osobiste wrażenia, które nie mają nic wspólnego z faktami. Uwrażliwianie na ciężki los przedstawiony w formie jaką wybrała autorka jest materiałem dobrym na esej, książkę ale nie na reportaż, który z definicji ma rzeczywistość relacjonować, A NIE JĄ KREOWAĆ!. Marnie zaczyna swoją karierę dzienikarską młoda osoba opierając swoje teksty na konfabulacjach i nieprawdzie. Redaktor naczelny natomiast winien skrupulatniej sprawdzać publikowane w swojej gazecie teksty, zwłaszcza nieletnich dziennikarzy. Sama wymowa dyskutowanego artykułu zdaniem wielu osób pracujących w polskich schroniskach nie dość, że nie poprawia wyników adopcji psich seniorów to jeszcze ją pogarsza. To wynik wieloletnich obserwacji i statystyk. Gdy na ten fakt zwróciła Basi uwagę pani kierownik Szarecka prosząc o zaniechanie publikacji lub zmianę jej treści, spotkała się z kategoryczną odmową. To jawna niesubordynacja małoletniej wobec jej przełożonej! Strach pomyśleć w jakich jeszcze obszarach działalności schroniska mogło się coś podobnego wydarzyć! W zaistniałej sytuacji decyzja pani kierownik mogła być tylko jedna. Nikt nie odbiera komukolwiek prawa do wyrażania swoich poglądów, myśli, publikowania artykułów. Prawem kierownika schroniska jest jednak prowadzenie i kontrola polityki informacyjnej oraz decydowanie z kim i na jakich zasadach współpracuje.
    W kwestii “rady rodziców” – Schronisko to nie szkoła ani przedszkole! Uczestnictwo tutaj opiera się na pełnej dobrowolności, podobnie jak w klubach sportowych. Zasady są znane i proste. Jeśli ktoś ich nie akceptuje, nie przychodzi….

    1. Ojojoj…. ale się boicie nadzoru rodzicòw. …”podobnie jak w klubach sportowych”… ?Oj…”Jeśli ktoś nie akceptuje, nie przychodzi…” ? MOWY NIE MA ! Jak się nie podoba kontrola rodzicielska wobec własnych dzieci przez rodzicòw, prawa rodzicielskie, to … Wy nie przychodżcie. Kupcie sobie ziemię, wybudujcie budynki, wyposażcie je i tam… sobie przychodźcie!

    2. Marku, pozwolę sobie na kolejny głos ad vocem:

      1A. Dekoniuktura polityczno-gospodarcza samorządu dla terytorialnego rozpoczęła się nie wcześniej niż w 2016 r. Tymczasem obecny piastun organu zarządzającego gminy swoją funkcję pełni od 2002 r. Oczywiście w tym roku budżet gminy jest ekstremalnie napięty, w porównaniu np. z rokiem 2014. Wołanie o środki na rozwiązanie problemu bezdomnych zwierząt powinno skutkować refleksją na temat priorytetów wydatkowych gminy. Można się przy tym zastanowić, jaki ułamek kosztu wielkich miejskich inwestycji stanowiłby dobry gminny program opieki nad zwierzętami (10 x mniej niż łoży na to Warszawa, biorąc pod uwagę liczbę mieszkańców?).

      1B. Sposób zorganizowania przez władze gminy opieki nad bezdomnymi zwierzętami tworzy stan, w którym wolontariusze świadczą nieodpłatnie pracę na rzecz podmiotu prowadzącego działalność gospodarczą. Jednym z ryzyk może być tu pomysł fiskusa na opodatkowanie tego darmowego przychodu. Jeśli opieki nad zwierzętami
      nie wykonuje gminna jednostka organizacyjna (tylko podmiot gospodarczy), to przyszła pisemna umowa z wolontariuszem powinna jednoznacznie wskazywać, że wolontariusz świadczy swoją pracę na rzecz gminy (a nie – przedsiębiorcy zarządzającego schroniskiem).

      2. Przywoływane przeze mnie rozwiązania z Palucha pozostają bez związku z wielkością schroniska. Dobrze jednak, że obecne okoliczności staną się jakimś impulsem do podjęcia działań w kierunku uregulowania statusu toruńskich wolontariuszy.

      3. “To jawna niesubordynacja małoletniej wobec jej przełożonej!” – przy braku oparcia działalności wolontariuszy o jakiekolwiek pisemne procedury, trudno twierdzić, że kierownik schroniska jest przełożonym wolontariusza. Oczywiście kierownik zakładu jest uprawniony do wydawania poleceń osobom przebywającym terenie swojego zakładu (pracownikom – w zakresie ich obowiązków, pozostałym osobom – w zakresie porządkowym (np. nie straszyć psów, opuścić teren, nie śmiecić)). Wydaje mi się, że nie bez powodu jeden z wcześniejszych dyskutantów twierdził, że wolontariusze powinni stosować się do zaleceń (a nie poleceń) pracowników schroniska. W związku z dobrowolnie i nieodpłatnie świadczoną pomocą wolontariusze powinni być traktowani jak partnerzy – a nie podwładni.

      4. Problematyczny artykuł nie spowodował szerszej reakcji opinii publicznej, skoro brak pod nim komentarzy na portalu “Tylko Toruń”. Nie wiemy też nic o formalnych żądaniach sprostowania tego artykułu, skoro ma on zawierać treści niezgodne ze stanem faktycznym (domyślam się, że domaganie się wyliczenia niezgodności zostanie potraktowane jako rozdrapywanie ran, ale Norwid twierdził, że tak należy robić :). Powtórzę też, że moim zdaniem nie da się tego artykułu wykorzystać formułując istotne warunki zamówienia na prowadzenie schroniska, tak aby dyskryminować obecnego operatora schroniska.

      5. W mojej ocenie obu pierwotnym uczestniczkom sporu zabrakło empatii, elastyczności oraz być może refleksji, że problem należałoby rozważyć spokojnie, niespiesznie i być może w większym gronie (a tylko jedna z nich ma 17 lat). O sposobie rozstrzygania przewinień wolontariuszy w Warszawie pisałem wcześniej. W katalogu karanych przewinień brak jest krytycznych wypowiedzi wolontariuszy. Stałe wykluczenie ze współpracy jest najpoważniejszą karą (można więc domniemywać – że za najpoważniejsze przewinienia). Kary mogą być miarkowane, skoro – o ile pamiętam – możliwe jest też upomnienie oraz czasowe zawieszenie uprawnień wolontariusza. Tym sposobem na Paluchu ograniczają ryzyko zmarnowania kapitału społecznego, jakim jest zaangażowanie wolontariusza.

      1. Macieju,
        Z wieloma Twoimi spostrzeżeniami nie sposób się nie zgodzić. Zwróć jednak uwagę, że wiele obszarów życia publicznego w tym kraju cierpi na hroniczne niedofinansowanie od zawsze. Tak jest np. w służbie zdrowia czy edukacji (obie sytuacje znam znakomicie). Stanowiący prawo i rządy zdają się zakładać, że wiele instytucji będzie całkiem znośnie funkcjonować dzięki aktywności społecznej. To jest niejako wpisane w styl uprawiania polityki wszystkich formacji. Tzw “góra” zrzuca w tych sprawach odpowiedzialność na samorządy. To one mają podejmować niepopularne decyzje. Znając “średnią” rozumowania naszego społeczeństwa mogę z dużym prawdopodobieństwem przyjąć, że opieka nad zwierzętami zawsze przegra z hospicjami, klubami seniora czy wymianą oświetlenia na ulicach (krótka kołdra). Przez kilka lat lepiej nie będzie….. co oczywiście nie oznacza, że należy zwiesić głowę i nie walczyć. Boję się jednak, że z tą ekipą u sterów (PiS) będzie ciężko. Świadczy o tym nie tylko bandyckie ograniczenie dochodów samorządów (np poprzez obniżkę PIT) ale także wyciąganie łap po finanse organizacji pozarządowych, nie mówiąc o patologicznym finansowaniu TVP i wybranej uczelni choć z naszego miasta…A zapędy fiskusa to sprawa groźna i delikatna. Co do zasady jednak zgadzam się w wielu kwestiach. W ocenie wolontariatu pozostaniemy przy swoich zdaniach. Natomiast kwestię oceny rzetelności reportażu proponuję zamknąć. Zdaje się, że autorka mogła sięgnąć do statystyk, taką wg mojej wiedzy uzyskała propozycję. Redaktor naczelny natomiast, o ile mi wiadomo, miał możliwość zadania pytań pisemnie, z której nie skorzystał. Woli widać pisać paszkwile…

        P. S. Czy wiesz może kto kryje się pod inicjałami GJK? Wydaje się, że to inwestor schroniska… no chyba, że ten ktoś posługuje się tak chętnie nadużywanym w Polsce sloganem “za moje podatki” albo “za moje pieniądze”…. bo za moje również… i co gorsza za te “moje” rządzą mną ci, których najchętniej wyeksediowałbym bardzo daleko, ale się nie da, więc nie pozostaje nic innego jak cierpliwie czekać..

        1. Ad PS

          … nie wiem, domyślam się, domyślam się, że są to inicjały, widzę też wielkie i wciąż nieprzepracowane emocje.

          Figura retoryczna “za moje podatki” może drażnić, ale każdy płaci rocznie mnóstwo VAT, po prostu kupując w sklepie. Każdy też ma prawo do wyrażania swoich poglądów na temat sposobu realizacji zadań publicznych.

    3. Ile złej woli trzeba, by zobaczyć w tekście młodej dziennikarki przejawy szkodliwej „polityki informacyjnej” schroniska, nad którą kontrolę sprawuje kierownik? Tuż przed ukazaniem się tego „nierzetelnego tekstu” na oficjalnym profilu schroniska na FB w listopadzie 2019 ukazały się dwa posty na temat psich seniorów z treściami o podobnej wymowie: „Duży stary pies. Przez ponad 2 lata nie zawojował niczyjego serca, chyba nie został zabrany na żaden spacer przedadopcyjny”, „(…) w jego przypadku każdy dzień dłużej w schronisku to trwoga, czy zdąży znaleźć dom”.

      Natomiast wyciąganie tak daleko idących wniosków, których dał Pan wyraz słowami: „To jawna niesubordynacja małoletniej wobec jej przełożonej. Strach pomyśleć w jakich jeszcze obszarach działalności schroniska mogło się coś podobnego wydarzyć!” to nadużycie i pastwienie się. Podobnie oceniam reakcję Pani Dyrektor.

      Proszę też nie pisać w imieniu wszystkich, że w 2019 roku walczyli o Schronisko w „obecnej formie”, bo ja i kilka bliskich mi osób walczyło wyłącznie o to, żeby nie zostało przejęte przez osoby niekompetentne w celu innym niż jego jak najlepsze prowadzenie.

      1. Powtòrzę: kierowniczka nie jest żadną przełożoną dla wolontariuszy. Jest organizatorem ich pracy. Co ważne, w przeciwieństwie do wolontariuszy, robi to za konkretne pieniądze. Jej dobre prawo. To, że określone osoby “wieloletnie” odczuwają wobec kierowniczki subordynację-to niech sobie odczuwają. …”Strach pomyśleć w jakich jeszcze obszarach działalności schroniska mogło się coś podobnego wydarzyć!…” No w jakich? W jakich i co? O co chodzi?

      2. To jest fajne, że kilka osòb broni młodej osoby przed ludźmi, ktòrzy wyrządzili jej i jej mamie krzywdę opisywaną w przepisach prawa. Należy jednak mieć świadomość, że dotyczy to też innych wolontariuszy. O “wieloletnich” się nie martwię, bo system subortyzacyjny, a jak kto woli, służebny, serwinistyczny, niektòrym odpowiada. On jednak się zakończył! Tak kierowniczko i panie “wieloletni”. Koniec.Ende. Fine. The End. Może ktoś się zdziwi, ale młodej Pani Basi i jej mamie, przysługuje skarga i żądanie do sądu administracyjnego, nakazania kierowniczce określonego zachowania i wykonania określonych czynności. Kierowniczko-zdziwienie? Adwokacie kierowniczki-zdziwienie? Panie “wieloletni”-zdziwienie? Jeden “wybitny” prawnik przegrał w Polsce sprawę o …UWAGA… 2 PLN. Słownie: o dwa złote!! Kierowniczko, szykujcie z adwokatem “tarcze i miecz”. Przegracie. Pi. eS. Dziękuję, nieznanej mi osobie Pani Paulinie, za uczciwość, obronę nieznanej mi osoby młodej Pani Basi.

  22. Jak widać z dyskusji, artykuł redaktora spowodował, że społeczeństwo dowiedziało się trochę na temat pracy wolontariuszy. Ciekawe jest to, że zainteresowani obawiają się nadzoru rodzicòw. Jest on więc konieczy. Burza przeminie? Władza absolutna kierowniczki, w jednej osobie “sędzia i wykonawca wyroku”-zakończyła się. Kierowniczka żadną władzą nad wolontariuszami NIE JEST. Hierarchia jest zupełnie inna. Najważniejszymi osobami, dobroczyńcami i darczyńcami są WOLONTARIUSZE. Tylko oni wykonują osobiście ustawę na rzecz opieki nad zwierzętami bezdomnymi bezpłatnie, z potrzeby serca! Dla firmy i dla gminy to interes. Uzasadniony, ale interes. Wykonawcą ustawy bezpośrednio, własną nieopłacaną pracą (nie myślą nawet o tym), są więc wolontariusze. Kierowniczka ma wobec nich OBOWIĄZKI-ma im tą pracę zorganizować. I robi to. Efekty są dobre. Nie ma to jednak nic wspòlnego z systemem “władzy” nad wolontariuszami, ktòry samowolnie wprowadziła. Systemem rodem z lat 50-siątych ubiegłego stulecia. 70 lat wstecz! No proszę… Praca wolontariuszy to DAR ! Pewnie więc opodatkowanie jako darowizny dla przedsiębiorcòw, czerpiących z tego korzyści finansowe-jest oczywiste. Wolontariusze wykonują wspaniałą pracę dla całego społeczeństwa na terenie całego kraju, w wielu dziedzinach życia. Często, jest to “wyręczanie” urzędnikòw samorządowych. Należy im się cześć i chwała za ich pracę. Koniec z “władzą” przedsiębiorcòw nad wolontariuszami! Koniec z samosądem nad wolontariuszami!!

  23. Po przeczytaniu oryginalnego artykułu moja pierwsza myśl to: jeżeli będę adoptować psa, to zapewne seniora. Wolontariuszka wykonała kawał dobrej roboty, zwracając uwagę ludzi na los zapomnianych, starszych psów.
    Zachowanie Pani Kierownik oceniam jako nieetyczne…

  24. Takich ludzi jest więcej. I wbrew interesom ekonomicznym kierowniczki, jej firmy i gminy-”stan osobowy” zwierzakòw w schronisku miejskim stopnieje do ZERA. Dzięki młodej Pani Basi, redaktorowi, wolontariuszom oraz mieszkańcom Torunia i okolic-tak się stanie. Wystarczy jeśli wymienieni powiedzą: ZROBIMY TO!

  25. OPINIA: Dopłaty do biletòw MZK są NIELEGALNE. MZK ma obowiązek wykonania przejazdu na podstawie wcześniej sprzedanego (po starej cenie) biletu.

    1. Dwie ostatnie dekady (dwadzieścia lat), był lepszy artykuł dziennikarski jak “Ukarana za reportaż?” Dwie ostanie dekady, ktoś doznał podobnej krzywny jak młoda wolontariuszka, jak jej rodzic- mama, za co odpowiada pewien toruński urzędnik?!

  26. Z tego co wiem to nie tak dawno temu była duża burza przy wybieraniu firmy do obsługi schroniska i z tego co pamiętam to firma, która wygrała byłą jakimś słupem do wyłudzania pieniędzy, więc wierzę, że obecne kierownictwo, wybrane po awanturach z poprzednim, angażuję się w swoją pracę z czystymi intencjami i w pełni odpowiedzialnie. Artykuł sugeruję, że doszło to konfliktu na linii wolontariuszka licealistka a kierowniczka, która nie lubi rozmawiać z mediami. Nie rozumiem czemu ta Pani ucieka od odpowiedzi? Skoro na tym forum jej ludzie ją tutaj bronią to oznacza to chyba, że ma jakieś argumenty przeciwko tej młodej damie, która może jest troszeczkę w gorącej wodzie kompana. Młodzi ludzie zawsze mają więcej energii i często przekonania o swoim geniuszu. Z felietonu Pana Rzeszotka wynika, że jest konflikt i to spory i redakcja stoi murem za wolontariuszką. Tylko czy inni wolontariusze też stoją za nią murem?? Może jest jednak jakieś drugie dno tej opowieści??

    1. Artykuł jest nierzetelny dlatego barak komentarzy. Pan Rzeszotek był kilkakrotnie proszony o zadanie pytań w mailu. Nie zależało mu widać na zdaniu drugiej strony, skoro tego nie zrobił. Wolontarisze w schronisku pracują wg zaleceń, poleceń(jak zwał, tak zwał) pracowników. Obojętnie czy to weterynarz, zoopsycholog, szefowa, pracownik odpowiedzialny za karmienie, pracownik sprzątający kojce, czy ekipa organizująca spacery. Zasada ta dotyczy również kontaktu z mediami. Oddźwięk społeczny jest na tyle znikomy, że nie ma potrzeby prostowania treści artykułu. Autorami wpisów jest rodzina i znajomi. Poza tym poziom wielu komentarzy powoduje, iż nie są warte reakcji.

    2. Dodam może jeszcze, że czuję się o tyle winna zaistniałej sytuacji, iż nowi wolontariusze mogą nie wiedzieć o konieczności konsultacji działań na terenie schroniska i poza nim. O tej pory informujemy wszystkich “nowych” o tej zasadzie.

      1. No còż. Przykro mi, że sprawdziło się wszystko o wprowadzonym w schronisku SYSTEMIKU subordynacyjnym: serwinistyczno-submisywnym, rodem sprzed 70-ciu lat. “Wolontariusze w schronisku pracują wg zaleceń, poleceń…” (…) “Zasada ta dotyczy ròwnież kontaktu z mediami”. No, no… Poinformujcie o tej waszej zasadzie Św. Mikołaja-mailem oczywiście. Wolontariusz to osoba wolna, WOLNY OBYWATEL ! Wasze kompetencje, uprawnienia do kontrolowania wypowiedzi wolontariuszy wykonujących dobrowolnie i osobiście, bezpłatnie obowiązek ustawowy gminy, wynoszą DOKŁADNIE ZERO. W komentarzu autorki trzy nieprawdy. One jednak może “nie są warte reakcji.”
        P.S. Na taki śmieszny trick “zadanie pytań w mailu”-pisz do mnie na Berdyczòw, doświadczony dziennikarz nie da się nabrać.

  27. ASPIRACJE TORUNIAN-Co Państwo, mieszkańcy, czytelnicy, wolontariusze, myślicie o wielkości w złotòwkach, udziale procentowym w budżecie ogòlnym Torunia, “Budżetu Obywatelskiego”? Czy jesteście zadowoleni z jego wielkości? Zadowala on Wasze aspiracje, potrzeby, pomysły czy wreście marzenia uczestnictwa we wspòlnym kształtowaniu najbiższego Wam otoczenia, ale też i całości funkconalności miasta?

  28. Szanowna Redakcjo.
    Czy młoda dama, pani Basia, została przywròcona do pracy jako wolontariuszka-opiekunka zwierząt w Schronisku Miejskim w Toruniu dla bezdomnych zwierząt?
    Proszę o odpowiedż.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *