Był częścią Torunia. Felieton Piotra Drążka
W mijającym tygodniu odszedł Józef Kania – toruński szewc, rzemieślnik, malarz i człowiek, które go życie było częścią historii naszego miasta. Miał 96 lat.
Swojego fachu uczył się jeszcze w 1944 r. Przez ponad osiem dekad naprawiał buty, szył, kleił i doradzał kolejnym pokoleniom klientów. Jego warsztat przy ulicy Radiowej był jednym z tych miejsc, które miały swój zapach, rytm i charakter. Miejsc, których nie da się zastąpić internetowym formularzem ani aplikacją. Pan Józef był jednak kimś więcej niż szewcem. Od 1986 r. malował obrazy. Toruń, kujawskie krajobrazy, codzienne życie – to wszystko znajdowało miejsce na jego płótnach. Pozostawił około dwustu prac. Kilka z nich trafiło do zbiorów Muzeum Etnograficznego w Toruniu.
Czytaj także: Toruń to coś więcej niż inwestycje. Felieton Piotra Drążka
Jego historia przypomina o czymś, o czym w świecie szybkiej konsumpcji coraz częściej zapominamy. Dawniej przedmiot miał służyć długo. Buty się naprawiało, meble odnawiało, a fach przechodził z mistrza na ucznia. Za każdym takim przedmiotem stały konkretne ręce, doświadczenie i lata pracy. Józef Kania należał do pokolenia, które nie potrzebowało mówić o etosie pracy. Ono po prostu pracowało. Do późnych lat życia pozostawał aktywny, a jego warsztat był świadectwem tego, że pasja może być silniejsza od metryki.
Kiedy odchodzą tacy ludzie, tracimy coś więcej niż jednego mieszkańca. Znika fragment Torunia, którego nie znajdziemy w przewodnikach. Torunia małych zakładów, rzemieślników, sąsiedzkich rozmów i ludzi, którzy przez dziesięciolecia robili swoje – dobrze i z przekonaniem. Warto o nich pamiętać. Bo miasto to nie tylko ulice, budynki i inwestycje. Miasto to przede wszystkim ludzie. A Pan Józef Kania pozostawił po sobie ślad, który warto zachować.


