Dwa zakręty do złota. Dziś początek walki w finale PGE Ekstraligi
Po raz pierwszy od dziewięciu lat toruńscy żużlowcy dotarli do finału Drużynowych Mistrzostw Polski. Na drodze do upragnionego sukcesu stanie hegemon ostatnich lat, czyli Orlen Oil Motor Lublin, który chce zdobyć tytuł czwarty raz z rzędu. Czy po 17 latach Toruń ponownie zostanie stolicą polskiego żużla?
Starcie dominatorów
Finał PGE Ekstraligi zapowiada się jako starcie dwóch ekip, które przez cały sezon potwierdzały swoją dominację na własnym torze. Bilans bezpośrednich pojedynków w fazie zasadniczej jest remisowy. 1 czerwca „Koziołki” rozgromiły torunian u siebie 55:35, ale tydzień później „Anioły” odpowiedziały zwycięstwem 48:42 na Motoarenie. Jednak półfinał ze Spartą Wrocław pokazał, że torunian nie należy oceniać przez pryzmat części zasadniczej, bo z meczu na mecz ich forma rośnie. To tylko podgrzewa emocje przed finałową rywalizacją, w której każdy bieg może mieć kluczowe znaczenie.
Czytaj także: Chudzińska: Prawa ucznia to prawa człowieka [WYWIAD]
Siłą torunian jest przede wszystkim kapitalna forma Patryka Dudka, który ze średnią 2.350 pkt na bieg zajął drugie miejsce w ligowych statystykach. Na liście najlepszych znaleźli się również Jack Holder z Motoru (2.233) i Emil Sajfutdinow z Pres (2.184). Nie wolno zapominać także o Mikkelu Michelsenie – w Grand Prix potrafi zawodzić, ale w lidze prezentuje się zdecydowanie pewniej. Do tego należy dodać coraz solidniejsze punkty juniorów oraz problemy zdrowotne rywali. Wiktor Przyjemski, jeden z liderów Motoru, zmaga się z urazem, a Dominik Kubera ma w tym sezonie mocno niestabilną formę.
Toruńska para lepsza
Statystyki par także przemawiają na korzyść torunian. Duet Patryk Dudek – Robert Lambert zdobył aż 64 pkt, co czyni ich najskuteczniejszą parą ligi. W ekipie „Koziołków” najlepiej notowani są Jack Holder i Mateusz Cierniak (50 pkt), na 3. miejscu wśród ligowych par znalazł się Patryk Dudek, tym razem z Mikkelem Michelsenem (36 pkt). Motor może liczyć także na Zmarzlika i Przyjemskiego (28 pkt), ale wobec kłopotów zdrowotnych młodego zawodnika ich siła może zostać osłabiona.
To, co robi toruńska drużyna u siebie, musi imponować – ocenił w rozmowie z „Przeglądem Sportowym Onet” Jan Krzystyniak, były reprezentant Polski. – Jako jedyni w lidze, obok Motoru, na własnym torze nie znaleźli pogromców. Dysponują niesamowitą siłą na pozycjach seniorskich. Potrafią u siebie rozbić nawet bardzo mocny zespół, co pokazał półfinał ze Spartą. Lublinianie zaś na dodatek mają problemy związane ze zdrowiem swoich zawodników. W Toruniu mogą dostać taki nokaut, że się nie podniosą.
Pierwszy mecz finału odbędzie się w niedzielę 21 września na Motoarenie, gdzie torunianie będą starali się zbudować solidną przewagę. To absolutny klucz, bo rewanż na stadionie w Lublinie to zawsze ogromne wyzwanie, o czym przekonało się już wielu rywali. Kibice liczą, że drużyna wykorzysta swoje atuty i wprowadzi dodatkowe emocje przed drugim spotkaniem. Z pewnością „Anioły” będą mogły liczyć na doping fanów, którzy w kilka godzin wykupili kilkanaście tysięcy biletów mimo wysokich cen, a klub udostępnił sprzedaż dodatkowych miejsc stojących.
Speedway Ekstraliga ogłosiła także obsadę finału – sędzią spotkania będzie Krzysztof Meyze, funkcję komisarza toru pełnić będzie Tomasz Walczak, przewodniczącym jury został Marek Wojaczek, a komisarzem technicznym Adam Giernalczyk.
Będzie strefa kibica
Od godziny 17:00 na parkingu przy strefie zielonej na terenie Motoareny zostanie otwarte Miasteczko Kibica z wieloma atrakcjami dla żużlowych fanów. Tam będzie można obejrzeć na telebimie. To dobra opcja dla tych kibiców, którzy nie zdążyli kupić biletów. Wejście jest darmowe.
Dwa zakręty dzielą torunian od złota – jeden na Motoarenie, drugi w Lublinie. Jeśli uda się utrzymać wysoką formę liderów i wykorzystać problemy rywali, po 17 latach kibice w Toruniu mogą ponownie unieść ręce w geście triumfu.

