Festiwal KONTAKT. Gdzie tkwi siła teatru? [ROZMOWA]
KONTAKT ma swoją 30. edycję. Od 29 maja do 5 czerwca Toruń staje się jednym z najważniejszych teatralnych miejsc w Europie. Jubileuszowy Międzynarodowy Festiwal Teatralny KONTAKT jest okazją nie tylko do spotkania z europejskim teatrem, ale też do dyskusji o świecie, który coraz trudniej zrozumieć. Rozmawiamy z Renatą Derejczyk, dyrektor festiwalu i Teatru Horzycy.
Na przełomie maja i czerwca Toruń żyje teatrem. Jesteśmy ważnym punktem teatralnej mapie Europy?
Absolutnie tak. Festiwale, które istnieją tak długo jak nasz, mają już swoje miejsce w grafikach ludzi teatru z Europy. KONTAKT pracował na swoją markę od lat. Dlatego łatwiej dziś rozmawiać z nawet najbardziej rozchwytywanymi teatrami i twórcami, bo wiedzą, kto ich zaprasza. Co roku jestem zasypywana prośbami o akredytację od krytyków i dyrektorów teatrów z Europy Środkowej. To właśnie dla tego regionu jesteśmy podstawowym magnesem i festiwalem wzorcowym. Procentuje decyzja dyrektor Krystyny Meissner pomysłodawczyni festiwalu, która chciała, żeby KONTAKT był takim bijącym sercem teatralnej Mitteleuropy. Oczywiście, Toruń żyje teatrem przez cały rok, natomiast rzeczywiście na przełomie maja i czerwca otwieramy sobie okno na świat – na teatr polski i europejski, aby spotkać najważniejsze nazwiska, najważniejsze estetyki i najważniejsze diagnozy świata. Mam wrażenie, że twórcy, których zapraszamy, bardzo mocno analizują zarówno naszą kondycję, jak i kondycję świata wokół nas.
To właśnie teatr, bardziej niż kino, komentuje rzeczywistość i społeczne nastroje.
Ja sobie na własny użytek nazwałam tegoroczną edycję „ćwiczeniami pamięci”, ponieważ mam poczucie, że kolejne spektakle, które zobaczymy w Toruniu i Bydgoszczy, próbują nam coś przypomnieć. Nie dlatego, że o czymś ważnym zapomnieliśmy. Pamiętamy o tym, ale jakby na drugim planie, pamiętamy dla pamiętania. Tymczasem teatr uruchamia tę część nieużywanej pamięci, każe ją przepracować, otworzyć, zobaczyć na nowo i zrozumieć. Świat pędzi tak szybko, że tracimy zdolność spokojnego przyglądania się rzeczywistości. A teatr mówi zwolnij, przypomnij sobie, kim jesteś i po co jesteś.
Media sprawiają, że zamiast lepiej rozumieć sytuację, de facto rozumiemy ją coraz mniej. Często jest zakłamana przez media i technologię, która przerabia obraz czy konkretne zdarzenia. Na przykład spektakl Milo Raua „Jasnowidzka” jest właśnie próbą pokazania tego, co się z nami dzieje, jak łatwo przyjmujemy dziś obrazy wojny i przemocy, które bombardują nas z każdej strony. Bohaterką jest reporterka wojenna, która jeździ na kolejne misje i potrzebuje coraz mocniejszych doświadczeń. I to jest też nasza sytuacja – im więcej oglądamy obrazów przemocy, tym bardziej obojętniejemy. Spróbujmy przyjrzeć się, gdzie i jak przebiega ta granica – otępienia, znieczulenia na zło.
Spektakl „7 samotności” zapowiadany jest jako jedno z najważniejszych wydarzeń teatralnych tego sezonu. Nie bez powodu.
To jubileuszowy KONTAKT, dlatego chciałam, aby także spektakl przygotowany przez Teatr Horzycy był wyjątkowy. Dwa lata temu udało nam się zaprosić na festiwal spektakl Roberta Wilsona pod tytułem „Dorian”, oparty na prozie Oscara Wilde’a. Była to koprodukcja teatrów z Düsseldorfu i Kowna. Na początku ubiegłego roku teatr z Kowna zaprosił nas do koprodukcji nowego spektaklu amerykańskiego reżysera. Okazało się, że bohaterem spektaklu będzie Oscar Miłosz, co mnie ucieszyło, ponieważ zawsze postrzegałam go jako prawdziwego Europejczyka – człowieka urodzonego na Litwie, którego pierwszym językiem był polski, ale który tworzył po francusku. Jego przypadek pokazuje, że można funkcjonować w Europie w pełni, w różnych językach i różnych światach.
To, że Robert Wilson, jedna z największych postaci światowego teatru, zainteresował się Oscarem Miłoszem, było czymś fantastycznym. Rozpoczęły się więc prace nad projektem. Wilson pracował w charakterystyczny dla siebie sposób – najpierw budował cały spektakl w głowie, układał kolejne sceny, rozpisywał je precyzyjnie w scenariuszu, także graficznie. W czerwcu był jeszcze u nas w teatrze, wybrał aktorów, opowiadał, jak to wszystko ma wyglądać. Byliśmy umówieni na kolejne próby po wakacjach. Niestety 31 lipca dostaliśmy wiadomość o jego śmierci. To był moment zawahania, co dalej z projektem. W decyzji pomogła nam świadomość, że Wilson przez lata pracował z tymi samymi współtwórcami i mieliśmy poczucie, że zostawił gotową wizję spektaklu, którą powierzył swojemu zespołowi. Wspólnie z teatrem w Kownie podjęliśmy więc decyzję o doprowadzeniu projektu do końca. Litewska prapremiera odbyła się w marcu w Kownie, natomiast polska otwiera nasz festiwal.

Nie zabraknie polskiej klasyki, znanej nam też z dużego ekranu. Co zobaczymy?
Tak się w tym roku złożyło, że polscy reżyserzy teatralni w ostatnim sezonie sięgali z premedytacją po klasykę. Pokażemy „Ziemię obiecaną” Mai Kleczewskiej i „Krzyżaków” Jana Klaty. Oczywiście to ważne powieści, ale dla większości widzów istnieją przede wszystkim jako filmy – „Krzyżacy” Aleksandra Forda czy „Ziemia obiecana” Andrzeja Wajdy.
W „Krzyżakach” miałam poczucie, że oglądam świetnie uchwycony obraz współczesnych podziałów społecznych, tej potrzeby stawania przeciwko sobie, funkcjonowania w rywalizujących obozach. Kleczewska z kolei przesuwa akcenty i opowiada o współczesnym człowieku zanurzonym w świecie technologii. Pyta, gdzie dziś znajduje się nasza „ziemia obiecana”, czy nie stała się już wyłącznie przestrzenią multimedialną, światem internetu i komunikatorów.
Czytaj też: Teatr Horzycy z nową interpretacją „Klątwy” Wyspiańskiego
Według obiegowej opinii międzynarodowy festiwal to wydarzenie zbyt elitarne, a o biletach można zapomnieć. To dobry kierunek myślenia?
To absolutnie nieprawda. Zwłaszcza spektakle zagraniczne staramy się organizować tak, żeby mogły być grane przynajmniej dwa razy, ponieważ wiemy, jak dużym przedsięwzięciem logistycznym i finansowym jest przyjazd takich zespołów. Chcemy, żeby wszyscy zainteresowani mieli szansę je zobaczyć. W tym roku prezentujemy m.in. spektakl Roberta Lepage’a – gwiazdy kanadyjskiego teatru, performera i reżysera filmowego. Spektakl powstał w Berlinie, co nas cieszy, bo łatwiej było go zaprosić do Europy niż organizować przyjazd całej produkcji z Kanady. Gramy go w CKK Jordanki, więc liczba miejsc jest naprawdę duża. „Szczyt” Christopha Marthalera i „Jasnowidzkę” Milo Raua pokazujemy natomiast na Arenie Toruń. Myślę więc, że wszyscy zainteresowani będą mogli zobaczyć te spektakle.
W orędziu z okazji Międzynarodowego Dnia Teatru aktor Willem Dafoe mówił, że teatr nie może być tylko rozrywką ani zamkniętą świątynią sztuki w tradycyjnym rozumieniu. Czy o taki balans chodzi?
Z jednej strony staramy się niwelować bariery i sprawiać, żeby widzowie nie bali się przychodzić do teatru. Dlatego wychodzimy z różnymi propozycjami do miasta, zapraszamy szeroką publiczność i próbujemy tworzyć przestrzeń otwartą.
Ale bardzo ważne jest dla mnie również to, o czym mówił Dafoe, że teatr nie musi na siłę podążać za nowoczesnością. Nie dlatego, że jest czymś „starym”, ale dlatego, że jego siła tkwi właśnie w bezpośrednim spotkaniu i wspólnym przeżywaniu emocji. Mam wrażenie, że nowe technologie coraz bardziej nas izolują. Każdy przeżywa swoje emocje osobno, przed ekranem. Tymczasem teatr daje doświadczenie wspólnoty. I myślę, że właśnie to pozostanie jego największą siłą.
Oczywiście teatr się zmienia. Widać to choćby w „Scenach z życia małżeńskiego” Katarzyny Minkowskiej czy w „Ziemi obiecanej” Mai Kleczewskiej, gdzie bardzo mocno wykorzystywany jest język filmowy – kamery, projekcje, granie między żywym planem a obrazem. Tego typu środki są dziś naturalnym elementem teatru. Ale niezależnie od formy najważniejsze pozostaje to wspólne przeżycie, które teatr daje widzom.
Powrót do corocznej formuły festiwalu był dobrą decyzją?
Widz potrzebuje pewnego rytuału i regularności. Kiedy festiwal odbywa się zbyt rzadko, publiczność zaczyna szukać innych miejsc i sposobów uczestniczenia w kulturze.
Poza tym teatr europejski jest dziś tak bogaty i różnorodny, że właściwie moglibyśmy organizować jeszcze dłuższy i bardziej intensywny festiwal. My mamy osiem dni i około dwunastu spektakli z Polski i zagranicy, ale to i tak pozwala pokazywać najważniejsze zjawiska i nowe estetyki.
Coroczne spotkania są też ważne dla samych widzów. Z naszych rozmów wynika, że publiczność KONTAKTU jest bardzo wierna i wraca na festiwal co roku. Ludzie czekają nie tylko na spektakle, ale również na wspólne rozmowy, zarówno z twórcami, jak i między sobą.


