Gulewski: Rozumiem dialog w dwóch wymiarach [WYWIAD]
O pierwszym roku kadencji, sukcesach i porażkach, oraz dalszych perspektywach – z prezydentem Torunia, Pawłem Gulewskim, rozmawia Arkadiusz Włodarski.
Przenieśmy się najpierw w przeszłość, o rok. Jest dzień pańskiego zaprzysiężenia. Jaka była pańska pierwsza myśl po wejściu do gabinetu, w którym teraz rozmawiamy?
„Jest już na poważnie. Kampania się skończyła”. Poczułem wtedy, że te bezpieczniki, które jeszcze były po pierwszej turze, zniknęły. Sytuacja jest taka, że będę w imieniu mieszkańców odpowiadał za całe miasto – takie uczucie mi towarzyszyło tego dnia. Powtarzam ciągle, że doświadczenie samorządowca zdobywałem, pracując u mojego poprzednika jako jego zastępca. Nie wiem czy podjąłbym się, bez doświadczenia i pomysłów, które wpadały mi w trakcie tej pracy, kandydowania na prezydenta Torunia. Z drugiej strony miałem sporą motywację. Powiedziałem sobie, że trzeba zacząć od ludzi, z którymi mam współpracować. Sam nie jestem w stanie zrealizować wszystkich tez programowych i pomysłów. Trzeba było wziąć się za rozmowę ze współpracownikami i za kompletowanie kadry. Wszedłem tutaj sam, bez zastępców. Dochodziły do tego rzeczy prozaiczne, pewne formalności, które musiałem wykonać. Z ludźmi, którzy pomagali mi w kampanii, zaczęliśmy rozpisywać wszystkie pomysły na harmonogram i ustalać, kto czym się zajmie.
A czy miał pan takie przeświadczenie, że niezależnie od tego, co pan zrobi, to będzie porównywany do Michała Zaleskiego? W końcu przez 22 lata zdołał on odcisnąć piętno na Toruniu.
Byłem tego świadomy i wiedziałem, że jeśli będę prezydentem, to nie ucieknę od takich porównań. Ale to zaczęło się już w kampanii między pierwszą a drugą turą. Mój poprzednik rządził przez ponad 20 lat i ten cały bagaż będzie kontrapunktem do mnie. To coś naturalnego. Nigdy nie odcinałem się od wspólnego doświadczenia. Ale zarówno w kampanii, jak i teraz jestem w stanie zdefiniować punkty, w których się różnimy.
Rozpoczął pan kadencję w momencie historycznym dla toruńskiego samorządu. Pierwszy raz jedno ugrupowanie, czyli Koalicja Obywatelska, ma większość samodzielną – 15 radnych. Czy takie rozwiązanie ułatwia rządzenie miastem i daje komfort? Czy jednak staje się to obciążeniem?
Historycznie jest to naprawdę imponujący wynik, gdyż nawet w swoich najlepszych czasach Michał Zaleski musiał się dzielić władzą. My pokazaliśmy, że potrafimy dotrzeć do mieszkańców z konkretami. Kandydatki i kandydaci do Rady Miasta wykonali wspaniałą pracę. Przekonaliśmy mieszkańców do tego, że warto postawić na jedno środowisko, co jest ewenementem w 35-letniej historii toruńskiego samorządu. W teorii jest to łatwe, ale w praktyce już nie. Żeby mieć większość, trzeba mieć duży klub. Za tym idzie spora odpowiedzialność. To nie jest tak, że się nie konsultujemy. Ciekawą i prawdziwą rzecz i opinię powiedziała radna Cynk-Mikołajewska, że to, iż nie widać, jak rozmawiamy, jak te rozmowy są gorące, nie oznacza, że nie ma myślenia, czy dany projekt uchwały jest dobry czy nie. Zawsze to sobie nawzajem tłumaczymy. Razem ze współpracownikami poświęcamy sporo czasu na rozmowy z radnymi. Każda uchwała jest analizowana. I to nie jest tak, że wszystko, co proponuję, od razu zyskuje akceptację, wiele jest rzeczy, co do których radni mojego klubu mają wątpliwości. Natomiast jest w takim wymiarze praktycznym dyskusja, co sobie cenię. Natomiast istnieje duży komfort w sensie politycznym. Mam ośrodek i szefa klubu, z którym mogę współpracować i jest to dla mnie bezpieczne i stabilne. Pamiętam, co było w poprzednich kadencjach, gdy trzeba było konsultować działania z kilkoma ośrodkami. Na obecną sytuację nie będę narzekał, ale nie oznacza to, że jest to łatwe.
Czytaj także: Hołownia: Konkrety zamiast politycznego MMA [WYWIAD]
Uprzedził pan nieco moje następne pytanie: czy była sytuacja, w której miał pan pomysł, chciał go forsować, ale został przekonany, że inna koncepcja jest lepsza?
Tak, były takie sytuacje i wiem, że one będą się zdarzać. Proponujemy pewne rozwiązania, ale radni nadają tym propozycjom nieco dokładniejszy wymiar. Nie było dużo takich sytuacji, ale kilka razy ustalaliśmy, że nie będę dalej prezentował pewnych pomysłów do czasu, aż złapiemy na coś wspólną optykę.
Przejdźmy teraz do próby pewnego bilansu tych 12 miesięcy, ale chciałbym, żebyśmy zaczęli nieco inaczej – od porażek. Czy były takowe, a jeśli tak, to w jakich obszarach?
Nie mówiłbym o „porażkach”, ale bardziej o obszarach, nad którymi jeszcze musimy wspólnie popracować. Na przykład zagadnienie rynku pracy, o którym mówiłem w kampanii. Pewne elementy już działają, ale musimy poszukać dodatkowych narzędzi i rozwiązań, dzięki którym lepiej będziemy mogli promować Toruń w tym obszarze. Myślę, że wyłonią się jako pewna forma zachęt, dla osób, które nie są związane z naszym miastem, a mogłyby być, zaś pracują w ważnych dla nas branżach, choćby kreatywnych i IT. Dla nich miejsce zamieszkania nie ma większego znaczenia, bo pracują zdalnie. Mogłyby się tu przeprowadzić, ale musimy dotrzeć do nich z konkretną ofertą. Musimy zająć się tematem funkcjonowania i życia na starówce. Dobrze wiemy, że interesy użytkowników tej przestrzeni nie do końca są zbieżne. Z jednej strony mieszkańcy, przedsiębiorcy mają swoje potrzeby i oczekiwania, a z drugiej turyści, na których nam zależy. Pracujemy nad kwestiami transportu publicznego, zleciliśmy analizę, która pozwoli na wypracowanie modelu komunikacji dla naszego miasta. Jestem świadomy tego, że tak duży system nie może być naprawiony w 12 miesięcy.
To, co można zauważyć, obserwując pańską prezydenturę, to mocne postawienie na dialog: powstało Biuro Dialogu i Innowacji Miejskich, odbył się Kongres Dialogu. Widać też szersze skupienie się na dostarczaniu informacji mieszkańcom, nawet jeśli niektórzy to krytykują i mówią, że was jako kierownictwa jest za dużo.
Rozumiem ten dialog w dwóch wymiarach. Jako zinstytucjonalizowaną formę rozmowy o sprawach istotnych dla mieszkańców. Kongres Dialogu był bardzo ważnym wydarzeniem. Uczestnicy wypracowali prawie 700 rekomendacji. Trafiły one do wydziałów i komórek miejskich, teraz czekamy na zwrotne informacje, dotyczące tego, ile ze zgłoszonych propozycji uda się nam zaimplementować. Zmieniliśmy sposób współpracy z Radami Okręgów, spotykamy się z nimi i omawiamy sprawy bieżące, a także propozycje zmian. Z kolei Biuro Dialogu i Innowacji Miejskich jest ważną komórką. Już na początku kadencji deklarowałem, żeby radni okręgowi byli traktowani na równi z miejskimi, tak aby były odpowiedzi na ich wnioski. Do Biura wpłynęły 122 wnioski, z czego ponad 90 już doczekało się odpowiedzi. Drugim aspektem dialogu jest komunikacja. Na początku pojawiły się głosy „co tam robisz, panie Gulewski?”. Uznaliśmy, że nie ma sensu ukrywać agendy posiedzeń kolegialnych. Mówimy o tym, jakie tematy się pojawiają, z części z nich spowiadamy się w formie konkretnych projektów. Mam mocną drużynę, są pełnomocnicy, pierwsza kobieta na stanowisku zastępcy prezydenta, są też dyrektorzy wydziałów. Posługujemy się całym instrumentarium internetowym w każdym zakresie, od inwestycji po kulturę. To nasz obowiązek i nie odbierałbym tego jako propagandę czy autopromocję.
Są też niektórzy, szukający – czy to obecnie, czy w poprzednich kadencjach – nie tego, co zmienia się na lepsze, ale tylko rzeczy, które nie działają tak jak powinny, przez co nieco inaczej w ich oczach wygląda Toruń. Co pan, jako prezydent powiedziałby tym osobom, aby nieco wpłynąć na ich optykę postrzegania miasta?
To skomplikowana rzecz, bo każda z tych osób ma swój powód do takiego działania. Albo są przekonane, że sprawy w innych miastach idą lepiej – tego nie wiem, ale nie sądzę, żebyśmy się różnili w stosunku do Bydgoszczy, Wrocławia czy Poznania. Na pewno na ich opinię wpływa stosunek do mnie jako prezydenta oraz kwestie polityczne. Jest też grono osób, które miały swoje wyobrażenia, a które nie spełniają się w pełni. Ale mówienie o tym, że wszystko, czego się nie dotkniemy, jeśli złe, działa na niekorzyść osób, które tak mówią. Nie ma miasta, w którym podejmowano by tylko „dobre” decyzje, tak jak nie ma miasta, kraju gdzie są same „złe” decyzje.
Ważna jest też konstrukcja współczesnych mediów, choćby clickbaity. Życie z sensacji. News ma krótki cykl życia. Sensacja trwa 5 minut i jest przykrywana. My jako urząd nie mamy czasu i przestrzeni, by się odnieść. Z drugiej strony nie mam też zamiaru wchodzić w buty ludzi, którzy uczą dziennikarzy i społeczników, jak się zachowywać. Dziennikarze są po to, żeby wykonywać swoją pracę. Szanuję inne poglądy na dany temat.
Podsumowania tego roku pokazują, że idziemy w dobrym kierunku. Nie boję się dużych projektów, takich jak linia tramwajowa na lewobrzeżu czy otwarcie strefy Toruń-Zachód, wraz ze zmianą koncepcji lokalizacji nowej zajezdni tramwajowej w tej części miasta.
Czy zalicza się do tego kwestia karty miejskiej? Rozmawiano o tym już wtedy, gdy zaczynał pan pracę jako radny.
Tak naprawdę powinniśmy ją wprowadzić 10 lat temu. Otrzymałem ją jako trwający projekt, w 90 proc. zakończony. Zmieniliśmy to, co mogliśmy w ramach umowy i uruchomiliśmy system. Było sporo problemów, ale teraz, gdy nie występują, bo usuwaliśmy błędy, mamy w systemie 29 tysięcy kont. To potężne narzędzie. 8500 osób ma status mieszkańca i prawie 3000 wniosków o tradycyjne karty. To nie jest doskonały system, chcemy go ulepszać, ale źle nie działa. Będziemy chcieli dołączyć do niej możliwość płacenia za parkingi Park & Ride, sygnalizowaliśmy też powiązanie roweru miejskiego, a może także metropolitarnego z kartą JO.
To teraz kilka słów o dyplomacji lokalnej, czyli stosunkach z Bydgoszczą. Jak je pan ocenia i czy jest szansa na poprawę? Obecnie są pewne problemy, choćby w kontekście rozwodu statystycznego.
Relacje pomiędzy naszymi miastami są bardzo ważne, choćby z racji dwustołeczności regionu. Nie możemy się odsuwać plecami, a deprecjonowanie jednego miasta przez drugie jest złe. Jesteśmy świadomi swoich różnic, ale nie możemy umniejszać wzajemnie swoich pozycji, bo zawsze takie odruchy będą brały górę. Przeżywaliśmy do lipca zeszłego roku trudny okres w związku z Koncepcją Rozwoju Kraju 2050. Teraz ważnym elementem jest zabezpieczenie interesów i potencjału w średniookresowej strategii rozwoju kraju do 2035. To fenomenalne narzędzie. Jeśli tam się znajdziesz, dostaniesz pieniądze. Zależy mi na tym, aby Toruń znalazł się tam jako ośrodek z funkcjami ponadregionalnymi. Na relacje bydgosko-toruńskie nakłada się nam historyczna rzecz, czyli powołanie Stowarzyszenia Metropolii Toruńskiej. Mamy prawie półmilionowy potencjał. To wyjście z sytuacji, w której Bydgoszcz mówi, że traktuje Toruń w aspekcie konkurencji. Ja postrzegam relacje z Bydgoszczą przez pryzmat szans. To nas różni z prezydentem Bruskim, tam gdzie on widzi zagrożenie, ja widzę szansę, możliwość współpracy i koncyliacji. Mieliśmy dobre spotkanie, nie rozwiązało ono żadnych bolączek, ale umówiliśmy się na system konsultacji.
Jakie widzi pan wyzywania przed Toruniem na najbliższy rok?
Dalsze wzmacnianie Metropolii Toruńskiej. Musimy nadal szukać, co czynimy, pieniędzy, by utrzymać biuro Metropolii. Należy też działać, aby zapisano Toruń w średniookresowej strategii rozwoju kraju. Trzecia sprawa – trzeba szukać środków zewnętrznych na realizację pomysłów, a ich jest na miliardy. Są to pomysły dalekosiężne, wychodzące poza 12 miesięcy. Mamy dużą konkurencję, ale pozyskaliśmy przez rok 442 mln zł spoza budżetu. Taką niespodzianką, która nam się wyjawiła po analizie jest to, że cała kwota ze wszystkich wniosków o dofinansowanie wynosi aż 1,018 mld zł. W ramach tego aż 664 mln to zewnętrzne pieniądze. Jeśli choćby część z nich będzie uwzględniona, to Toruń znajdzie się w innej sytuacji. Budujemy Strefę Toruń Zachód, jest też dofinansowanie na nową zajezdnię tramwajową, szukamy pieniędzy na Olsztyńską i nie wyobrażam sobie, by nie dotrzymać tej wyborczej obietnicy. Pracujemy nad promocją, kulturą, co już widać. Pojawiają się nowe wydarzenia związane z dziedzictwem Torunia. Zamówiliśmy sporo diagnoz, wiele dzieje się też z przestrzenią miejską. Oczywiście także sieć szkół, tu jesteśmy blisko konsensusu, o czym niedługo poinformujemy. A taką „kropką nad i” jest myślenie o przeprawach mostowych: zachodniej i śródmiejskiej, oraz o tramwaju na lewobrzeżu.



Szukiewicz: Tak AI miało zmienić słowo w dowód
18 listopada 2025 @ 17:53
[…] Czytaj także: Gulewski: Rozumiem dialog w dwóch wymiarach [WYWIAD]REKLAMA […]
PRES Toruń pokonuje Motor Lublin. Koncert Patryka Dudka
8 czerwca 2025 @ 21:09
[…] Czytaj także: Gulewski: Rozumiem dialog w dwóch wymiarach [WYWIAD] […]