„Skarpa” chciała być lepszą wersją Rubinkowa. Jakie były jej początki i jak zmieniała się przez lata? [Osiedla Torunia]

Osiedle Na Skarpie dziś ma już ponad 40 lat i nadal jest miejscem, które mieszkańcy sobie cenią. Choć wywodzi się z Rubinkowa, to od samego początku chciało się od niego odróżniać. Dziś mało kto wie, że pierwsi mieszkańcy „Skarpy” organizowali… dożynki. Z czasem wiele się zmieniło, lecz dziś wciąż możemy dostrzec pozostałości dawnej „Skarpy”.

W mieście o tak bogatej i daleko sięgającej historii jak Toruń o przeszłości powstałych w ubiegłym stuleciu blokowisk nie mówi się wiele. Coraz mniej osób jednak pamięta jeszcze początki osiedla Na Skarpie, które w zeszłym roku rozpoczęło już piątą dekadę istnienia. Wczesna „Skarpa” była bowiem miejscem z ambicjami, które chciało zerwać z łatką szarego blokowiska. O jej odłączeniu się od Rubinkowa zadecydowała poniekąd jego wielkość, o czym opowiedziała nam Anna Natalia Kmieć, autorka książek „Rubinkowo i osiedle Na Skarpie. Toruńskie przedmieścia sprzed lat” i „Tożsamości mieszkańców osiedla Rubinkowo w Toruniu: studium antropologiczne”.

Lepsza wersja Rubinkowa

– „Skarpa”, pod roboczą nazwą „Rubinkowo III”, pojawiła się w szkicach projektowych Miastoprojektu już w 1977 r. Na początku lat 80. okazało się, że jest to bardzo duży teren, trudny do zarządzania przez ówczesną jedną spółdzielnię mieszkaniową o nazwie Rubinkowo. Zadecydowały więc względy praktyczne – pod koniec 1981 r. ukonstytuował się zarząd nowej spółdzielni: Na Skarpie i przejął zasoby „Rubinkowa III”. Nazwa nowej spółdzielni stała się też jednoznaczna z nazwą nowego osiedla – wyjaśnia Anna Kmieć. – Mniejszym terenem z mniejszymi zasobami dużo łatwiej zarządzać. Warto mieć również na uwadze, że mówimy o latach 80., które są dla nas abstrakcyjne, jeśli o zarządzanie chodzi. Wyglądało to zupełnie inaczej niż dziś. Młodsza „Skarpa” budowała się i rozwijała szybciej niż Rubinkowo, gdyż od początku była na nią nieco inna koncepcja. „Skarpa” chciała się odróżniać od Rubinkowa. Dużą rolę odegrał w tym rozwój ówczesnej myśli architektonicznej. Rubinkowo było już wówczas nieco pogardzane: określane jako odległe od centrum, szare, jednolite blokowisko.

Bloki „Skarpy” były więc bardziej ”zdobne”: poszczególnym sektorom nadawano nazwy-imiona (np. Anna, Karolina, Maciej), a na szczytach budynków umieszczano elementy graficzne-symbole. To też miało ułatwiać poruszanie się po osiedlu i orientację w terenie. Pojawiały się też mozaiki i sgraffito, z których do dziś zachowało się już tylko jedno, na przychodni rejonowej. Było to coś nowego, co też miało odróżniać „Skarpę” od szarego Rubinkowa i pomóc pozbyć się stereotypowego postrzegania jej, jako ponurego blokowiska. 

Tak budowano Na Skarpie

Do dziś „Skarpa” ma kilka bardzo charakterystycznych punktów. Idąc wzdłuż ulicy Konstytucji 3 Maja, trudno nie zwrócić uwagi na handlowy pawilon „Maciej” czy Parafię św. Maksymiliana Kolbego. 

– Projekt pawilonu „Maciej” został doceniony za funkcjonalność i dostał w 1989 r. II nagrodę od Ministra Gospodarki Przestrzennej i Budownictwa. Bryła wg koncepcji Czesława Sobocińskiego jest dość specyficzna, może nawet toporna, ale także miała przełamywać blokowo-wieżowcowe otoczenie. Była czymś nowym w pejzażu blokowiska, co też odróżniało „Skarpę” od Rubinkowa, gdzie w ramach budowy podobnych pawilonów dominowały tzw. „kwadraty”. To przykład jednej z tych inwestycji, którą „Skarpa” chciała podkreślić, że odróżnia się od Rubinkowa – wyjaśnia autorka książek poświęconych osiedlu Na Skarpie.

– Żeby uzyskać zgodę na wybudowanie kościoła, musiał on spełniać kilka funkcji i wpisywać się w przestrzeń, nawiązywać do niej. Musiał to być więc taki “betonowy klocek”. Niektórzy twierdzą nawet, że planowano go tak, by kiedyś  spełniał ochronną funkcję. Trudno natomiast stwierdzić na ile jest to prawda – to raczej miejska legenda. Materiałów na potwierdzenie takich hipotez trudno szukać dziś w zasobach archiwów. Wiadomo jednak, że projektantem świątyni był brat księdza, który objął tam parafię, Zdzisław Klemp. Udało mu się wypracować kompromis – z jednej strony jest to przełamująca monotonię świeckiej przestrzeni budowla sakralna, a z drugiej nawiązuje do tej “klockowatości”, którą mamy dookoła. Budynek na pewno zapada w pamięć, a zwłaszcza świecący na jego wieży neonowy krzyż – mówi Anna Kmieć.

Parafia św. Maksymiliana Kolbego.
fot. Łukasz Piecyk

Osiedlowe dożynki

Osiedle wyróżniało się nie tylko architekturą, ale też zwyczajami. Pierwsi mieszkańcy po części przeprowadzali się tu ze wsi, przywożąc ze sobą lokalne tradycje. I tak, w pierwszych latach istnienia wśród bloków urządzano… dożynki.

– To było coś, czego wcześniej na toruńskich blokowiskach nie było. Święto plonów, zwane też Dożynkami osiedlowymi, zostało dość dobrze udokumentowane: opisane i sfotografowane w kronikach spółdzielni. W przestrzeniach osiedla Na Skarpie w tamtych latach były także tzw. przybalkonowe ogródki. Dziś ta przestrzeń w większości obsiana jest trawą, natomiast w początkach osiedla można było pod balkonami natrafić na kwiaty, warzywa. Stąd brały się „plony” i organizowano osiedlowe dożynki, konkursy na najpiękniejsze balkony. Początkowo Rubinkowo i „Skarpę” zamieszkiwały w dużej mierze osoby o pochodzeniu wiejskim, które przeprowadzały się do miasta, podejmując zatrudnienie w rozwijających się wówczas fabrykach. Być może celebrowanie tam dożynek wynikało właśnie z potrzeby kontynuowania tradycji. Była to też odpowiedź na pomysł Święta Patrona Ulicy, które organizowano na Rubinkowie – dodaje Anna Kmieć.

Skarpa samowystarczalna

Osiedle Na Skarpie miało się wyróżniać, ale też umieć sobie radzić. Transport publiczny w tamtych czasach nie był rozwinięty tak jak dziś, a osiedle było znacznie oddalone od centrum. Dlatego też oprócz mieszkań, musiały tam powstawać sklepy, punkty usługowe czy szkoły. Wszystko to na „Skarpie” było lub pojawiło się z czasem. Można więc powiedzieć, że „Skarpa” była w tamtym czasie samowystarczalna i był to jeden z czynników, dla których była po prostu atrakcyjna.

– „Skarpa” rozwijała się szybciej niż Rubinkowo. Zanim pojawił się tam sklep społemowski, a potem “Jedynak” i „Rywal”, na małe sklepy adaptowano nawet mieszkania. Był też oczywiście lokalny targ, choć wiadomo, że w tamtych czasach brakowało towarów i zaopatrzenie wyglądało inaczej niż dziś. W późniejszych latach powstał też pawilon „Maciej”. Budowano szkoły, żłobki, przedszkola, szpital. Często były to instytucje współfundowane przez zakłady pracy. Była przychodnia, powstawały kluby osiedlowe, szybko wybudowano też pierwszy kościół: pw. św. M.M. Kolbe. Ważna była tu  też przestrzeń do życia codziennego, którą zagospodarowywano tak, aby dzieci miały gdzie się bawić, m.in. brodzikami, boiskiem. Miało to być osiedle idealne, samowystarczalne i wbrew pozorom rzeczywiście tak było. Pierwszy tramwaj do końca osiedla dojeżdżał tam  dopiero w 1986 r., a więc kilka lat od początków jego zamieszkiwania. Ponadto oddalenie od centrum miasta sprawiało, że musiało ono odpowiadać na wiele potrzeb mieszkańców na miejscu. 

Osiedle Na Skarpie
fot. Łukasz Piecyk

Choć niektórzy mieszkańcy „Skarpy” pamiętają jeszcze początki, to wiele się od tego czasu zmieniło. Zwyczaje są dziś inne, tak samo jak potrzeby. Z naszych rozmów z mieszkańcami wynika jednak, że nadal uważają oni swoje osiedle za samowystarczalne. Wskazują też, że zwłaszcza w ostatnich latach znacznie poprawiło się tu bezpieczeństwo.

Jak dziś żyje się na Skarpie? 

– Myślę, że coraz lepiej. Jest zielono, widać, że dba się o budynki i otoczenie. Nie brakuje nam tu sklepów, aptek, punktów z usługami, a pod ręką mamy nawet las. Mnie żyje się tu dobrze i nie chciałbym się wyprowadzać, ale widzę też, że to zupełnie inny świat niż jeszcze w latach 90 – mówi nam Łukasz, jeden z mieszkańców „Skarpy”.

Inni z kolei jako duży atut wskazują obecność linii tramwajowej, zapewniającej szybki dojazd do centrum. Plusem okazuje się być także obecność szkół i placów zabaw, które na „Skarpie” możemy napotkać na każdym kroku.

– Dla mnie jest to wygodne, że dzieci nie muszą iść gdzieś daleko, żeby się pobawić. Mam je cały czas na oku i mogę zareagować, jakby coś się działo – przekonuje Marlena, którą spotykamy właśnie w pobliżu placu zabaw.

– Dziś mamy zupełnie inne czasy. Lokatorzy się wymienili, pierwsi mieszkańcy w większości albo się wyprowadzili, albo już nie żyją. Zmieniły się więc też potrzeby, choć osiedle nadal kusi przestrzenią, zielenią. Są tu żłobki, przedszkola, szkoły, są sklepy i dobre skomunikowanie z innymi częściami miasta. Jest teren, aby wyjść na spacer z psem, jest gdzie iść na rower. Wiele osób odnajduje się bardziej w takiej przestrzeni niż na osiedlach zamkniętych. Samowystarczalność poniekąd się utrzymała, a dobre skomunikowanie z resztą miasta czyni „Skarpę” atrakcyjnym miejscem do życia. Dla wielu bardziej niż niejedno nowoczesne osiedle – dodaje Anna Kmieć.

Osiedle Na Skarpie
fot. Łukasz Piecyk