Będzie nas mniej. Za 35 lat mieszkańców Torunia będzie o 1⁄4 mniej niż obecnie
Toruń się wyludnia. W 2060 r. będzie tu mniej niż 150 tys. mieszkańców. Za to już teraz prawie 30 proc. torunian jest w wieku poprodukcyjnym. Co to oznacza dla przyszłości Grodu Kopernika?
GUS opublikował prognozy
Dane dotyczące struktury ludności przynosi najnowszy raport o stanie miasta. Wynika z nich, że Toruń zamieszkuje obecnie 192 tys. ludzi. Prognoza Głównego Urzędu Statystycznego wskazuje jednak, iż ta liczba się zmniejszy. Za 35 lat torunian będzie tylko 146 tys. Mniej więcej tylu mieszkańców liczy sobie obecnie np. Bytom. Autorzy raportu zaznaczają, że jest to element ogólnopolskiego trendu wynikającego z ujemnego przyrostu naturalnego oraz migracji ludności.
Czytaj także: Park&Ride Toruń. Sprawdź, co się zmienia
W ostatnich dwóch dekadach utrzymywał się stały odpływ ludności z Torunia do gmin podmiejskich. Oczywiście mają też miejsce migracje w innych kierunkach, ale jak widać przeważał kierunek odpływu z miasta do gmin sąsiadujących – wyjaśnia dr hab. Elżbieta Grzelak-Kostulska z Wydziału Nauk o Ziemi i Gospodarki Przestrzennej Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. – W efekcie uformował się obwarzanek wokół Torunia. Oznacza to, że miasto pod względem formalnym straciło swoich mieszkańców na rzecz terenów sąsiadujących. De iure są oni mieszkańcami innych gmin, ale de facto w dalszym ciągu są nierozerwalnie związani z miastem, które stanowi miejsce pracy, miejsce zaspokajania większości usług edukacyjnych, medycznych, kulturalnych.
Istotne jest także to, że miasta na skutek tych migracji tracą młodych mieszkańców, którzy „odmładzają” strefę podmiejską dzięki swojej obecności i poprzez zakładanie rodzin w nowym miejscu zamieszkania. Dzieci rodzą się z większym natężeniem w strefie podmiejskiej.
Jakie skutki dla Torunia wiążą się z prognozowanym spadkiem ludności?
Z perspektywy demograficznej miasto, które traci mieszkańców, zaczyna się szybciej starzeć. Oczywiście w przypadku „straty” wywołanej odpływem do strefy podmiejskiej byłabym ostrożna w używaniu alarmistycznego tonu – wskazuje dr hab. Grzelak-Kostulska. – Nie bez powodu w studiach miejskich ostrożnie patrzy się na granice administracyjne. Jest to sztuczny podział i czasem mylący. Szczególnie, gdy ubytek ludności, o którym mowa, nie powoduje dotkliwej zmiany w funkcjonowaniu miasta, np. w obrębie struktury zatrudnienia, usług – np. wiele usług edukacyjnych, szczególnie wyższego stopnia, nie odczuwa skutków zmiany.
Przed Toruniem stoi poważne wyzwanie
Zdaniem ekspertki można spojrzeć na sprawę także z odwrotnej strony i powiedzieć, że rozwój strefy podmiejskiej to swego rodzaju ekspansja miasta. Obszary wiejskie otaczające miasto bezwzględnie tracą swój charakter: pod względem gospodarczym, krajobrazowym, społecznym. Dochodzi do urbanizacji, często niekontrolowanej, znanej jako „rozlewanie się miasta”.
Niezależnie od tego przed Toruniem stoją poważne wyzwania. Potrzebne jest kompleksowe podejście w planowaniu urbanistycznym i społeczno-ekonomicznym. Należy gwarantować dobre warunki życia w komfortowej, zdrowej przestrzeni wśród nowoczesnych, atrakcyjnych rozwiązań architektonicznych i transportowych. Co istotne, mieszkańcy powinni być to włączeni.
Choć mieszkanie w źle urządzonym mieście może być uciążliwe, to jednak idealizowany dom z ogródkiem w strefie podmiejskiej nie musi okazać się spełnieniem marzeń. I niestety część osób się o tym przekonuje – podkreśla dr hab. Grzelak-Kostulska. – W efekcie już dziś widać osłabienie tempa odpływu mieszkańców Torunia do gmin otaczających miasto. Z czasem można zakładać, że trend ten się utrzyma, m.in. w związku ze starzeniem się społeczeństwa. Wiele osób w podeszłym wieku decyduje się na zamieszkanie w mieście w związku z łatwiejszym dostępem do większości usług. Jeśli jednak miasto nie spełni oczekiwań, ubytek mieszkańców nie skończy się odpływem do strefy podmiejskiej, ale będzie to ucieczka do innych miast, które okażą się bardziej atrakcyjne. Ta konkurencja między miastami cały czas trwa.

