Ciapaty – ecce homo z ulicy Kebabowej. List Arkadiusza Kierysa
Do naszej redakcji został wysłany list. Autorem jest Arkadiusz Kierys, Doktor nauk humanistycznych w zakresie historii. Badacz dziejów opozycji intelektualnej w PRL; analityk współczesnej polityki historycznej. Biograf Pawła Jasienicy. Członek Towarzystwa Historiograficznego. Nauczyciel Uniwersyteckiego Liceum Ogólnokształcącego w Toruniu. Poniżej zamieszczamy treść listu.
– Jebani ciapaci, brudasy, żeby ci tylko nie napluli do kebsa, bo dostaną wpierdol!
– Proszę się uspokoić!
– Zamknij mordę, bo dostaniesz z krzesła!…
Podobnych dialogów można wysłuchać wiele w fastfoodowych sieciówkach w Polsce – cytowany pochodzi z Torunia. To nie tylko klienci ubrani w czarne bluzy z kapturem, przyszytym Białym Orłem i „kotwicą” Polski Walczącej, ale także białe kołnierzyki – wyjęci jakby z korporacji Mentzena, partii Brauna czy młodzieżówki Bosaka.
Ciapaty to potocznie: „brudas”, „arabus” – choć dla prawdziwego Polaka-katolika może to być każdy o śniadej karnacji skóry, a więc niekoniecznie muzułmanin, ale także hindus, buddysta lub chrześcijanin z Syrii, Libanu lub Bangladeszu… ważne, że nie biały.
Oczywiście Jezus Chrystus też byłby ciapaty, gdyby stanął pośród pielgrzymów na błoniach jasnogórskich, chcąc oddać hołd swojej matce – nomen omen – Czarnej Madonnie. Jezus urodził się i umarł jako Żyd, pośród ludów semickich, wyglądał więc, jak przeciętny mieszkaniec starożytnego Bliskiego Wschodu – niewysoki, śniady, o kruczoczarnych, kręconych lub falowanych włosach, lekko spadających na ramiona. Brodę też miałby słusznej wielkości starannie wypielęgnowaną. Gdyby prawdziwy Polak-katolik spotkał takiego w kebabowni, w sobotnią noc, przyciśnięty gastrofazą (bo prawdziwy Polak-katolik musi się dobrze znieczulić narodowym napojem po uczciwym tygodniu pracy) – nie rozpoznałby w nim Syna Bożego, a jedynie ciapatego, którego dobrze, ku własnej satysfakcji i uciesze podobnych sobie – poniżyć.
Czym kierują się polscy nacjonaliści, zwolennicy partii typu Ruch Narodowy, Konfederacja Wolność i Niepodległość lub Konfederacja Korony Polskiej, poniżając słownie lub fizycznie osoby niewyglądające tak blado jak oni? Partia Grzegorza Brauna nawet w nazwie wyraża wolę przywrócenia monarchii w Polsce, sprzyja też ruchowi na rzecz Społecznego Panowania Chrystusa Króla. Oczywiście, każdy ma prawo wysuwać postulat stanowienia ustroju takiego, jaki uważa za najlepszy – także Królestwa Niebieskiego. Problem jednak w tym, że po pierwsze, wymaga to zmiany obecnej konstytucji, a po drugie – wynikające z historii – intronizacja Jezusa byłaby niemożliwa, gdyż koronę Najjaśniejszej Rzeczypospolitej może nałożyć na głowę tylko katolik – nie żaden żyd, luteranin, czy inny innowierca – dlatego między innymi elektor saski, August II Mocny, dokonał aktu konwersji zanim przystąpił do wolnej elekcji.
Prawdziwy Polak-katolik niewiele wie o własnej wierze, nie mówiąc już o znajomości jej źródeł, czyli Biblii; identyfikacja religijna służy mu raczej do wyrażania niechęci wobec wyznawców innych religii, a najlepiej „innych” po prostu. Nie przez przypadek wspomniany klasztor paulinów na Jasnej Górze służy do integracji i mobilizacji skrajnie radykalnych sił; gangi kibolskie spotykają się tam ze swoimi kapelanami i politycznymi poplecznikami z prezydentem RP na czele i nabierają „duchowej strawy”. Identycznie robili to przedwojenni faszyści spod znaku Falangi i Mieczyka Chrobrego; wtedy chodziło o nienawiść do Żydów (mickiewiczowskich „starszych braci w wierze”), dziś chodzi o szerzenie podglądów rasistowskich, ale też o błogosławieństwo w realizacji własnych biznesowych celów – handlu narkotykami i eliminacji konkurencji, zanim sami będą zmuszeni ruszyć z maczetami na miasto.
Co to ma wspólnego z nauką o miłości głoszoną przez ubogiego cieślę z Nazaretu? Ano wszystko, główny egzegeta i katecheta Rzeczypospolitej, nazywany też „rezydentem” – Karol Nawrocki – zwrócił się do swoich zwolenników w szalikach, nie wyłączając ludzi, wobec których prowadzone są procesy sądowe o propagowanie ideologii nazistowskiej w tych słowach: „Jesteśmy tutaj, aby pokazać, że w obliczu Pana Boga, wartości chrześcijańskich, które mówią o miłości, miłosierdziu, otwarciu na drugiego człowieka, my wszyscy potrafimy być razem i mówić jednym głosem”. Amen!
Post scriptum
Innego Jezusa nie rozpoznała w Polsce Straż Graniczna, może dlatego, że ten Jezus – uciekinier z Syrii ogarniętej wojną domową – był chrześcijaninem, więc nie pasował do oryginału. Chłopak był tak często przerzucany przez granicę z Białorusią, że ostatecznie zmarł z wychłodzenia i wycieńczenia po polskiej stronie w 2021 roku, nieopodal Klimówki na Podlasiu. Nie był świadomy, że władza demokratycznej Rzeczypospolitej Polskiej stoi murem za polskim mundurem, a ten reprezentuje przecież „miłosierdzie i otwarcie na drugiego człowieka”.
Arkadiusz Kierys, Doktor nauk humanistycznych w zakresie historii. Badacz dziejów opozycji intelektualnej w PRL; analityk współczesnej polityki historycznej. Biograf Pawła Jasienicy. Członek Towarzystwa Historiograficznego. Nauczyciel Uniwersyteckiego Liceum Ogólnokształcącego w Toruniu.


10 kwietnia 2026 @ 00:28
Z d. ten artykuł. Ni przypiąć ni przyłatać.
Kamienica pod Gwiazdą w Toruniu otwiera się na nowo
9 kwietnia 2026 @ 17:46
[…] Czytaj także: Ciapaty – ecce homo z ulicy Kebabowej. List Arkadiusza Kierysa […]