Polowanie na panienki – „bestia z Chełmży” znów przed sądem
Wydawało mu się, że jest zabójcą doskonałym – dlatego sam zgłosił się na policję. Miał alibi i przekonywał śledczych, że to nie on zabił Katarzynę Z. z Brąchnówka. Badania DNA wykazały jednak, że nie tylko ją zamordował, ale i zgwałcił. Dwadzieścia lat po wyroku skazującym za tamtą zbrodnię Adrian W. z Chełmży usłyszał zarzut kolejnego zabójstwa – tym razem Karoliny K., którą zwabił do auta, udusił, a ciało wrzucił do Wisły.
Minęło ponad 20 lat
Ponad dwadzieścia lat temu prowadziłem dziennikarskie śledztwo na temat Adriana W., którego już wtedy funkcjonariusze policji podejrzewali o serię zabójstw młodych kobiet. Ówczesne ustalenia dawały silne podstawy by sądzić, że ofiar zabójcy Katarzyny Z. było więcej – możliwe, że aż trzy. Po latach okazało się, że ówczesne dziennikarskie śledztwo szło właściwym torem. Jedno z niewyjaśnionych wówczas zabójstw dziś prokuratura przypisuje właśnie Adrianowi W., który nazwany został przez media „bestią z Chełmży”. Zasłynął bowiem nie tylko za sprawą okrucieństw, których się dopuścił, ale również tym jak potraktował matkę swojej ofiary. Po ogłoszeniu wyroku skazującego go za zabicie Katarzyny Z. jej matka nazwała zabójcę swojego dziecka „zwierzęciem”. Adrian W. uznał to za naruszenie jego dobrego imienia i dóbr osobistych i pozwał kobietę o odszkodowanie.
Czytaj także: Świąteczna kolacja 50 metrów nad toruńską starówką
Kim był Adrian W.? Jak działał? Kim były jego ofiary i jak pozbawił je życia? Oto o nich opowieść.
Katarzyna
Miała na imię Kasia. Kilka tygodni przed śmiercią skończyła osiemnaście lat. Mieszkała w Brąchnówku, wiosce położonej niedaleko Chełmży, w powiecie toruńskim. 24 sierpnia 2002 r., w sobotę, wyszła z domu na dyskotekę do pobliskiej Grzywny. Podobno świetnie się bawiła. Tańczyła, piła i kręciła tyłkiem. Około drugiej w nocy wyszła ze swoim chłopakiem. Nie odprowadził jej do domu, a tylko do drogi prowadzącej do Brąchnówka. Kilka kilometrów miała przejść sama.
Trzy dni później znaleziono ją w przydrożnym rowie, za krzakami, obok szosy prowadzącej z Unisławia do Kokocka. Nie żyła. Ubranie częściowo z niej zdarto. Pozostawiono za to pierścionki, łańcuszki, nawet portfel z pieniędzmi. Twarz miała posiniaczoną. Zwłoki ułożono tak, jakby ktoś zawlókł je do rowu.
Rodzina Z. z Brąchnówka już w niedzielę zgłosiła policji zaginięcie córki Katarzyny – brunetki, średniego wzrostu, ubranej w dżinsy, brązową bluzkę i białe adidasy. Kiedy pod Unisławiem znaleziono ciało nastolatki, po rodziców zaginionej przyjechał starszy posterunkowy. Zawiózł ich do kostnicy. Na zwłokach zagnieździły się już robaki. Rodzice rozpoznali córkę. Ojciec, który po raz ostatni przytulił dziecko, na larwy nie zwrócił uwagi. Kiedy wyszedł z kostnicy, żona żachnęła się: „chodź tu, otrzep się, bo całego cię obsiadły; zobacz jak ty wyglądasz”.
Wrócili do domu. Rodzeństwo Kasi już wiedziało, że siostra nie żyje. Ilona, młodsza od zamordowanej o dwa lata, siedziała skulona w ich wspólnym pokoju z głową schowaną pomiędzy kolanami. Krzysztof, starszy brat, wyszedł z domu. Płakał za stodołą. Ojciec Kasi siadł przy stole. Kręcił głową i głośno pociągał nosem. Matka zaczęła robić obiad.
Stałem za uchylonymi drzwiami. Widziałem ich, słyszałem. Zapukałem. Matka Kasi posadziła mnie obok męża. Patrzył bez wyrzutu, bez złości, nawet bez smutku. W oczach nie miał prawie nic. Trochę łez. Matka zapaliła papierosa. Małym palcem zebrała z czubka języka resztkę tytoniu. Przymrużyła oko.
– Teraz we wsi gadają, że nasza Kasia się puszczała i za to jej się dostało – powiedziała po krótkiej wymianie uprzejmości. – Wcześniej miała chłopaka na stałe, ale go przepędziłam. Bo to był wariat. Kiedyś dał jej przy mnie w twarz. Nie pozwolę, żeby mi obcy prał dzieciaka.
Sekcja zwłok wykazała, że Kasia nie została zgwałcona. Przyczyną śmierci było uduszenie. Morderca zabił ją delikatnie. Użył zapewne apaszki lub szalika. Później zrozumiałem, że używał go za każdym razem. To było jego narzędzie.
Uczestnicy dyskoteki w Grzywnie zeznawali, że przy drodze na Brąchnówek stał jakiś biały samochód. Kiedy po raz ostatni widziano Kasię, szła właśnie w jego kierunku. Policjanci szybko ustalili, że był to Volkswagen passat.
Namierzyli też jego numery rejestracyjne. Właścicielem okazał się trener żeńskiej drużyny w pobliskim klubie wioślarskim. Otrzymali zgodę na przeszukanie jego mieszkania. Nie znaleźli nic. Trener wioślarek nie wyglądał na zabójcę. Zdenerwowany był nie tym, co ma na sumieniu, ale gwałtownym najściem policji. Tłumaczył, że tydzień wcześniej pożyczył samochód Adrianowi W., który chciał od niego odkupić passata. Pojawił się nowy główny podejrzany.
Kilka dni później Adrian W. zgłosił się na komisariat w Chełmży. Chciał podobno wyjaśnić nieporozumienie. Usłyszał, że policja poszukuje go w sprawie o zabójstwo. Kategorycznie zaprzeczył, że ma jakikolwiek związek ze śmiercią Katarzyny. Prokuratura Rejonowa w Chełmnie postawiła mu jednak zarzut popełnienia zabójstwa. Sąd orzekł zastosowanie tymczasowego aresztu. Wcześniej był już karany za znęcanie się nad własną żoną. Wywiózł ją do lasu, brutalnie zgwałcił, nagą przywiązał do drzewa i tak pozostawił. Jak powiedział: lisom na pożarcie.
Karolina
Trzeciego września 2001 roku oficerowi dyżurnemu w Bydgoszczy przekazano meldunek o zaginięciu osiemnastoletniej Karoliny K. mieszkanki wsi Trzebień. Dzień wcześniej bawiła się na gminnych dożynkach w Pruszczu. Po raz ostatni widziano ją właśnie tamtego dnia.
Szesnastego września zwłoki dziewczyny wyłowiono z Wisły na wysokości miejscowości Grabówek niedaleko Świecia. Były napuchnięte. Rodzina z trudem zidentyfikowała ciało. Ofiara za życia nie nosiła biżuterii.
– Cała historia jej zaginięcia jest bardzo krótka – mówiła wówczas Magdalena Pawian, siostra Karoliny. – Poszła z bratem i jego kolegą na dyskotekę. To była dziewczyna, która nie bała się ludzi. Wsiadła do białego małego fiata i ślad po niej zaginął.
Rodzice Karoliny mieszkają w domu, który przed wojną zajmował dróżnik. Droga, która do niego prowadzi, również położona została kilkadziesiąt lat temu. Kiedy Karoliny nie miał kto odwieźć do Trzebienia, wracała piechotą ponad półtorej godziny.
Trzeciego września na dożynkach w Pruszczu bawił się również Adrian W., doskonale znany w tamtej okolicy. Jego teść prowadził zajazd w pobliskim Zbrachlinie, który uchodził za miejsce spotkań ludzi nielegalnych interesów. Nie krył znajomości zarówno z przedstawicielami lokalnego półświatka, jak i z miejscowymi policjantami. Takie znajomości zawsze się przydają.
– Zrobili z mojej córki topielca. Że niby sama przeszła w środku nocy piętnaście kilometrów, żeby wykąpać się w Wiśle – zaczął Józef K., ojciec Karoliny. – Po co miała iść tak daleko, kiedy miała brzeg o wiele bliżej? Poza tym, ona nie umiała pływać i bardzo bała się wody. Kiedy jechała nad jezioro, to tylko po to, żeby się opalać.
Oficjalnie sekcja zwłok wykazała, że przyczyną zgonu było „prawdopodobnie utonięcie”. Rodzina dziewczyny przekonywała jednak prokuratora, że lekarz medycyny sądowej nie wykluczył innej wersji. Miał przyznać, że dziewczyna mogła zostać najpierw uduszona, a dopiero potem wrzucona do wody. Mimo to prokuratura w Świeciu śledztwo umorzyła. W ekspertyzie medycznej nie zostało wyraźnie zapisane, że w płucach ofiary znaleziono wodę. A właśnie to uznaje się za niezbity dowód utonięcia.
Adrian W. na wieczór, kiedy zaginęła Karolina, miał mocne alibi. Jego samochód, mały fiat, przez całą noc stał zaparkowany przed posterunkiem policji w Pruszczu. Nie mógł więc przejechać kilkunastu kilometrów, żeby przewieźć zwłoki. Zdaniem siostry Karoliny, Adrian W. jeździł jednak tej nocy samochodem. Jedna z jej koleżanek, Ewa S., widziała, jak Karolina wsiadała do jego samochodu. I razem gdzieś odjechali.
Choć policja otrzymała sygnał, że Patryk W. podwoził Karolinę swoim samochodem, prokuratura nie przeszukała pojazdu. Ograniczono się jedynie do rewizji w mieszkaniu. Znaleziono tam włos należący do Karoliny K. Tymczasem Adrian W. twierdził podczas przesłuchania, że Karoliny nie znał. Bawił się jedynie na imprezie dożynkowej z „jakąś blondynką”. Prokurator prowadzący sprawę śmierci Karoliny nie przedstawił żadnego zarzutu Patrykowi W. Lekarz sądowy nie zbadał też skóry Patryka, który mógł zostać podrapany przez ofiarę.
Karolina kilka tygodni przed śmiercią skończyła naukę w „handlówce”. Jej ciało wyłowiono niedaleko od domu, w którym mieszkał wówczas Adrian W. W pobliżu zwłok policja znalazła też fragmenty ubrań i przywiązane do nich cegły. Zupełnie tak, jakby ktoś chciał je obciążyć, aby je zatopić. Nie sprawdzono wówczas, czy resztki ubrań należały do Karoliny.
Adrian W.
Dwudziestosześcioletni Adrian W. był mężczyzną średniego wzrostu. Blondynem, dość dobrze zbudowanym. Zameldowany był w Bydgoszczy, gdzie pracował jako mechanik samochodowy. Ostatnie miesiące na wolności spędził w Chełmży. Dorabiał w Chełmżyńskim Towarzystwie Wioślarzy, które siedzibę ma tuż przy jeziorze. Któregoś dnia przyszedł się tam poopalać. Jeden z pracowników znał go z widzenia i poprosił o pomoc przy naprawie silników motorówek. Zgodził się.
– Miał złotą rączkę. Gdyby nie on, nie mielibyśmy na czym pływać – mówili wówczas pracownicy przystani. – Tylko że kiedy widział dziewczyny, to się ślinił. Był wtedy u nas akurat obóz sportowy dla dziewczyn. A niektóre tak wyrośnięte… Sami się na nie gapiliśmy, kiedy robili im chrzest i w samych koszulkach, bez staników, wrzucali do wody… Adrian też się patrzył, ale jakoś tak inaczej. Wtedy nikt na to nie zwrócił uwagi. To się nam przypomniało dopiero po jego aresztowaniu. Bo tak poza tym, to był całkiem zwykły chłopak.
Adrian W. w kartotekach policji figurował jako człowiek prowadzący „podejrzane interesy samochodowe”. Ale takich jak on w Chełmży było wielu. Nie było więc powodu, żeby akurat jemu przyglądać się ze szczególną uwagą. Dyżurny komisariatu wspomniał, jak wyglądało „zatrzymanie” Adriana W.
– Przyszedł, jakby wprost z ulicy – opowiadał policjant. – Powiedział, że on w sprawie tej zamordowanej dziewczyny, o której tyle piszą w gazetach. Był całkiem spokojny. Widywałem już morderców. Wszyscy mieli coś złego na gębach. Ten wyglądał zupełnie normalnie. Pełno jest takich chłopaków.


Toruńska policja wydała komunikat - będzie trzeba uważać
12 listopada 2025 @ 01:55
[…] Czytaj także: Polowanie na panienki – „bestia z Chełmży” znów przed sądem […]