Sukcesy, emocje i walka do ostatnich sekund – toruński sport w pigułce
Ostatnie tygodnie były pełne emocji dla kibiców toruńskiego sportu. PRES Grupa Deweloperska Toruń imponuje na żużlowych torach, a Arriva Polski Cukier Toruń zachwyca kibiców koszykówki efektowną grą i awansem do fazy play-in.
To działo się w żużlu
PRES Grupa Deweloperska Toruń ma za sobą trzy bardzo udane spotkania, które pozwoliły drużynie zbudować pewność siebie i wspiąć się w tabeli. Wyjazdowy mecz w Gorzowie Wielkopolskim (20 kwietnia) ze Stalą Gorzów zakończył się remisem 45:45. Torunianie walczyli do samego końca, a emocji nie brakowało do ostatniego biegu. Choć w pewnym momencie PRES Toruń przegrywał, ambitna postawa Jana Kvěcha i Patryka Dudka pozwoliła odrobić straty. Niestety nieco słabiej zaprezentował się Emil Sajfutdinow, co jednak nie przeszkodziło w wywalczeniu cennego punktu na trudnym terenie.
Kolejny wyjazd (29 kwietnia) przyniósł długo wyczekiwane przełamanie. W Rybniku torunianie pokonali ROW aż 58:32. Było to pierwsze tak wysokie zwycięstwo PRES Toruń na wyjeździe od siedmiu lat, co z pewnością dodało zespołowi skrzydeł. Liderzy drużyny – Dudek, Mikkel Michelsen i Robert Lambert – zdominowali beniaminka, nie pozostawiając rywalom złudzeń. Co prawda juniorzy nie zachwycili, ale postawa seniorów w zupełności wystarczyła, aby zgarnąć pełną pulę punktów i poprawić morale drużyny.
2 maja na Motoarenie kibice oglądali prawdziwy horror, zakończony szczęśliwie dla gospodarzy. W meczu z Włókniarzem Częstochowa PRES Toruń zwyciężył 46:44. Torunianie przez większość spotkania utrzymywali prowadzenie, jednak w końcówce pozwolili rywalom wrócić do gry. Ostatecznie w decydujących wyścigach liderzy drużyny wzięli sprawy w swoje ręce i zapewnili minimalną, ale niezwykle ważną wygraną. Znów zawiódł Sajfutdinow, który w ostatnich meczach nie prezentuje optymalnej formy, lecz koledzy z zespołu stanęli na wysokości zadania i udźwignęli odpowiedzialność.
Trzy ostatnie spotkania pokazują, że PRES Grupa Deweloperska Toruń znajduje się na fali. Drużyna zdobyła pięć z sześciu możliwych punktów wyjazdowych i komplet u siebie. Mocnym punktem zespołu są Dudek, Michelsen, Lambert oraz Kvěch, którzy trzymają wysoki poziom. Jeśli Sajfutdinow wróci do formy albo będzie jeździł tak jak w meczu w Rybniku, nasi żużlowcy mogą poważnie myśleć o walce o złoty medal w tym sezonie.
Czytaj także: Statystyczny rozwód Bydgoszczy z Toruniem
Na parkiecie również walka
19 kwietnia miał miejsce jeden z najbardziej efektownych występów Arrivy Polskiego Cukru Toruń w tym sezonie. Chodzi o mecz w Gliwicach, gdzie Twarde Pierniki dosłownie zmiażdżyły Tauron GTK, wygrywając aż 111:64. To spotkanie przejdzie do historii jako demonstracja siły zespołu, który ani na moment nie zwolnił tempa. Victor Gaddefors pokazał prawdziwy kunszt, zdobywając 22 punkty, a drużyna imponowała skutecznością zza łuku, trafiając aż 18 z 31 rzutów trzypunktowych. Gliwiczanie nie mieli nic do powiedzenia, a torunianie byli lepsi w każdym elemencie gry, deklasując rywali w punktach ze strat, szybkiego ataku i w zdobyczach zawodników z ławki.
Nie wszystkie mecze były jednak tak jednostronne. Rywalizacja z Arką Gdynia (25 kwietnia) dostarczyła znacznie więcej napięcia. Torunianie zwyciężyli 96:94, ale tym razem musieli walczyć do samego końca. Michael Ertel i Barret Benson zdobyli po 21 punktów, a w drugiej połowie walka toczyła się praktycznie kosz za kosz. Kluczowe momenty należały do Ertela i Mylesa, którzy w końcówce zachowali zimną krew. Arka miała jeszcze szansę, gdy Jakub Garbacz stanął na linii rzutów wolnych, ale plan na celowe spudłowanie trzeciego rzutu nie wypalił, a ostatnia próba za trzy punkty okazała się niecelna.
Wyjazdowe starcie ze Śląskiem Wrocław (30 kwietnia) zakończyło się wysoką porażką 76:99. Wrocławianie grali koncertowo, trafiając aż 13 trójek i pokazując pełnię swoich możliwości. Choć torunianie próbowali ratować wynik, a Michael Ertel skompletował double-double, Śląsk kontrolował przebieg meczu od pierwszej do ostatniej minuty, demonstrując, że jest gotowy na walkę o play-off.
Równie dramatyczne było starcie z Kingiem Szczecin (4 maja), zakończone minimalną porażką 101:103. Torunianie gonili wynik do samego końca, a szansa na zwycięstwo pojawiła się dosłownie w ostatniej sekundzie. Grzegorz Kamiński oddał desperacki rzut z dziewiątego metra, który niestety zatrzymał się na obręczy. Wcześniej Viktor Gaddefors zdobył aż 23 punkty, a Michael Ertel dołożył 20, choć w końcówce musiał opuścić parkiet z powodu przewinień.
Ostatni mecz sezonu zasadniczego, rozegrany 7 maja, nie miał już większego znaczenia dla Twardych Pierników, którzy zapewnili sobie udział w fazie play-in. Przegrali u siebie z MKS-em Dąbrowa Górnicza 74:86, ale w tym meczu bardziej niż wynik liczyło się oszczędzanie sił na kluczowe starcia. Liderzy zespołu dostali ograniczone minuty, a Divine Myles w ogóle nie pojawił się na parkiecie. Dla MKS-u, który przez większość sezonu walczył o utrzymanie, była to okazja do pozytywnego zakończenia rozgrywek.
Arrivę Polski Cukier Toruń czeka teraz faza play-in, w której w sobotę 10 maja zmierzy się w Arenie Toruń z Dzikami Warszawa. W tym sezonie bilans spotkań między tymi drużynami to 1:1 (w obu przypadkach wygrywali goście). Sezon regularny pokazał, że Twarde Pierniki potrafią zaskakiwać i walczyć do ostatnich sekund. Teraz przed drużyną najważniejsza część rozgrywek, w której każdy błąd może kosztować bardzo wiele.

