Magdalena Czerwińska: Interesuje mnie opowiadanie historii [ROZMOWA]
Magdalena Czerwińska – aktorka znana z filmów „Bogowie”, „Kret”, „Johnny” oraz seriali „Klangor”, „Infamia”, „Porządny człowiek”. Laureatka tegorocznej Nagrody Filmowej Marszałka Województwa Kujawsko-Pomorskiego im. Poli Negri na Międzynarodowym Festiwalu Filmowym BellaTOFIFEST. Certyfikowana nauczycielka jogi kundalini. Rozmawiamy o aktorstwie, sile kobiet, bohaterkach i powrotach do rodzinnego Torunia.
Jakie znaczenie ma dla pani nagroda imienia Poli Negri?
Na pewno nie bez znaczenia jest to, że pochodzę z Torunia, więc to dla mnie podwójnie ważne, że jestem zauważona, widziana i doceniona w mieście, w którym wszystko się zaczęło. Jest to dla mnie niezwykle zobowiązująca i zaszczytna nagroda, a Polę Negri będę traktować od teraz jak mojego anioła – niepokornego i przewrotnego, co często padało ze sceny podczas gali wręczania nagród, więc to dla mnie dobry znak.
Na scenie podkreśliła pani, że Pola Negri jako aktorka nie znosiła bylejakości, nieprofesjonalnego podejścia, była punktualna i konsekwentna w swojej drodze. Czy pani droga jest podobna i rozpoczęła się już w Spiętym Teatrze Spinaczy oraz słynnym Studiu P w Toruniu?
Co prawda trudno być konsekwentnym w wieku 10 czy 15 lat. Ale tak, to był początek drogi i cudownie, że są miejsca, gdzie można się sprawdzać, pytać, poznawać. Takie przestrzenie są bardzo ważne dla młodych ludzi, szczególnie dzisiaj. Czy wtedy wybierałam świadomie? Raczej nie, byłam za to bardzo aktywna i chciałam próbować bardzo wielu rzeczy. I to właśnie doprowadziło mnie do tego miejsca, że jestem tutaj, siedzimy, rozmawiamy. Ale to cały czas trwa, wszystko jest w grze, przede mną mnóstwo pracy, nowych przygód i wyzwań. Tylko co jakiś czas sobie myślę: „kurczę, to już było” albo „nie trzeba było się tak bać, przeżyłam to”. Ten plecak doświadczeń się powiększa i czeka sporo rzeczy, którym trzeba stawić czoła. Staram się więc tak, jakby to było pierwszy raz.
Co panią jeszcze urzeka w tym zawodzie? Opowiadanie historii, spotykanie się z innymi ludźmi, poznawanie ich?
Wszystko, co pani wymieniła. Dzisiaj opowiadanie historii, czyli takie siadanie przy ognisku lub przekazywanie jej sobie jak kiedyś, z dziada pradziada – po prostu zanika. Takie jest moje zdanie. Wszystko dzieje się „szybko, szybko”, nic nie może trwać za długo.
Film, który w ostatnich latach zwrócił moją szczególną uwagę, w którym pozwala się sobie na czas, na ciszę i dobrze zbudowaną historię – to były „Strzępy” (w reżyserii Beaty Dzianowicz), polecam. Oczywiście poza tym fascynują mnie historie kobiet, bo sama jestem kobietą i cały czas próbuję rozgryźć, co to znaczy nią być w różnym wieku, na różnych etapach życia. Patrzę, jak się zmieniam – głowa dobrzeje, serce jest spokojniejsze, a ciało? Idzie w swoją stronę. I ten konflikt też mnie bardzo ciekawi, czemu tak jest? Staram się również temu nie opierać, nie wytwarzać sztucznych i fałszywych fasad. Co nie jest łatwe, bo nie będę ukrywać, że jestem super zadowolona. Niby wiemy, jaki czeka nas koniec, ale w ogóle nie jesteśmy przygotowywani do tego, że ten czas jest ograniczony. Po prostu chcemy tylko, żeby było łatwo i przyjemnie.
I szybko.
Tak, coraz szybciej. Dlatego interesuje mnie opowiadanie historii, a nie cały ten pęd. I do tego jeszcze spotykanie innych ludzi, o czym pani wspomniała. Myślę, że czasem trudną sytuację w życiu ratuje spotkanie z drugim człowiekiem. I nawet się nie spodziewamy, że właśnie w tym miejscu spotkamy człowieka – takiego anioła, który w kontekście złych, niesprzyjających okoliczności nagle nam się objawia. A potem rozumiemy, że po prostu mieliśmy spotkać tę osobę. Albo zastanawiamy się, dlaczego spotykamy takich partnerów w życiu właśnie w tym momencie, na który jesteśmy gotowi, albo że w ogóle ktoś staje na naszej drodze. Uważam, że każdego człowieka spotykamy „po coś”. Tylko pytanie – czy to widzimy, czy udajemy, że nie dostrzegamy.
I wśród takich nieoczekiwanych spotkań znalazł się „Czas na oddech” w Areszcie Śledczym Warszawa-Grochów, czyli zajęcia, które pani prowadziła dla osadzonych kobiet. Jakie to były spotkania?
Bardzo ważne. Myślę, że w tym roku dla mnie najważniejsze. Interesowała mnie przestrzeń na podzielenie się czymś, na oddech, spokój, regulację emocji. W kontrze do tego wszystkiego, co pędzi, jest na sprzedaż, na pokaz. Chciałam zrobić coś zupełnie odwrotnego. Joga jest mi bliska od wielu lat. Sama w niej znalazłam drogę i dostałam dużo dobrego, stąd chęć podzielenia się tym z innymi. I pomyślałam, że jeżeli ja się przełamię i podzielę, to wtedy każdy mur da się przekroczyć. Nawet ten dosłowny. Program „Czas na oddech” był tak samo ważny dla tych kobiet, jak i dla mnie. To doświadczenie, które trudno z czymkolwiek porównać.
Czytaj także: Bogusław Linda z Thorunium. Wyróżnienie otrzymał podczas BellaTOFIFEST [ZDJĘCIA]
Wróćmy do spraw zawodowych, ale pozostańmy przy kobietach i pani bohaterkach – policjantka, prokuratorka, adwokatka, lekarka, sędzia, major. Czy to już ta szuflada zawodowa, z której chce się wyjść?
To już się dzieje, ponieważ zapowiedziałam, że pewnych „mundurów” nie będę dalej grała. Nadszedł czas, że po prostu nie mam na to przestrzeni. I jak powiedziałam wcześniej – interesuje mnie zupełnie inne spojrzenie na kobietę i chcę iść w tym kierunku. Zresztą ta szuflada nie jest miejscem, w które sami wchodzimy, czy sami się tam wkładamy. Bardziej to takie wąskie i jednostronne patrzenie z czyjegoś punktu widzenia typu: „skoro zagrała taką rolę w tym, to weźmy ją do takiej samej roli tu”. Ale na szczęście to też się zmienia, idzie w dobrą stronę.
Ale te bohaterki zazwyczaj i tak są silnymi kobietami.
A pani nie jest silną kobietą, bo na przykład codziennie wszystko wokół siebie ogarnia?
Staram się.
O właśnie. To jest istotne: „starać się”. Myślę, że w tym tkwi siła. I takie historie kobiet mnie interesują. Bo co to znaczy być silną? Że się zakłada mundur? Niekoniecznie. Uważam, że tę siłę trochę się nam wmawia – że kobieta jest silna, bo ogarnia wszystko i za wszystkich, bo się nie skarży, nie marudzi albo przynajmniej nie powinna tego robić. A niech marudzi właśnie! Zresztą siłę można pięknie pokazać – siła porodu, siła woli, chęci, życia. W ogóle ta niby zwykła dla ogółu kobiecość interesuje mniej najbardziej. Uważam, że bardzo ciekawe są bohaterki dnia codziennego. Te, które się starają, by dobrze albo po prostu zwyczajnie przeżyć dzień za dniem. I przy okazji próbują znaleźć w sobie to, co się zagubiło gdzieś po drodze, bo spełniało się oczekiwania innych. Takie portrety są niezmiernie ciekawe i życiowe.
Naprawdę jest wiele tematów, które noszą w sobie siłę, więc proszę życzyć mi siły, żeby płynąć w tym kierunku.
Z całego serca życzę. I zapytam o Toruń – jest czas na odwiedzanie znanych sobie miejsc?
Tak, zawsze muszę zrobić spacer z psem swoimi trasami. To mnie bardzo uspokaja. Toruń bardzo się „wgryzł” we mnie, w moje DNA. Lubię przejść się ulicami, które tyle razy przemierzałam – ze szkoły muzycznej do Młodzieżowego Domu Kultury i z MDK-u do domu.
Może na tej trasie znajdzie się też „katarzynka” w Piernikowej Alei Gwiazd.
Wyznaję taką zasadę, że co ma być, to będzie – czego wszystkim i każdemu z nas powinniśmy sobie dzisiaj życzyć.


