Ministrant i jego oprawca
Ksiądz-pedofil z parafii w Unisławiu skazany za systematyczne gwałcenie chłopca. Toruński sąd wydał na niego zbyt łagodny wyrok. Sąd Apelacyjny zaostrzył karę
Ta sprawa wstrząsnęła nie tylko mieszkańcami Unisławia, ale całego regionu. Wikariusz unisławskiej parafii w wyjątkowo perfidny sposób przez kilka lat wykorzystywał seksualnie ministranta. Zainscenizował nawet mszę, podczas której ogłosił, że wikary i ministrant zostali „mężem i żoną”. Toruński Sąd Okręgowy skazał pedofila na 7 lat więzienia i 100 tys. zł zadośćuczynienia. Zdaniem Sądu Apelacyjnego w Gdańsku wyrok był zbyt łagodny. Wyższa instancja zaostrzyła karę dla duchownego, który spędzi za kratami 9 lat.
Droga do sprawiedliwości trwała latami. Pokrzywdzony przez długi czas milczał, nosząc w sobie ogromny ciężar. Przełom nastąpił w listopadzie 2021 r. – to wtedy zdecydował się opowiedzieć o traumie przedstawicielom Kurii Toruńskiej. Po procedurach kościelnych sprawą zajęła się policja, która na początku lutego 2022 r. zatrzymała księdza. Decyzją sądu trafił on za kratki do aresztu.
Czytaj także: Alarmujące doniesienia ws. dentysty. Trwa śledztwo w Grębocinie
Pierwszy wyrok zapadł przed Sądem Okręgowym w Toruniu. Sędziowie uznali Jacka W. za winnego i skazali go na 7 lat więzienia oraz nakazali zapłatę 100 tys. zł zadośćuczynienia. Z tym wyrokiem nie zgodziła się żadna ze stron – apelację złożył zarówno obrońca duchownego, jak i prokuratura, która żądała surowszej kary.
Finał sprawy rozegrał się w Sądzie Apelacyjnym w Gdańsku. Sędziowie przyznali rację prokuraturze i zaostrzyli ocenę czynów byłego księdza – uwzględnili między innymi gwałt na osobie poniżej 15. roku życia, znęcanie się psychiczne i fizyczne oraz wykorzystanie podległości chłopca. Ostateczny, prawomocny wyrok to 9 lat bezwzględnego więzienia.
– Sąd Apelacyjny w Gdańsku zmienił zaskarżony wyrok w ten sposób, że uznał oskarżonego Jacka W. za winnego popełnienia czynu zarzucanego mu w akcie oskarżenia – stwierdza Anna Kanabaj-Michniewicz, rzecznik prasowy Sądu Apelacyjnego w Gdańsku.
Choć zapadł końcowy wyrok, w gminie Unisław wciąż wrze. Wielu mieszkańców nadal nie potrafi uwierzyć w to, do czego zdolny był ich dawny wikary. Prawomocny wyrok nie zostawia jednak żadnych wątpliwości i kładzie kres wszelkim spekulacjom o winie byłego duchownego.
Czytaj także: Toruń sechł w upale
– Co się wtedy działo na plebanii kościoła Bartłomieja Apostoła, można się tylko domyślać – mówią mieszkańcy Unisławia, którzy proszą o zachowanie anonimowości. – Kiedy sprawa z księdzem Jackiem wyszła na jaw, najgorzej mieli ministranci, bo od razu pojawiły się plotki, że on wszystkich ministrantów wykorzystywał. Naprawdę trzeba współczuć ich rodzinom.
O sprawie głośno jest też w szeregach kujawsko-pomorskiego kleru. Okazuje się bowiem, że ofiara, która zgłosiła kościelnym hierarchom karygodne zachowania wikariusza, sama była… klerykiem w seminarium duchownym. Zaś jego matka uchodzi za osobę głęboko wierzącą, która wciąż regularnie widywana jest w kościele.
O dziwo w Unisławiu wciąż są tacy, którzy księdza Jacka W. bronią. Podkreślają, że był oddany misji duszpasterskiej, a jego kazania były niezwykle poruszające.

