Niedopałek spalił marzenia
Jeśli ktoś wątpi, że dom może spłonąć z powodu niedopałka, niech zobaczy nieruchomość przy ulicy Karnowskiego w Toruniu. Piętrowy, elegancki dom spalił się błyskawicznie, mimo że pożar wybuch w środku dnia, a straż pożarna została wezwana prawie natychmiast po pojawieniu się płomieni. Fakt, że nikomu nic się nie stało, to był prawdziwy cud. Niestety życie dwojga emerytów i oszczędności ich całego życia legły w gruzach.
Osiedle domów jednorodzinnych na toruńskich Stawkach pełne jest zadbanych posesji, które z rzadka oddzielają od siebie puste działki. To właśnie przy jednej z nich położona jest nieruchomość państwa Gołaszewskich, którzy od niedawna cieszyli się emeryturą i wolnym czasem. Jednak 19 marca ich spokój został zburzony. Z powodu czyjejś niefrasobliwości lub niedbalstwa.
– Byliśmy na cmentarzu na grobie mojego brata, kiedy rozdzwoniły się telefony od sąsiadów, że pojawił się ogień przy naszej skrzynce z gazem – mówi Stanisława Gołaszewska, która z trudem powstrzymuje łamiący się głos. – Kiedy dojechaliśmy do domu, były już przed nim radiowozy. Chwilę później przyjechała straż pożarna i rozpoczęła akcję gaśniczą. Ale ogień rozprzestrzeniał się naprawdę szybko. Nie sądziłam, że aż tak szybko…

Płomienie najpierw pojawiły się przy tujach rosnących tuż przy ogrodzeniu. Zapewne zajęły się od suchej ściółki leżącej pod nimi. Dosłownie po paru minutach ogień zaczął trawić pobliską drewutnię z zapasem drewna do kominka, a chwilę później przeniósł się na dach, zajmując więźbę dachową oraz materiał ocieplający poddasze.
Czytaj także: Pożar na ul. Jana Karnowskiego w Toruniu – nowe informacje
– Żona w pierwszej chwili, gdy płonęła tylko jedna ściana, chciała wbiec do domu i ratować, co się da – stwierdza Waldemar Gołaszewski. – Ale policjanci ją zatrzymali mówiąc, że przecież w każdej chwili może dojść do eksplozji, bo ogień doszedł do ujęcia gazu. Kiedy sobie przypomnę tamten moment, aż mi ciarki przechodzą po plecach…
Do wybuchu nie doszło, jednak domu uratować się nie dało. Styropian, więźba dachowa, materiały docieplające paliły się jak zapałki. W pewnym momencie powstało ryzyko, że pożar przeniesie się na sąsiednie budynki, dlatego sąsiedzi zaczęli na własną rękę polewać je wodą. Z pomocą przyszli im strażacy.
– Nikt nie ma wątpliwości, że ogień został zaprószony – dodaje Waldemar Gołaszewski. – Prawdopodobnie któryś z klientów pobliskiego sklepu, jak to często obserwowaliśmy, rzucił niedopałek w drodze do domu na sąsiednią, zarośniętą działkę. Tamtego dnia wiał dość porywisty wiatr. To wystarczyło, żeby suche chwasty zajęły się ogniem, który przeszedł na nasze tuje, ściółkę pod nimi, a potem dom. Gdy ta informacja się rozniosła, jeden z sąsiadów zaczął na własną rękę sprzątać przylegającą do jego płotu opuszczoną działkę w obawie, że i jego spotka podobny scenariusz, co nas.
Oficjalnie jednak wciąż nie wiadomo co było przyczyną pożaru, jednak obecni na miejscu inspektorzy nieoficjalnie prawie natychmiast wskazali za podpalenie suszu traw. Straty w wyniku pożaru wstępnie oszacowano na kwotę od 300 do 500 tysięcy złotych. Oprócz policjantów, na miejscu pojawił się również prokurator.
Czytaj także: Krajowa Mapa Zagrożeń w powiecie toruńskim. Prawie 500 zgłoszeń w trzy miesiące
– Rodzice nie chcą o tym mówić, bo nigdy takimi rzeczami się nie chwalili, ale przez całe ich życie starali się pomagać innym – mówi córka państwa Gołaszewskich. – Od trzydziestu lat przyjmowali pod swój dach pielgrzymów z Kaszub idących do Częstochowy. Kupowali powodzianom osuszacze pomieszczeń, wpłacali pieniądze. Dlatego kiedy założyliśmy z rodzeństwem zbiórkę, byli oburzeni, bo nie wyobrażali sobie, że mogą oczekiwać pomocy od obcych im ludzi…

Dramat pogorzelców z ulicy Karnowskiego polega na tym, że nie wykupili ubezpieczenia na dom. Dziś rozumieją swój błąd, ale czasu już nie cofną… Oszczędności życia przeznaczyli na budowę wymarzonego domu, ich sytuacja jest dramatyczna.
Gdy pożar został ugaszony, na podwórku państwa Gołaszewskich zaczęli pojawiać się sąsiedzi. Często tacy, których znali tylko z widzenia.
– To były wzruszające chwile – głos Stanisławy Gołaszewskiej wyraźnie drży. – Zupełnie obcy ludzie, których ledwie znałam z widzenia, pojawili się przed ruiną mojego domu. W roboczych ubraniach. Każdy pytał co może zrobić, jak pomóc. Nigdy, przenigdy nie spodziewałam się takiej solidarności… Dziękuję wszystkim z całego serca. Już wiem co oznacza przysłowie, że prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie.
Wszystkich, którzy chcą i mogą wesprzeć państwa Gołaszewskich, zachęcamy do wpłat na zbiórkę ogłoszoną na portalu zrzutka.pl. Link znajdziecie TUTAJ
- fot. Łukasz Piecyk
- fot. Łukasz Piecyk
- fot. Łukasz Piecyk
- fot. Łukasz Piecyk
- fot. Łukasz Piecyk
- fot. Łukasz Piecyk
- Pożar przy ul. Karnowskiego w Toruniu. Dom spłonął przez niedopałek. fot. Łukasz Piecyk









Jak działa toruńska aplikacja "Dbam o miasto"?
4 kwietnia 2026 @ 09:20
[…] Czytaj także: Niedopałek spalił marzenia […]