Ostatni samuraj. Jak narodziła się miłość Mikołaja do Japonii?
Do Japonii miętę z dodatkiem kwitnącej wiśni poczuł już w dzieciństwie. Mikołaj Słowański, student 5. roku international politics and diplomacy na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu, interesuje się nie tylko japońską historią i kulturą, ale przede wszystkim fascynują go japońskie noże, które są jedyne w swoim rodzaju. Niezwykle precyzyjne i przede wszystkim doskonale wykonane narzędzia to symbol tradycji i rzemiosła.
Miłość do Japonii w małym Mikołaju zaszczepiła jego starsza siostra, kiedy pokazała mu po raz pierwszy, czym jest anime. Miał on wtedy zaledwie sześć lat. Sam nie ukrywa, że w tamtym okresie na ekranie starego telewizora w salonie leciały kultowe polskie bajki i choć były one bardzo interesujące, to jeszcze większe wrażenie zrobiły na nim filmy animowane zza oceanu.
– Anime pochłonęło mnie do reszty – twierdzi Mikołaj. – Równocześnie w tamtym okresie zacząłem również interesować się gotowaniem. W naszym domu królowały tradycyjne polskie potrawy, ale z czasem zacząłem poszerzać horyzonty i zaciekawiły mnie nowe smaki i kuchnie świata. Zainspirowały mnie m.in. potrawy, które widziałem w anime – wszystko tam było pięknie podane, starannie przygotowane, doskonale wypieczone i soczyste.
Z biegiem lat zainteresowania nastoletniego już Mikołaja rozwinęły się także w kierunku historii i kultury nie tylko Japonii, ale całej Azji. Jego „konikiem” i okresem, który wzbudził w nim największy zapał, była era samurajów.
– Największe wrażenie robiły na mnie honorowe walki samurajów, elementy zbroi oraz katany – opowiada student UMK. – Tak też zacząłem interesować się historią tych tajemniczych wojowników – ich życiem, kodeksem honorowym czy wielkimi bitwami. Spośród wszystkich zbroi i broni z tamtego okresu wydawały mi się one najbardziej dopracowane pod względem estetyki.
Zanurzenie Mikołaja w azjatyckiej kulturze na tym się nie skończyło. W jego życiu dzięki kuchennym rewolucjom pojawiła się nowa pasja i nie była to miłość romantyczna, lecz znacznie ostrzejsza – noże.
– Kiedy miałem około 13-14 lat, zacząłem dostrzegać, jak wielką sztuką jest stworzenie dobrego noża, szczególnie w japońskiej kulturze – wspomina Mikołaj. – Mój tata, który jest leśnikiem, zawsze miał w swojej kolekcji wiele interesujących noży. Najbardziej zafascynował mnie ten wykuty ze stali pochodzącej z lufy czołgu. Był wyjątkowy. Stal, z której go wykonano, była bardzo specyficzna – może nie najlepsza, ale niezwykle elastyczna i wytrzymała. Rękojeść, wykonana z rogu jelenia, nadawała mu dodatkowej unikalności. Choć nie był to nóż do codziennego użytku w kuchni, to jego historia mocno mnie urzekła.
Z biegiem czasu Mikołaj zaczął kolekcjonować profesjonalne noże, a jednym z najcenniejszych w jego zbiorze był gyuto – japoński nóż szefa kuchni, który zakupił w Stanach Zjednoczonych za tysiąc dolarów. Niestety, w przeciwieństwie do jego miłości do Japonii, nóż nie przetrwał próby czasu.
– To był ręcznie kuty nóż, wykonany z dwóch warstw stali, złączonych tradycyjną techniką. Jego ostrość i precyzja były niesamowite. Niestety pewnego dnia zostawiłem go w domu rodzinnym, a moja kuzynka, nieświadoma przeznaczenia noża, użyła go… do podważenia wieczka od słoika. Wyszczerbił się w kilku miejscach i nie był już zdatny do użytku – opowiada Mikołaj z uśmiechem, choć gdy się o tym dowiedział, wcale nie było mu do śmiechu.
To doświadczenie nie zniechęciło go jednak do zbierania noży. Wręcz przeciwnie, zaczął szukać tańszych alternatyw, ale równie interesujących egzemplarzy.
– Pierwszym nożem, jaki kupiłem, był japoński tasak szefa kuchni, który w Polsce często kojarzy się z narzędziem do rąbania kości, ale w Japonii służy głównie do krojenia warzyw, cebuli, imbiru czy czosnku – opowiada z pasją Mikołaj. – Jest cienki, twardy i ma charakterystyczny zapach stali bogatej w węgiel. To nóż od „brudnej roboty”, ale doskonale sprawdza się w kuchni – tłumaczy.

Marzenie Mikołaja o odwiedzeniu Japonii, które towarzyszyło mu od dzieciństwa, spełniło się dzięki projektowi badawczemu, w którym brał udział jako student. Jego zadaniem było zbadanie współpracy militarnej między Polską a Japonią. Uważa, że w kraju kwitnącej wiśni drzemie duży potencjał technologiczny, a w związku z wojną na Ukrainie i koniecznością dozbrajania polskiego wojska idealnym współpracownikiem byłaby właśnie Japonia. Podczas miesięcznego pobytu w Osace miał okazję poznać tamtejsze życie z bliska. Szybko zauważył, jak bardzo codzienne życie w tym kraju różni się od tego w Polsce.
– Najbardziej ujmująca jest codzienna uprzejmość Japończyków – przekonuje Mikołaj. – Spotykałem się z nią na każdym kroku, niezależnie od tego, czy byłem w małym sklepie, w restauracji, czy na ulicy. Wynika to z długo utrwalanych norm społecznych. Japońska kultura kładzie ogromny nacisk na harmonię społeczną, unikanie konfliktów i okazywanie szacunku innym.
W centrum Osaki Mikołaj zaobserwował dość niecodzienną sytuację. Obcokrajowiec wyrzucił na środku chodnika papierek na ziemię, a podążająca za nim kobieta, która wyglądała na osobę z wyższych sfer, podniosła go i schowała do swojej torebki. Japończycy dbają o czystość w miejscach publicznych jak nikt inny.
– W Japonii nie ma wielu publicznych koszy na śmieci – zaskakuje Mikołaj. – Wiąże się to z tym, że zniknęły po atakach terrorystycznych z użyciem sarinu w latach 90. Często ukrywano w nich bomby lub inne niebezpieczne substancje. Śmieci najczęściej nosi się ze sobą do momentu, aż znajdzie się odpowiedni pojemnik w sklepie, tzw. konbini.
Japończycy, mimo że znają bardzo dobrze angielski, to niezbyt często się w nim porozumiewają. Często obawiają się, że ich akcent lub gramatyka mogą nie być perfekcyjne, co w społeczeństwie, które ceni precyzję i unikanie błędów, jest niedopuszczalne. Na pomoc w języku angielskim turystom w nadzwyczajnych sytuacjach decydują się zazwyczaj w ostateczności.
– Często miałem sytuacje, w których mówiłem po angielsku, a oni odpowiadali po japońsku – i mimo to świetnie się dogadywaliśmy – mówi student z Torunia. – Japończycy unikają mówienia po angielsku, jeśli nie czują się w nim perfekcyjni.
Podczas pobytu w Osace Mikołaj miał również okazję zakupić kolejny wyjątkowy nóż do swojej kolekcji – ręcznie kuty przez lokalnego mistrza kowalstwa. Ten nóż wykonano ze specjalnej stali VG10, a na ostrzu pojawiły się inicjały Mikołaja.
– To japońska stal bardzo wysokiej klasy – tłumaczy pasjonat Japonii. – Jest ona popularna pośród najznamienitszych producentów japońskich noży, bardzo dobrze trzyma ostrość. Ręcznie kute noże są w Japonii powszechnie dostępne, a wiele rodzin zajmuje się tym rzemiosłem od wieków – wyjaśnia.

W Japonii samochody różnią się od tych, które znamy z Europy, zarówno pod względem rozmiaru, jak i stylu.
– Samochody w Japonii są węższe i wyższe niż te, które spotykamy w Europie – zauważa Mikołaj. – Popularne są tam tzw. kei-cary, czyli niewielkie samochody miejskie, które idealnie sprawdzają się na zatłoczonych ulicach i w ciasnych przestrzeniach. Kei-cary, charakteryzujące się małymi silnikami i kompaktowymi wymiarami, nie tylko ułatwiają parkowanie w miastach, ale również spełniają surowe normy podatkowe i ekologiczne.
Jednak mimo licznych zalet Mikołaj dostrzega także pewne wady życia w Japonii, które mogą być trudne do zaakceptowania na dłuższą metę. Podkreśla, że choć Japonia jest fascynującym krajem do odkrywania i ma wiele do zaoferowania pod względem kultury, technologii i estetyki, codzienne życie w tym społeczeństwie mogłoby okazać się dla niego zbyt przytłaczające.
– Japońskie społeczeństwo jest bardzo zamknięte i hierarchiczne – twierdzi Mikołaj. – Głęboko zakorzeniony jest tutaj pracoholizm. Prowadzi to do ekstremalnie długich godzin pracy, wyczerpania i zaniedbywania zdrowia oraz życia prywatnego. Nie wyobrażam sobie funkcjonowania w takim środowisku na dłuższą metę. Gdybym miał wybór, to wciąż wolałbym mieszkać w Polsce, mimo że Japonia jest dla mnie fascynującym miejscem – podsumowuje.
Po informacje z regionu zapraszamy na nasz bliźniaczy portal pozatorun.pl

