Odwaga kuriera
Takie historie nie dzieją się codziennie. Trzech podejrzanie wyglądających osiłków, zamiast prowadzić, niosło przez środek osiedla rower zabezpieczony przed kradzieżą. Przechodnie zatrzymywali się i przyglądali się z niedowierzaniem, lecz nikt nie reagował. Wystarczyło jednak rzucić okiem, żeby zrozumieć, co właśnie się dzieje – zuchwała kradzież w środku dnia. Policji ani widu, ani słychu, straży miejskiej również. Pojawił się natomiast kurier… i to on powstrzymał złodziei.
Ulica Legionów w Toruniu. Blisko południa, środek dnia. W ciągu ostatnich tygodni mieszkańcy wymieniali się informacjami, że w okolicy zapewne grasuje złodziej lub cała szajka. Z piwnic zaczęły znikać rowery, wartościowe narzędzia i inne przedmioty, które można by sprzedać w lombardzie.
– Niedawno mojemu sąsiadowi ktoś zwinął z piwnicy starą damkę – mówi pan Krzysztof, mieszkający w pobliżu Komendy Straży Pożarnej przy ulicy Legionów w Toruniu. – Ale nawet tego nie zgłosił, bo nie dość, że rower stary, to jeszcze kłódkę miał małą i sam przyznał, że prosił się o włamanie…
Zupełnie inne podejście do własności miał Wojciech Biskupski. Rower, którym porusza się po mieście, jest na tyle cenny, że kiedy pozostawia go poza zasięgiem wzroku, zawsze zakłada zabezpieczenia, aby nikt go nie ukradł. Dotychczas wystarczało, że zapinał stalową linkę zabezpieczającą tak, że tylne koło spinał z ramą, dzięki czemu roweru nie dałoby się nawet prowadzić.
Czytaj także: Miasto w piekarniku. Mieszkańcy Torunia zapamiętają początek wakacji na długo
– Zostawiłem tego dnia swojego „górala” na klatce schodowej i przez myśl mi nie przeszło, że ktoś może się na niego połasić, bo był naprawdę solidnie zabezpieczony – mówi Wojciech Biskupski z Torunia. – Nie ukrywam, że jestem do niego przywiązany, bo zjeździłem na nim kawał świata.
Rower bez opieki pozostał około godziny. Kiedy pan Wojciech zszedł ze swojego mieszkania, ze zdumieniem stwierdził, że jednoślad zniknął. Wówczas nie wiedział jeszcze, że kilkanaście minut wcześniej rozegrała się scena, która miała sprawić, że odzyska swoją własność.
– Okazało się, że trzech jegomościów wzięło mój rower pod pachy i bezczelnie szli przez środek miasta – opowiada Wojciech Biskupski. – Ale mieli pecha. Przejeżdżający obok nich kurier-kierowca zatrzymał się i spytał, co robią i gdzie niosą rower. W pierwszej chwili zaczęli go przekonywać, że idą do znajomego. Kurier jednak nie dał się nabrać i zakomunikował, że dzwoni po policję, żeby sprawdzili, czy rower nie został skradziony.

To wystarczyło, żeby spłoszyć złodziei. Rower porzucili przy śmietniku i uciekli. Kurier sprawy jednak nie zostawił. W pobliskim zakładzie fotograficznym przekazał informację, że zabiera ze sobą skradziony sprzęt i wskazał adres, pod którym będzie do odebrania.
Czytaj także: Obcym wolno mniej
– Kradzież roweru oczywiście zgłosiłem natychmiast na 112 – dodaje Wojciech Biskupski. – Czy doczekałem się przyjazdu policji? Niestety nie… Wieczorem złożyłem na komisariacie zeznania, ale nie łudziłem się, że odzyskam swoją własność…
Po kilku dniach policjant przyjmujący zgłoszenie zadzwonił do pana Wojciecha z informacją, że rower udało się odzyskać. Tyle, że nie policjantom – a kurierowi, który zawiózł go do centrum dystrybucji przesyłek.
– Pan Jakub, kurier z InPost okazał się facetem z jajami, bo samemu w kontrze do trzech osiłków zainteresował się cudzą własnością. Ktoś taki zasługuje na szacunek, prawda? – uśmiecha się Wojciech Biskupski. – Serdecznie mu podziękowałem, napisałem też podziękowanie do centrali firmy. Wiem, że dostał pochwałę. Przy okazji okazał się bardzo skromnym człowiekiem, bo nie zależało mu na rozgłosie, czy chwaleniu się tą sprawą.
Pomimo, że skradziony rower pana Wojciecha udało się odzyskać, złodziejom sprawa uszła na sucho. W świetle polskiego prawa, jeśli wartość roweru nie przekraczała 800 zł, groziła im kara aresztu (do 30 dni), ograniczenia wolności albo grzywna. W przypadku kradzieży mienia o wartości powyżej 800 zł – grozi już od 3 do 5 lat pozbawienia wolności. Natomiast w przypadku kradzieży z włamaniem – czyli na przykład z zerwaniem łańcucha zabezpieczającego – grozi już 10 lat za kratkami.

