Ta Jedna Ciotka jest wyjątkowo uwielbiana. Także w Toruniu [ROZMOWA, ZDJĘCIA]
Trudno uwierzyć, że Ta Jedna Ciotka ma w sieci dopiero trzy lata. Postać, którą stworzył Mateusz Glen, influencer, tiktoker, autor książek – jest mocno rozpoznawalna, z powodzeniem działa też poza Internetem, czego przykładem było spotkanie autorskie w Książnicy Kopernikańskiej w Toruniu.
Jak na gwiazdę osiedla przystało, Ta Jedna Ciotka miała czerwoną suknię z cekinami, na sali był komplet publiczności, dużo śmiechu (ale nie tylko), liczne pytania i długa kolejka po autografy. To był udany wieczór.
Mateusz Glen / Ta Jedna Ciotka w rozmowie z „Tylko Toruń”:
Te pozytywne emocje, które dajesz innym – to jest Ciotka czy Mateusz?
Właśnie ten mój optymizm i pozytywizm, tak go nazwijmy, to jest przede wszystkim Mateusz. Ja zawsze byłem tym dzieciakiem, który tryska humorem, energią. Tak samo jak pracowałem w gastronomii jako kelner, to byłem tym „słoneczkiem” – wchodziłem jak wulkan energii. Współpracownicy zmęczeni po wielu godzinach pracy patrzyli i pytali: „Skąd on ma tyle energii?”. Jestem takim wentylem w tłumie, odsuwam od siebie negatywne emocje. Też takie miewam, ale bardziej w zaciszu. Ale kiedy dla ludzi jestem takim rozbrykanym, takim koziołkiem, trochę Matołkiem — to jestem w stu procentach ja.
Obecnie żyjemy w przestrzeni social mediów, trudno od tego uciec. A im więcej obserwujących i większe zasięgi, tym większa aktywność hejterów. Jak się z tym mierzysz?
Mierzę się, ale muszę przyznać, że ten hejt jest ciągle taki sam. Piszą: „O, chłop się przebrał za babę”, „Kogo wpuszczają do telewizji?”, porównują mnie do przedmiotu, a nie człowieka i tak dalej. Ale oni nie wymyślają nic nowego. Ja robię swoje, skupiam się na społeczności, która jest ze mną i przy mnie – w tej ciepłej, pozytywnej atmosferze.
Jeżeli dla nich szczytem komentarza jest to, że „chłop się przebrał za babę”, a od lat w telewizji czy teatrze mieli „Poszukiwany, poszukiwana”, „Pani Doubtfire”, „Tootsie”, kabarety – to trochę hipokryzja. Bo śmieją się ze mnie, a później bawi ich kabaret w podobnym stylu.
Oczywiście zwracają też uwagę, że jestem gejem. To dla nich punkt zaczepienia, żeby potem chamsko się odnieść. Ale dlaczego mam się tym przejmować? Nie reaguję. Robię to, co kocham, wokół mam tylu ludzi, którzy mnie kochają. Ta dobra energia przepływa. Wiem też, ile moja postać daje innym – poprawiam komuś dzień albo przypominam osoby, których już nie ma przy rodzinnym stole wigilijnym. Zdarzają się i takie sytuacje: dziewczyna pisze, że choruje na depresję i moje filmiki pomagają jej przetrwać dzień. Wiem, że za tym stoi coś więcej niż tylko takie pajacowanie.
Pytam o hejt, bo obserwują cię ludzie w różnym wieku, także bardzo młodzi, a dziś dużo mówi się o ich zdrowiu psychicznym. Ty sam dorastałeś już w świecie cyfrowym.
Tak, ja dosyć szybko uporałem się z hejtem, dlatego że doświadczyłem go już w gimnazjum, face to face. Wtedy wiele rzeczy – teksty piosenek, seriale, różne postaci – pomagały mi budować twardą skorupę i skupić się na tym, co chcę robić. Zdałem sobie sprawę, że nikt życia za mnie nie przeżyje, że trzeba wstać tą prawą nogą. W pewnym momencie po prostu nabrałem odporności.
A zaczynając nagrywać w Internecie, dawałem się „na tacy”: możecie mnie zjeść. Dlatego staram się wykorzystywać swoje zasięgi, by poruszać tematy, takie jak prawa osób LGBT czy zdrowie psychiczne.
Nagrałem też rolkę, która zrobiła troszeczkę zamieszania – wklejałem masowo komentarze hejterów i mówiłem wprost: ten komentarz jest kierowany do mnie, ale nie wiadomo, czy twoje dziecko tego nie przeczyta. A może będzie chciało nagrywać i pokazywać swój talent, na przykład plastyczny, muzyczny, sportowy, a też się z tym spotka. Więc ten mój apel był taki, że nikt nie jest anonimowy, a strzelając kulą we mnie, możesz trafić w kogoś innego.
Przejdźmy do Ciotki i książek o niej. Ostatnia część „Na litość boską!” to „pierwsza polska powieść pielgrzymkowa”. Z obserwacji? Brałeś udział?
Na pielgrzymce nie byłem, ale mieszkałem 15 lat w Częstochowie i tylko dwa przystanki na Jasną Górę. Mieliśmy zaprzyjaźnioną rodzinę z Wrocławia, która co roku brała udział w pielgrzymce i u nas spała, udostępnialiśmy im pokoje, podwórko. Dlatego tematy pielgrzymki i w ogóle świętości gdzieś tam zawsze w domu się przewijały.
Oczywiście moja wyobraźnia, dryg do fikcji i absurdu pomogły zbudować tę fabułę. Wiele po drodze się dzieje i Ciotka musi przyspieszyć, żeby szybko dotrzeć do Częstochowy.
Mateusz jest uważnym obserwatorem, a Ta Jedna Ciotka świetną komentatorką świata wokół. Tak się dzielicie?
Dokładnie! Jestem książkowym przykładem Bliźniąt. Rzeczywiście Mateusz wyciąga tę esencję ze świata, który gdzieś tam dookoła pływa, ze wspomnień – dopowiada, odejmuje, skraca i wychodzi ten twór Ciotki. Wyobraźnia jest Mateusza, ale język i uniwersum ciotkowe i to są składniki, z których mamy eliksir komedii.
Ciotka ma gadane, twoi obserwatorzy i obserwatorki doskonale znają wszechstronne przeznaczenie miski – od moczenia stóp po sałatkę jarzynową. Ale czasem nawet nie musi się odzywać – wystarczy, że wdycha woń bzu i wszyscy wokół już wiedzą, że to „ten czas”.
Są rzeczy, od których nie uciekniemy — święta, pory roku, polskie zwyczaje. W maju zaśpiewa „Chwalcie łąki umajone”, na Wszystkich Świętych założy najlepsze futro pachnące naftaliną, pójdzie na groby, a przy okazji obgada wszystkich dookoła.
Często podkreślasz, że wychowałeś się w licznym gronie rodzinnym, zwłaszcza kobiet.
Tak. Byłem jedynym chłopcem, a dziadkowie z obu stron, moje ciocie i babcie mnie rozpieszczały. Może dlatego wolałem iść do nich, niż z wujkiem naprawiać samochód.
Pewna pani zapytała kiedyś, czy postać Kubusia z rolek i książek to ja z dzieciństwa – i może coś w tym jest.
Jaki byłby idealny dzień Ciotki w Toruniu?
Święto Piernika! Ciotka uwielbia wszystko, co słodkie, sobie nie odmawia. Ale gdyby to Maślakowa zjadła piernika, to Ciotka z pewnością by jej wytknęła, że w zębach zostało i w biodra pójdzie.
Rozmiar szpilek Ciotki?
Całe 46.
Często dostajesz jakieś gadżety, ubrania dla Ciotki? Klipsy, korale?
Tak, czasem są to ręcznie wyszywane koronki, serwetki, słodycze, była bluzka bardzo podobna do tej, którą miała Ewa Kasprzyk z filmu „Kogel-mogel”. To jest bardzo miłe. Te rzeczy potem lądują na filmikach i ludzie widzą je „na żywo”.
Lubisz spotkania z publicznością, jak to w Toruniu?
Bardzo. Szczególnie takie, gdzie nie ma ograniczeń czasowych, bo lubię gadać, pośpiewać, poplotkować. A kiedy mam trzy minuty wejścia do radia — czuję presję, że nie zdążę wszystkiego powiedzieć.
To prawda, spotkanie z Mateuszem Glenem / Tą Jedną Ciotką w Książnicy Kopernikańskiej trwało niemal dwie godziny. Publiczność pytała m.in. o garderobę Ciotki (jest już na nią osobny pokój w mieszkaniu), czas wolny Mateusza (książki, planszówki, spotkania, spacery nad morzem itp.), czy wreszcie o uniwersum ciotkowego świata z sakramentalnym „kim jest Beata?!” Odpowiedź była oczywista 🙂
- Mateusz Glen / Ta Jedna Ciotka












