Termiński: Byłem kontrowersyjny? A może się zestarzałem? [WYWIAD]
O tym, czy Emil Sajfutdinow zostanie zawodnikiem Polonii Bydgoszcz, kiedy do Zielonej Góry wróci Patryk Dudek, jaki prywatnie jest Mikkel Michelsen, a także o pieniądzach z Przemysławem Termińskim, właścicielem Klubu Sportowego Toruń, rozmawia Radosław Rzeszotek.
Lubi Pan żużel?
Teraz tak.
A kiedy Pan go nie lubił?
Wtedy, gdy spadliśmy, gdy nam nie szło. Były jeszcze może chwile zniechęcenia, kiedy pojawiały się jakieś problemy… Ale tak naprawdę byłem zirytowany na żużel tylko po tamtym, fatalnym sezonie.
Fakt, przyjemnie być nie mogło, ale to chyba był też moment, kiedy w biedzie poznaje się przyjaciół?
To nie było tak, że nagle wszyscy się od nas odwrócili. Mieliśmy lekkie wahnięcie w liczbie kibiców na meczach, ale to nie była też jakaś ogromna różnica w porównaniu z poprzednim sezonem. Sponsorzy zostali, nie spotkaliśmy się z falą odejść. Zostało też z nami miasto, które kontynuowało wspieranie naszego klubu. Generalnie zostaliśmy obdarzeni zaufaniem, w którym czuło się pewność, że prędko wrócimy do Ekstraligi.
Czytaj także: Chudzińska: Prawa ucznia to prawa człowieka [WYWIAD]
A nie bolała Pana krytyka, która wtedy była wręcz wszechobecna? Sam pamiętam wypowiedzi żużlowych ekspertów, którzy podkreślali, że Toruń jest jakiś felerny, że tu się żużlowcy nie rozwijają, i tak dalej, i tak dalej…
Krytyka zawsze boli, zwłaszcza kiedy jest nieuzasadniona. Dlaczego? A choćby dlatego, że wtedy robiliśmy wszystko tak samo jak w kolejnych latach. Naprawdę nic się nie zmieniło. Ale w sporcie takim jak żużel bywa tak, że pech, czy też kontuzje, kreują wynik. A w tamtym feralnym roku to właśnie nas spotkało – pech i kontuzje, przez co przegraliśmy trzy mecze jednym punktem. Obecnie w żużlu ogromną rolę odgrywają niuanse. Sprzęt jest tak wyżyłowany, tak niezwykle czuły na temperaturę, rodzaj nawierzchni i cały szereg drobnych zmiennych, że to one decydują o końcowym sukcesie. I kiedy siedmiu zawodników robi drobną różnicę, to ich suma nagle okazuje się jedną dużą różnicą decydującą o tym, czy wygramy lub przegramy.
Kiedy przejmował Pan toruński klub, ile kosztował podstawowy motocykl żużlowy, a ile kosztuje teraz?
To jest dość trudne pytanie w zależności od tego, co wliczymy w koszt motocykla. Ale pokusiłbym się o stwierdzenie, że wtedy to było mniej więcej 25 do 27 tys. zł, a teraz to rząd wielkości między 75 do 100 tys. zł. Można wprawdzie argumentować, że część różnicy jest wynikiem inflacji, ale jednak cena trzy lub cztery razy wyższa na przestrzeni dziesięciu lat musi robić wrażenie.
Mnóstwo mówi się o atmosferze w sporcie żużlowym. Że jest ona tak ważna, chwilami wręcz kluczowa dla powodzenia drużyny. Czy zatem ta zmiana, która zaszła w Pana klubie, związana była wyłącznie z osobą Piotra Barona?
Piotr Baron na pewno ma wpływ na atmosferę w parku maszyn, ale ogólny klimat wokół Torunia zrobił się pozytywny, bo – nie czarujmy się – sukces napędza pozytywne emocje. Dziś jesteśmy fetowani dlatego, że zdobyliśmy złoty medal. Ale przypominam, że wygraliśmy różnicą zaledwie dwóch punktów. Gdybyśmy w Toruniu czy Lublinie zdobyli dwa punkty mniej, bylibyśmy srebrnymi medalistami, czyli zajęlibyśmy najgorsze dla sportowca miejsce.
Przed sezonem trwały dyskusje, czy toruński klub robi dobrze, sprowadzając Jana Kvecha. Wydaje się, że spełnił pokładane w nim oczekiwania. Żegnając się z Toruniem, powiedział, że chciałby tu jeszcze kiedyś powrócić…
Pamiętajmy, że Jan Kvech ma 24 lata i licząc najmarniej, ma przed sobą jeszcze kilkanaście lat ścigania. Jeśli się rozwinie i zadomowi się w światowej czołówce, a pamiętajmy, że już dziś jest najlepszym czeskim żużlowcem, to nie wykluczam, że miejsce dla niego się znajdzie.
Czy toruńscy kibice mogą czuć się zaniepokojeni zapowiedziami prezesa Polonii Bydgoszcz, Jerzego Kanclerza, który obiecuje fanom swojej drużyny sprowadzenie Emila Sajfutdinowa? Słychać głosy, że przecież mieszka w Bydgoszczy i byłoby naturalne, gdyby właśnie nad Brdą kontynuował karierę.
Na ten moment nie ma czego się obawiać, bo nie wydaje mi się, żeby Emil chciał jeździć w pierwszej lidze. Poza tym, nie on jeden mieszka w Bydgoszczy. Na przykład żyje tam również Artiom Łaguta i jakoś nie słyszę, żeby nagle miał on zmienić barwy klubowe, żeby spełnić marzenie kibiców z Bydgoszczy. Nasz przyjaciel Emil Sajfutdinow jeździ z nami, ma podpisane kontrakty u nas, i myślę, że jest zadowolony z tego, co się w naszym klubie dzieje. Ale rzecz jasna nic nie jest na zawsze i jeśli kiedyś uzna, że jednak chce w Bydgoszczy pojeździć, to przecież nie będziemy mu tego zabraniać. On nasze warunki zna i nasza współpraca wygląda naprawdę dobrze. Powiem żartobliwie, że prezes Kanclerz, jeśli chciałby współpracować z Emilem, to powinien pospieszyć się z tym awansem, bo na razie to wygląda na to, że szybciej może Emil przejść na emeryturę.
Nasz kolejny lider, Robert Lambert, na swój dom wybrał Toruń, a w zasadzie jego bardzo bliskie sąsiedztwo. Jak ocenia Pan jego wpasowanie się w drużynę?
Bardzo dobrze! Jest u nas bardzo długo, jak pamiętamy, zaczynał na pozycji U24 i był w tamtym czasie najlepszym zawodnikiem ligi na tej pozycji. W międzyczasie został wicemistrzem świata na żużlu. Miniony sezon może nie był dla Roberta tak udany, jak on by sobie tego życzył, bo znam jego cele. A najważniejszym z nich jest zdobycie tytułu mistrza świata. Co więcej, ma podpisany z nami długoletni kontrakt, rzeczywiście zamieszkał pod Toruniem wraz ze swoją żoną, zatem stał się toruńczykiem.
O tytuł mistrza świata ma w przyszłym sezonie powalczyć Patryk Dudek, któremu niektórzy wieszczą detronizację Bartosza Zmarzlika. Sądzi Pan, że ma szansę?
Nie mam najmniejszych wątpliwości, że jeśli utrzymałby dyspozycję z tego sezonu, to wywalczyłby tytuł mistrza świata, czego mu serdecznie życzę. Patryk jeździ u nas już czwarty sezon i jeszcze trochę pojeździ i muszę w tym miejscu kolegów z Zielonej Góry prosić o cierpliwość, bo na powrót Patryka muszą jeszcze trochę poczekać. Patryk świetnie wpasował się w drużynę, która z jego udziałem jest mocna.
I ostatni lider, Mikkel Michelsen…
Przed sezonem była dyskusja, że Mikkel jest konfliktowy, że się nie wpasuje w zespół, że będzie się szarogęsił, że jest po kontuzji… Ileż ja dostałem maili, wpisów, postów, że jestem ostatnim głupkiem, że w tego Michelsena się angażujemy. Zwracam jednak uwagę, że w chwili, gdy złapał kontuzję po zderzeniu z Bartkiem Zmarzlikiem, Mikkel Michelsen był trzecim zawodnikiem świata! Kiedy podpisywaliśmy kontrakt, znaliśmy wyniki jego badań, więc sytuacja dla obu stron była jasna. Mikkel zdecydował się podpisać kontrakt motywacyjny. Dostał wynagrodzenie na poziomie drugiej linii z opcją dużych bonusów, jeśli pojedzie na wysokim poziomie. Jaki pojechał sezon, wszyscy wiemy i jego średnia zagwarantowała mu realizację wszystkich bonusów. A z drugiej strony okazał się bardzo sympatycznym człowiekiem, który doskonale wpasował się w drużynę. Do tego stopnia, że przez cały sezon nie słyszałem ani jednej skargi, że Mikkel Michelsen jest zły, czy coś jest nie tak, albo oczekuje specjalnego traktowania. Okazało się, że te wszystkie argumenty, które płynęły z jego doświadczeń z Częstochowy, po prostu się w Toruniu nie potwierdziły.
Na początku naszej rozmowy wspomniał Pan o dobrej współpracy z samorządami. Czy rzeczywiście była ona zawsze tak dobrajak dziś?
Mam nadzieję, że po sukcesie, jaki w tym roku osiągnęliśmy, współpraca z samorządami będzie jeszcze lepsza. Współpracujemy z Urzędem Miasta, ze Starostwem Powiatowym, od tego roku także z Urzędem Marszałkowskim. Natomiast chcę zaznaczyć, że nasza współpraca z samorządami trwała, zanim zostaliśmy mistrzem Polski, dlatego był to wyraz zaufania, dzięki któremu mogą one zbierać owoce naszego sukcesu. Podobne słowa docenienia należą się też sponsorowi tytularnemu, który przeznaczył spore środki na wsparcie klubu. Dziś dzięki temu może on dyskontować efekty wielokrotnie przewyższające wysokość tego kontraktu.
Klub Sportowy Toruń przeszedł metamorfozę, ale przeszedł ją też Pan. Kilka lat temu należał Pan do tych właścicieli klubów, którzy na gorąco komentowali wyniki. Nie obawiał się Pan wzbudzać kontrowersji. Dziś chyba Pan złagodniał…
A może się po prostu zestarzałem? A tak na poważnie, byłem dużo bardziej zaangażowany w codzienne wyniki klubu, a teraz bardziej staram się patrzeć na wyniki całego sezonu i jeden przegrany mecz to nie koniec świata. Kiedy zaczynałem przygodę z żużlem, to każdy przegrany mecz to była tragedia, dramat, płacz i rozpacz i stąd zapewne te moje emocjonalne wpisy. Z drugiej strony jak sięgam pamięcią, to ile było tych wpisów? Pięć? Sześć? Czy z perspektywy czasu któregoś wpisu żałuję? Nie. W tamtym czasie należało powiedzieć to, co powiedziałem. Czy dziś powiedziałbym to inaczej? Może tak. A może poczekałbym do zakończenia sezonu.


Zakaz na alkohol? Jest pomysł na to, jak pracować nad nowymi przepisami
12 października 2025 @ 18:51
[…] Czytaj także: Termiński: Byłem kontrowersyjny? A może się zestarzałem? [WYWIAD] […]