Skip to content

3 komentarze

  1. Amiko
    8 stycznia 2019 @ 23:57

    Co do schroniska jedna rzecz jest bardzo smutna. Wszystkie zwierzęta, które stamtąd pochodzą są wykastrowane. Czy te zwierzęta się o to proszą. Podobno jest to samowola schroniska – jakieś wewnętrzne zarządzenie schroniska o którym Wydział Ochrony Środowiska w Toruniu nie ma pojęcia. Jest jeszcze jedna historia. Kiedyś jak był marzec było słychać w Toruniu miałczenie kotów. Teraz jest cisza. Ekipa ze schroniska robi łapanki i praktycznie już wszystkie wolnożyjące koty są wykastrowane. Najpierw stawia się domki, potem kusi koty jedzeniem, a potem pułapka i na operację. Nie wiem, czy te koty gdyby wiedziały za jaką to cenę czy chciałyby mieć pełną miskę. Bardzo niedobrze bo choć część kotów i kotek powinno pozostać w stanie nienaruszonym. Koty po prostu wyginą. Miasto płaci za kastrację kotów i kotek i to jest przyczyna ciągłych polowań dla zysku, a biedne koty są ofiarą. Próba uzasadnienia łapania kotów i kotek potrzebą leczenia jest niesłuszna. Są kocie choroby, które nie dadzą się wyleczyć, a nawet te zdrowe po jakimś czasie się zarażą. Toksoplazmoza jak i choroby roznoszone drogą płciową są nie do opanowania i nie do wyleczenia. Jedynie zgoda na rozmnażanie się i wyginięcie słabych osobników jest szansą na ich przetrwanie. Wystarczy uchylone okno do piwnicy i zimą dokarmienie, a miłośniczki kastrowania niech sobie znajdą inne intratne zajęcie. Domki są zbędne, koty wolą piwnice, a kastrowane nie wiedzą po co żyją i tylko czekają na jedzenie i leżą.

    Odpowiedz

    • Joanna
      9 stycznia 2019 @ 00:19

      Aż mnie “zatkało”!!!! Rozumiem, że mają się rodzić, chorować i umierać tysiące kotów w piwnicach (a ich ból i cierpienia?). Powinny rodzić się tysiące psów i grasować w wygłodniałych, zdziczałych watahach. Starsze koty i suki okropnie chorują na infekcje dróg rodnych i ropomacicze. Zagłodzone zwierzęta umierają w potwornych cierpieniach, bo z powodu braku substancji odżywczych mają potworne skurcze mięśni. Nie krzyczą, bo mają instynkt i boją się drapieżców. Rozumiem, że tak ma wyglądać świat? A może jednak przed napisaniem komentarza trochę poczytać lub porozmawiać z kimś mądrym? Mam wrażenie, że napisał to ktoś, kto nie myśli rozumem, a zupełnie inną częścią swojej osobowości.
      Kastracja kosztuje, więc trzeba za nią płacić. W małych miejscowościach sami mieszkańcy składają się na kastracje, bo gminy nie stać.

      Odpowiedz

    • Rudy Pips
      10 stycznia 2019 @ 22:33

      Koty nie wyginą od sterylizacji. Wyginą za to rodząc ciągle młode w tych piwnicach, w których uwielbiają siedzieć, bo nie ma tam dla nich ani opieki ani jedzenia. Proszę zajrzeć do schroniska lub fundacji zajmującej się kotami i zobaczyć kocięta zasmarkane, z zaropiałymi oczami albo ślepe, bo koci katar zniszczył im rogówki i porozmawiamy wtedy o rozmnażaniu się i wyginięciu słabych osobników. A poza tym – bez obawy. Będą się rozmnażać. Możliwości przerobowe miłośniczek sterylizacji są za małe. Tam gdzie są ludzie, są i bardzo płodne, bezdomne psy i koty. Domowa kotka się puściła – no to już nie jest domowa, za drzwi i po problemie. W ten oto sposób stada kotów wolno żyjących są systematycznie uzupełniane.

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.