Obajtek: Po co szukają krwi na rękach Saudyjczyków? [WYWIAD]
O tym, czy Orlen może zbankrutować, o relacjach z Saudyjczykami, których zaprosił na kolację, o przyszłości polskiej energetyki i przesłuchaniach w prokuraturze – z Danielem Obajtkiem, byłym prezesem Orlenu, a obecnie europosłem PiS, rozmawia Radosław Rzeszotek.
Jak ocenia pan obecne położenie energetyczne Polski w kontekście wydarzeń na świecie? Mamy się czego obawiać?
Jest bardzo źle i trzeba sobie to jasno powiedzieć. Mam przede wszystkim na myśli rozwiązania regulacyjne, które wręcz tłamszą naszą gospodarkę. Proszę spojrzeć na ceny ETS, czyli Europejskiego Systemu Handlu Emisjami. Mamy obecnie najdroższe ceny energii, co doskonale widać, kiedy porównuje się ceny w Stanach Zjednoczonych czy innych krajach europejskich, o Chinach nie wspominając. A to w prostej linii prowadzi do sytuacji, w której nie jesteśmy w stanie konkurować na rynkach naszą tanią siłą roboczą. Dziś żeby firmy europejskie mogły realnie konkurować, potrzebne są dwie rzeczy: względnie tanie ceny energii i zmniejszenie regulacji. Mieliśmy w Orlenie wielu partnerów biznesowych, którzy od nas odchodzili właśnie z powodu europejskich regulacji. Żeby dziś przygotować w Polsce dużą inwestycję, to uzyskanie wszelkich formalnych pozwoleń to jest mniej więcej pięć lat. Czas wykonania to zapewne kolejne cztery lata, a więc mamy już dziesięć lat, zanim inwestycja zostanie zrealizowana. Tymczasem w Arabii Saudyjskiej to są trzy lata! W Stanach Zjednoczonych to jest pięć lat, w Turcji – cztery, albo nawet trzy. I to pod takie inwestycje banki chętnie udzielają kredytu, bo łatwo mogą sobie policzyć stopę zwrotu. U nas to tak nie wygląda, bo który bank zechce czekać na zwrot dziesięć lat?
To dlatego nie mamy wciąż w Polsce nowych elektrowni?
W Polsce nikt nie chce finansować budowy elektrowni. I nie chodzi tylko o stopę zwrotu, ale także o fakt, że u nas siedemdziesiąt procent inwestycji to są koszty ETS! Poza tym bez względu na to, kto w Polsce rządzi, nie zmieniają się sprawy uproszczenia regulacji. Dlatego temat budowy elektrowni jądrowej się u nas ociąga. Zacząłem proces wprowadzania do naszego kraju małych elektrowni jądrowych, tzw. SMR. I obecnie już powinny być przynajmniej wytyczone działki, na których one powstaną. A co jest? Nic. Tylko wieczna gadanina.
Czytaj także: Kwaśniewski: Zarzucam rządowi brak konsekwencji [WYWIAD]
Jesteśmy chyba jednak w niezłym położeniu, jeśli chodzi o energię wiatrową?
Tak, i co z tego? Jej się nie da zastąpić zero-jedynkowo, ponieważ trzeba produkować energię bilansującą, która będzie utrzymywała moc w sieci, bo przecież nie zawsze wieje… I jaki mamy skutek? Trzeba płacić podwójnie, bo czasem trzeba wiatraki wyłączyć, bo jest w systemie za dużo energii OZE, a oprócz tego trzeba utrzymywać elektrownie tradycyjne. Wyjściem są magazyny energii, ale one i tak podniosą koszty dla konsumenta.
Rysuje pan obraz wprost dramatyczny… Jest aż tak źle?
Musimy zacząć szybko budować elektrownie gazowe. UE powinna się wycofać w tym segmencie z ETS, ponieważ nie tylko są to elektrownie niskoemisyjne, ale także szybko się bilansują. Poza tym łatwo można zwiększać lub zmniejszać produkcję energii. Kiedy byłem prezesem Orlenu, zaczęliśmy budować dwie elektrownie gazowe – jedną w Grudziądzu, drugą w Ostrołęce. Drugi etap to budowa najpierw małych, a później dużych elektrowni atomowych. Nie ma innej drogi. I państwo polskie powinno się obecnie skupić na mechanizmach wsparcia dla tych inwestycji. To jedyna szansa dla naszej gospodarki. Złożyłem do UE wniosek o całkowite zniesienie opłat za ETS. Ale to nie spotkało się z przychylnym przyjęciem, ponieważ komuś jest na rękę, aby ETS-em nadal spekulować, co przede wszystkim robią Chińczycy.
Chyba jednak jest dla polskiego konsumenta światełko w tunelu, skoro OPEC zdecydował o zwiększeniu wydobycia, co ma skutkować obniżką cen paliw.
To są bzdury. Podejrzewam, że w Polsce obowiązuje obecnie zmowa cenowa. Tak się składa, że znam się dobrze na giełdach i rynkach paliwowych. Przecież firmy pośredniczące zarabiają obecnie rekordowe pieniądze, zarówno w hurcie, jak i w detalu. Kiedy w Orlenie zarabialiśmy średnio, to ówczesna opozycja krzyczała, że łupię Polaków. A teraz? Spokojnie paliwo mogłoby kosztować poniżej sześciu złotych, ale nikomu, jak widać, na tym nie zależy. Mało tego, teraz muszę chodzić do prokuratury i tłumaczyć się, dlaczego zaniżałem ceny paliw w Polsce. Tymczasem przy dzisiejszym notowaniu ropy i dolara wcale nie jest pewne, że ceny spadną. Liczy się przede wszystkim konsumpcja, dlatego trzeba patrzeć na to, jak stoi paliwo na giełdach międzynarodowych. Na tym tle widać właśnie zmowę cenową, w której Orlen uczestniczy.
A jaka jest zatem obecna kondycja Orlenu?
Rynki międzynarodowe widzą, że zarządzany jest on obecnie nieudacznie. Widzimy to po kursach akcji czy wycofywaniu się funduszy kapitałowych. To, że jeszcze Orlen funkcjonuje, to wynik decyzji, które podjąłem ja i mój zarząd. Udało się zbudować firmę multienergetyczną, która ma tyle spółek córek, tyle bocznych gałęzi przynoszących dochody, że nie grozi jej upadek czy bankructwo. To będzie zawsze stabilna firma, która ma nogę niskoemisyjną, czyli elektrownie gazowe, które mają pewne finansowanie. Drugą nogą jest wydobycie, np. w Norwegii. Mamy też pozycję dominującą w detalu, nie tylko w Polsce. Mamy też farmy fotowoltaiczne, mamy farmy wiatrowe… Orlen ma tyle filarów dochodowości, że on będzie zawsze stabilny.
Wspomniał pan chwilę temu o prokuraturze. Obawia się pan działań śledczych wobec swojej osoby?
Moje samopoczucie nie ma tu nic do rzeczy. Mamy do czynienia ze zwykłą głupotą. Głupotą rządzących. Przecież żaden prezes Orlenu nie będzie podejmował odważnych decyzji, widząc, jak Daniela Obajtka targa się po prokuraturach i odsądza się go od czci i wiary. Dlatego widzimy dziś w spółkach Skarbu Państwa marazm. Po drugie trzeba się zastanowić nad sprawą wizerunku. Mam mnóstwo kontaktów międzynarodowych i zapewniam, że żaden duży inwestor nie będzie chciał rozmawiać z Orlenem, który co chwilę zmienia strategię. A po drugie jeśli w Polsce zaczyna się sprawdzać powiązania ludzi władających największą firmą na świecie, której kapitalizację możemy liczyć w bilionach, to o czym mówimy? U nas przecież chce się powoływać komisje, żeby sprawdzić, czy właściciele największej firmy na świecie mają krew na rękach. Kto z Polakami siądzie do rozmów? Osobiście nie mam się czego obawiać, ponieważ nic złego nie zrobiłem. Nie ukradłem, nie wziąłem niczego pod stołem. Obronią mnie wyniki. Za moich rządów Orlen był czwartym najlepiej rozwijającym się koncernem na świecie, wystarczy sprawdzić ratingi. W takich dużych firmach potrzebna jest stabilność. A mnie się każą dziś tłumaczyć, że wydałem parę złotych na kolację z Saudyjczykami. A miałem ich zaprosić do KFC?



Termińska: Nie zlekceważymy nikogo [WYWIAD]
4 kwietnia 2025 @ 14:00
[…] także: Obajtek: Po co szukają krwi na rękach Saudyjczyków? [WYWIAD]Zmiany w składzie, czyli wymiana Pawła Przedpełskiego i Wiktora Lamparta, na Mikkela Michelsena i […]