Jak w 1936 r. wyobrażali sobie Toruń przyszłości? 500 tys. mieszkańców i…

Na luzie Polecamy
fot. Kujawsko-Pomorska Biblioteka Cyfrowa

500 tys. mieszkańców, aeropociąg rozwijający prędkość do 300 km na godz. i dworzec centralny w samym centrum miasta – tak w 1936 r. wyobrażał sobie Toruń w 1999 r. autor artykułu w „Słowie Pomorskim”.

Artykuł ukazał się w wydaniu magazynowym „Słowa Pomorskiego” z 29 grudnia 1936 r. Przytaczamy go poniżej w całości (pisownia oryginalna):

„Skurcz radosnego wzruszenia dławi mnie za gardło, wyciskając łzy z oczu. Jeszcze by też – po tylu, tylu latach niebytności znowu zobaczę mój ukochany Toruń. Ile też lat upłynęło? Obliczam w pamięci – opuściłem Toruń, gnany wyrokami przeznaczeń w r. 1936-tym. A teraz mamy rok który? 1999-ty. A więc okrągło lat 63!

Aero-pociąg biegnący wprawdzie po szynach, ale pędzony, jak samolot śmigłem, mknie z szybkością 300 km/godz. Bez zatrzymania się mija Włocławek, Aleksandrów. Nie widzę mrugliwych czerwonych oczu stacji radiowej, bo teraz już najpotężniejsze stacje nadawcze obywają się bez wielkich masztów antenowych: byle patyczek wystarczy wytknąć za okno, a fale radiowe mkną w bezkresy wszechświata.

Pociąg staje pod wspaniałą oszkloną halą dworca Centralnego dawn. „Przedmieście”. Leży on w samym centrum Torunia, bo jak wiadomo Toruń, połknąwszy szczęśliwie w roku Pańskim 1936-tym Podgórz, takiego nabrał apetytu, że po kolei pożarł Barbarkę, Łysomice, Ostaszewo, Chełmżę, Lubicz, Ciechocinek, Gniewkowo, itd., itd. Ma teraz pół miliona mieszkańców i jest naprawdę „wielkim Toruniem”. Nie dość mu jednak tego, bo obecnie zabiega o przyłączenie do Torunia Warszawy. Czy mu się to jednak uda, wątpić należy wobec szalone konkurencji Bydgoszczy. Ale o tym poniżej.

Na pewno wpadam w objęcia mego starego druha i przyjaciela, który jedyny uprzedzony o moim przyjeździe, oczekuje mnie na dworcu. Tyle lat, tyle lat… Wiele słów mamy sobie do powiedzenia. Ale najpierw wyruszmy na miasto. Zobaczyć ten mój stary, kochany Toruń, jak też on teraz wygląda.

Do dawnego starego miasta, tego, które pamiętam z r. 1936 dostajemy się suchą nogą. Ani Wisły, ani mostów nie ma. Co się z nimi stało? Oto Bydgoszczy póty się napierała, poty naprzykrzała a przekonywała władze o konieczności przeniesienia siedziby województwa z Torunia do Bydgoszczy, że nie tylko wszystkie urzędy tam przeniesiono, ale na dalsze natarczywe nalegania Bydgoszczy, przeniesiono również Wisłę razem z mostami. Nie dość na tym. Upojona triumfem Bydgoszcz nie spoczęła na laurach, lecz nastawała w dalszym ciągu, że wreszcie przeniesiono do niej stolicę państwa z Zamkiem królewskim, Łazienkami, ministerstwami i wszelkimi urzędami włącznie. Pan red. Teska został premierem, a p. prez. Barciszewski szefem departamentu wiercenia dziur w brzuchu i w radio stale wygłasza pogadanki o konieczności przeniesienia do Bydgoszczy jeszcze Ligi Narodów, Przylądka Dobrej Nadziei i kilkunastu drapaczy chmur z Nowego Jorku. Ale wróćmy do Torunia.

Wjeżdżamy właśnie z przyjacielem na pl. Bankowy.

– Co to – pytam – czy tu nie było trzęsienie ziemi?

– Nie, skądże. Te kupy kamieni, zza których smętnie wyzierają beznadziejnie oczekując na pasażera dwie mocno „podtatusiałe” taksówki, to wciąż jeszcze trwająca „regulacja” pl. Bankowego.

– Przecież ta regulacja trwa bodaj od r. 1936-go.

– Tak, no widzisz, my tu w Toruniu mamy czas, nam się nigdzie nie spieszy. Widzisz np. jak jedzie tramwaj? Musisz wiedzieć, że teraz komunikacja tramwajowa została „usprawniona”. Np. na Mokre teraz tramwaj jeździ nie co 20, lecz co 12 minut, ale za to wlecze się, jak mucha w smole.

– A tam co to za zbiegowisko w Al. 700-lecia? Słyszę jakieś wiwaty…

– To jest wielka uroczystość w Toruniu. Specjalnie ustanowiony przez zarząd miejski obserwator dostrzegł pierwszego przechodnia w Al. 700-lecia i to jego właśnie tak honorują. Pomyśli tylko, kosztem ćwierci miliona złotych zbudowali tak wspaniałą ulicę, a tu nikt po niej nie chce chodzić. Od czasu, jak uruchomiono na niej tramwaj, to jego żółte pudło nieco ożywia tę ulicę. A poza tym to się czasem po niej przesunie, jak widmo, samochód, ale przechodnia ani na lekarstwo. To właśnie był pierwszy przechodzień, którego miasto tak honoruje. Chodźmy tam zobaczyć.

Zbliżamy się. Rzeczywiście, stoi sobie jakiś nieboraczek zalękniony i zdumiony, a wokół niego co najdostojniejsi ojcowie miasta. Przemawia p. prez. Bolt. Tak… Pan prezydent Antoni Bolt. Bo trzeba wiedzieć, że p. Bolt dłużej już nie mógł wytrzymać bez swojego ukochanego Torunia, a Toruń bez niego i wreszcie po wielu, wielu latach okropnej męki „wygnania” p. Bolt wrócił na stolec prezydencki. Teraz jest w swoim żywiole: ten już nie „ojciec”, ale „dziadek” miasta głaszcze swoją długą, długą, starannie przez mistrza Eberta w sposób radio-elektryczny ondulowaną brodę i wygłasza swoje tysiąc i pierwsze przemówienie powitalne. Dziękuje owemu pierwszemu na Al. 700-lecia przechodniowi za to, że przełamał wreszcie lody nieufności do tej najwspanialszej ze wspaniałych alei i że wreszcie po tylu latach „swoją osobą ożywił”. Skończywszy p. prez. Bolt wręcza zasłużonemu przechodniowi medal 700-lecia m. Torunia i pamiątkowe dzieło inż. Tłoczka pt. „Jak tłoczyć dom na domu zgodnie z zasadami urbanistyki”.

Idziemy dalej.

– A to co? Gdzie się podziała kobieta ze szczytu Banku Polskiego? Była to jedyna w Toruniu niedostępna kobieta i gdzieś znikła?

– A bo widzisz, teraz u nas mieszka na stałe Kiepura. Przeniósł się z Krynicy i daje od czasu do czasu koncerty, śpiewając ze szczytu Banku Polskiego. Musiano więc kobietę usunąć.

Wchodzimy na Rynek Staromiejski.

– A gdzie Kopernik? – pytam zdumiony.

– Nie ma, przeniesiono do Bydgoszczy”.

Źródło: Kujawsko-Pomorska Biblioteka Cyfrowa

Tagged
Wojciech Giedrys
Dziennikarz, redaktor wydań "Tylko Toruń" i działów on-line serwisów tylkotorun.pl i pozatorun.pl. Od 1999 r. w Toruniu.
http://fb.me/wojciech.giedrys