W Toruniu znów polała się krew. Oto kolejny „kryminalista”

Kultura Polecamy Wiadomości Wywiady
Michał Kadlec jest autorem bloga "Po Toruniu" oraz stypendystą kulturalnym Miasta Torunia, fot. Magdalena Preis

 – Te historie was zmienią, prawdopodobnie na gorsze – zapowiada Michał Kadlec, promując swój literacki debiut „Martwi głosu nie mają”. O Toruniu ze zbrodnią w tle, historiach sprzed lat oraz planach na powieść, z autorem rozmawia Michał Ciechowski.

Marek Krajewski i Jerzy Kawecki swój reportaż tytułują „Umarli mają głos”. Ty twierdzisz, że „Martwi głosu nie mają”. Jak to jest z tym głosem?

– Tytuł w mojej książce to przewrotność. Skoro martwi już głosu nie mają, to ktoś musi wypowiedzieć się w ich imieniu. Początkowo zbiór opowiadań miał nazywać się „Kryminalny Toruń”. Po konsultacji z wydawcą uznałem jednak, że nazwa miasta mocno regionalizowałaby tę książkę. Mimo że akcja dzieje się w Toruniu, podobne historie mogłyby wydarzyć się w każdym innym mieście. Tytuł jednej z historii stał się więc tytułem całego zbioru.

Dlaczego zdecydowałeś się na zbiór opowiadań kryminalnych, nie zaś na powieść?

– Chodziło mi po głowie kilka historii, które nie nadawały się na „pełny metraż”. Chciałem je jednak opowiedzieć, więc rzeczą naturalną było, że skoro jeszcze nie powieść, to opowiadania. Wielu autorów zaczynało od krótszych form. Mam tu na myśli m.in. Marka Nowakowskiego, Jakuba Małeckiego czy Jacka Dukaja. Tylko że ja chciałem być jak Tom Hanks i machnąłem cały zbiór. (śmiech) A tak poważnie, lubię czytać opowiadania, dla mnie to odskocznia od klasycznych książek. Historie zawarte w zbiorze można sobie dawkować powoli albo szybko – jak kto woli.

Kiedy w twojej głowie pojawił się pomysł na zbiór?

– Tak naprawdę do wydania książki namówił mnie Robert Małecki. Pewnego dnia poprosił, bym oprowadził go po Forcie XI Twierdzy Toruń, który później stał się miejscem akcji jego powieści „Koszmary zasną ostatnie”. Tego dnia powiedziałem mu o swoich opowiadaniach, dotąd leżących na dnie wirtualnej szuflady komputera. Namyślił się i powiedział krótko: wydaj to. Kilka dni później od Roberta otrzymałem link do informacji o stypendium kulturalnym Miasta Torunia na rok 2018, które przyznaje prezydent Michał Zaleski. Udało się je uzyskać i dzięki temu skończyłem pisać całość. Osobnym tematem było: czy znajdę wydawcę? Chciałem, żeby teksty te ukazały się drukiem. Był marzec 2018 roku: wziąłem pierwsze trzy opowiadania, zredagowałem je i zaniosłem dyrektorowi Wydawnictwa Naukowego UMK. Po miesiącu dostałem wiadomość, że chętnie wydadzą całość. I to był jeden z najszczęśliwszych dni w moim życiu.

Które opowiadanie powstało jako pierwsze?

– „Nowy właściciel”, tekst, który inauguruje książkę. Jego akcja dzieje się w fosie Fortu XI. Zanim więc wybrałem się tam z Robertem, fort „był” już w mojej „szufladzie”.

W twoich opowiadaniach m.in. w „Zbrodnie doskonałe” odwołujesz się do wydarzeń, które faktycznie miały w Toruniu miejsce.

– Pisząc historie retro, korzystałem z informacji zawartych na stronach „Słowa Pomorskiego”. W „Zbrodniach doskonałych” odwołałem się do zabójstwa listonosza, do którego doszło w 1933 r. w kamienicy z pruskiego muru przy ul. Grudziądzkiej, zresztą dom ten nadal stoi. Jeśli chodzi o samą sprawę, była prozaiczna, zdecydowałem się więc dopisać do niej drugie dno, a całość uchwycić w formie reportażu historycznego.

Fot. Lech Kadlec

Toruń jeszcze kilkanaście lat temu był miastem, w którym życie przestępcze kwitło. Wykorzystałeś te informacje w książce?

– Czytając „Słowo Pomorskie”, ale także książki historyczne, zdobyłem kompendium wiedzy o Toruniu z lat międzywojennych. Historie piętnowania Żydów, morderstw, czy oszustw w pewnym momencie były w Toruniu na porządku dziennym. Pisząc książkę, korzystałem także z tego, czego dowiedziałem się jako autor bloga „Po Toruniu”. W jednym z opowiadań wspominam też o porachunkach gangsterskich z drugiej połowy lat 90. XX wieku, kiedy to trwała wojna między grupami przestępczymi z Torunia i Chełmży. W przyszłości chciałbym rozwinąć ten wątek. Być może w powieści.

Jedno ze swoich opowiadań zatytułowałeś „Bloger”. Jesteś jego bohaterem?

– Opowiadanie to napisałem dla żartu. Rzadko bowiem zdarza się, że autor książki jest jej bohaterem. Pomyślałem jednak: dlaczego nie? Po cichu liczyłem na powtórkę sytuacji po publikacji książki „Amok”, kiedy pojawiło się podejrzenie, że twórca jest mordercą. U mnie policja nie podchwyciła jednak tego motywu. Gdyby tak właśnie się stało, książka zostałaby wypromowana w kilka minut! (śmiech).

Toruń jest dziś, w twojej ocenie, miastem bezpiecznym?

– Podobnie, jak w każdym miejscu – czy to w mieście, czy na wsi – zbrodnie się zdarzają. Na szczęście nie jest to zagłębie przestępczości. Oczywiście mamy w Toruniu miejsca, których lepiej wieczorem unikać, ale nie możemy dramatyzować. W latach 90., w czasie wojny gangów, Toruń był dużo bardziej niebezpiecznym miastem.

„Martwi głosu nie mają” to twój literacki debiut. Możemy spodziewać się kolejnej książki?

– Nie chciałbym wybiegać daleko w przyszłość, pracuję jednak nad jedną powieścią. Chciałbym, żeby zabrała ona czytelnika do toruńskiego półświatka, ciemnych uliczek i szemranych interesów. Głównym bohaterem będzie Grzegorz Ostrowski, znany właśnie z debiutu „Martwi głosu nie mają”. Mogę zapewnić, że w Toruniu po raz kolejny poleje się krew.

Tagged